— Dyktatorzy potrafią być nieludzcy i brutalni, ale zawsze mają jedną, czy dwie osoby, w stosunku do których są czuli. Szybko zrozumiałem, że dla Łukaszenki kimś takim jest jego synek „Kola”. Dlatego, będąc w Polsce, kupiłem filmy na DVD z Reksiem oraz Pszczółką Mają. No i przy okazji jednej z uroczystości przekazałem je szefowi ochrony Łukaszenki — opowiada.

— Starałem się znaleźć czuły punkt. Chodziło o to, żeby dotrzeć do niego w jakiś sposób. Bo mnie, jako szefa placówki, interesowało to, aby mieć kontakty na najwyższym szczeblu — dodaje.

— No i później ten szef ochrony podszedł do mnie i poprosił ze sobą. Wtedy miałem pierwszą okazję, żeby bezpośrednio porozmawiać z Łukaszenką. Był zaskoczony, że ktoś mu przywiózł takie filmy (śmiech). Jaki to jest człowiek? Wydaje się opiekuńczy, jak każdy dyktator. Kiedy marszałek Karczewski powiedział o nim, że jest „ciepłym człowiekiem”, to oczywiście była to niefortunna wypowiedź, ale rozumiałem, skąd się wzięła, bo Łukaszenko takie wrażenie sprawiał. To jest typowa cecha tego rodzaju ludzi — wyjaśnia Jurasz.

Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB

Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGBOnet

— On jest właśnie jak taki dobry wujek. Sam nalewa kawę. Jest zainteresowany tym, jak ci się wiedzie, czy czegoś potrzebujesz. Powie ci, że powinieneś schudnąć (śmiech). Jest bardzo bezpośredni — zaznacza Jurasz.

Były dyplomata wspomina, że okres jego pracy w Mińsku to był czas nieustannej inwigilacji, co prowadziło czasami do absurdalnych sytuacji.

Poniżej przeczytasz dalszą część tekstu oraz zobaczysz całą rozmowę w formie wideo.

— Jechaliśmy w piątek z żoną i dziećmi na weekend do Warszawy. Nasz synek musiał brać wtedy antybiotyki, ale mniej więcej 20 km za Mińskiem zorientowaliśmy się, że ich nie wzięliśmy, w związku z tym musieliśmy wrócić. Kiedy wszedłem do mieszkania, to zobaczyłem, że jakichś dwóch obcych dżentelmenów robi coś przy moim telewizorze. W momencie, gdy mnie dostrzegli, powiedzieli: „Niech się pan nie boi! Nie jesteśmy bandytami, jesteśmy z KGB” — relacjonuje Witold Jurasz.

— Jak tak na nich spojrzałem i mówię: „Co, pewnie mieliście tu coś zrobić w sobotę, ale stwierdziliście, że lepiej zrobić od razu, bo będzie wolny weekend? Spokojnie, ja tylko leku dla dziecka zapomniałem”. Widziałem, że zrobiło im się trochę głupio, a ja stwierdziłem, że nie ma sensu teraz podejmować jakichś działań, tylko w poniedziałek napiszę oficjalną notę protestacyjną — opowiada.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Kiedy wróciliśmy w niedzielę wieczorem i zajrzałem do lodówki, to zobaczyłem tam szampana, tort i kartkę z przeprosinami. W związku z tym, kiedy wysłaliśmy notę protestacyjną do białoruskiego MSZ-u, w której wyraziliśmy stanowczy sprzeciw, to na końcu napisaliśmy, że równocześnie prosimy o przekazanie podziękowań dla KGB za tort i szampana pozostawionego w lodówce — wspomina dziennikarz.

Aleksander Łukaszenko, prezydent Białorusi, wita Keitha Kellogga, specjalnego wysłannika USA do spraw Ukrainy i Rosji. Mińsk, 21 czerwca 2025 r.

Aleksander Łukaszenko, prezydent Białorusi, wita Keitha Kellogga, specjalnego wysłannika USA do spraw Ukrainy i Rosji. Mińsk, 21 czerwca 2025 r.Belarusian Presidential Press Service via AP / East News

„Jak chcesz rewolucji, to musisz mieć siłę”Witold Jurasz przyznaje, że nie wierzy w to, aby w najbliższym czasie była szansa na demokratyczne zmiany na Białorusi.

— Białoruś nie pójdzie na Zachód tylko dlatego, że powstanie tam jakiś oddolny ruch. Oczywiście, w Polsce komunizm skończył się z wydatną pomocą „Solidarności”, ale jednak głównym czynnikiem tej zmiany było to, że nasi amerykańscy sojusznicy przez lata rozmiękczali ten system. Plus pękał on pod ciężarem swoich błędów ekonomicznych — przekonuje.

— Nie zastanawiałbym się więc nad tym, czy na Białorusi powstanie nowa „Solidarność”, tylko czy w tym reżimie znajdą się tacy ludzie jak Aleksander Kwaśniewski lub Leszek Miller w PZPR. Drugi problem jest taki, że opozycja na Białorusi jest głównie opozycją inteligencką, a nie robotniczą. A jak chcesz grać scenariusze rewolucyjne, to musisz mieć siłę — twardych gości, którzy wezmą trzonek od kilofa i pójdą się tłuc. Inteligencja tego nie zrobi — argumentuje.

— Kiedyś Instytut Pamięci Narodowej robił takie wystawy: twarze bezpieki. No i te twarze z lat 50. były w większości takie czerstwe, charakterystyczne dla speców od wyrywania paznokci. A potem była wystawa z lat 70. i tam już były twarze jak z filmu „Czterdziestolatek”. Tacy wąsaci studenci po uniwersytecie. I teraz, jeżeli reżim ewoluuje z tych twarzy czerstwych do tych inteligenckich, to znaczy, że można z nimi rozmawiać. Niestety, białoruski reżim ewoluuje w stronę przeciwną — zaznacza były dyplomata.

Cała rozmowa w materiale video.