W skrócie:
- Grażyna Staniszewska nie musiała zabiegać o rolę Danusi. To do niej się zgłoszono. Bez wahania zgodziła się zagrać w filmie Aleksandra Forda
- Po „Krzyżakach” nie zagrała w filmie kinowym przez… kolejnych 13 lat
- Jej pierwsze spotkanie z przyszłym mężem było dość niezwykłe. Jak opowiadał po latach Wojciech Noszczyk, było ono wynikiem… jego zakładu z kuzynem
„Ratunku! Nie przygotowałam się do egzaminu!” — wykrzyknęła podobno Grażyna Staniszewska przed komisją rekrutacyjną warszawskiej szkoły teatralnej. Ten okrzyk przerażenia był sprawdzianem jej aktorskich zdolności i wypadł bardzo prawdziwie, gdyż… faktycznie przyjechała na egzamin bez przygotowanego tekstu. Na studiowanie aktorstwa zdecydowała się impulsywnie, dosłownie w ostatniej chwili łapiąc pociąg do stolicy z rodzinnej Łodzi. Okazało się, że wyuczona recytacja nie była do niczego potrzebna — debiutantka dostała się na uczelnię za pierwszym razem.
Szybko także odkryto jej niezwykły aktorski talent. Kiedy była jeszcze na studiach, wystąpiła w „Popiele i diamencie” Andrzeja Wajdy i „Krzyżu walecznych” Kazimierza Kutza. Dwa lata później zagrała swoją wielką rolę, z której do dzisiaj wszyscy ją pamiętają, czyli Danusię w „Krzyżakach” Aleksandra Forda. Wielką i… jedną z ostatnich. Mówiono potem, że niewinna i słodka Danusia przyniosła aktorce pecha.
Grażyna Staniszewska wcale nie zbiegała o rolę w „Krzyżakach”
Aleksander Ford, kompletując obsadę do „Krzyżaków”, życzył sobie, by główne role odegrały mało znane twarze. Poszukiwał aktorów świeżych i naturalnych. Grażyna Staniszewska była śliczna i młoda, do tego pełna entuzjazmu i utalentowana. Reżyser widział ją wcześniej na ekranie, ponoć zrobiła na nim wrażenie, grając w „Zamachu” Jerzego Passendorfera. Zdobywszy uznanie Forda, nie musiała nawet specjalnie zabiegać o rolę Danusi, bo produkcja zwróciła się bezpośrednio do niej z propozycją pracy. Zgodziła się bez wahania. Po latach tak wspominała w rozmowie z Interią:
Danusia musiała mieć jakąś twarz, czyjąś sylwetkę. Użyczyłam jej swojej i na tym właściwie kończył się mój aktorski wkład
I choć w niektórych scenach aktorka w długiej blond peruce czuła się podobno, jakby przebywała w futrzanej czapce na pustyni, praca na planie przebiegała gładko. W cytowanym wyżej wywiadzie mówiła:
Ford niczego nie narzucał, odzywał się tylko, gdy był z czegoś niezadowolony
Premiera „Krzyżaków” w 1960 r. była w kraju ogromnym wydarzeniem. Sale kinowe pękały w szwach. Na obejrzenie pierwszej polskiej, a w dodatku najbardziej dochodowej superprodukcji, ludzie tygodniami czekali w kolejkach do kin. W sumie w ciągu kolejnych lat „Krzyżaków” obejrzało blisko… 33 mln widzów. To więcej niż liczyła sobie ludność w Polsce w roku premiery tego filmowego dzieła, uznanego przez Martina Scorsese za jedno z arcydzieł polskiej kinematografii.
Dla Grażyny Staniszewskiej (wówczas 24-letniej aktorki zaraz po studiach) cała ta sytuacja była prawdziwym szokiem. Z dnia na dzień stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich gwiazd. Zachwycano się jej urodą i talentem. Wydawało się, że dopiero teraz propozycje posypią się jak z rękawa. Nic podobnego jednak się nie stało. Jak wspomina we „Wspomnieniu do Albumu” Mieczysław Kalenik, filmowy Zbyszko:
Wydawało się po premierze „Krzyżaków”, że świat legł u naszych stóp. Lecz, jak to się często zdarza w aktorskim życiu, olbrzymia popularność obróciła się przeciw nam. Trudno uwierzyć, ale po filmie Forda nie dostałem już naprawdę interesującej roli. Podobnie było z Grażyną. Sama zwykła mówić, że udział w „Krzyżakach” stał się dla niej przekleństwem
PAP/CAF / PAP
Scena z filmu „Krzyżacy” w reżyserii Aleksandra Forda, 1960 r. Na zdjęciu aktorzy Mieczysław Kalenik (L) jako Zbyszko z Bogdańca, Lucyna Winnicka (C) jako Księżna Anna Danuta i Grażyna Staniszewska (P) jako Danusia. /bpt/ PAP/CAF
Grażyna Staniszewska na kolejną filmową rolę czekała aż 13 lat
Reżyserzy nie chcieli zatrudniać młodych aktorów. Grażyna Staniszewska nie zagrała w filmie kinowym przez… kolejnych 13 lat. Stanęła przed kamerą dopiero w 1973 r., gdy otrzymała drugoplanową rolę Zofii Dubilanki, byłej kochanki przemysłowca Widmara w „Zazdrości i medycynie” Janusza Majewskiego. Następną rolę zagrała 16 lat później, w „Lawie. Opowieści o Dziadach Adama Mickiewicza”, podobno na specjalne zaproszenie Tadeusza Konwickiego. Wcieliła się także w Kmitową w scenie „Balu u Senatora”. Miała wówczas 53 lata i po tym filmie ostatecznie zakończyła kinową karierę.
Znacznie lepiej wyglądała teatralna kariera Grażyny Staniszewskiej. Została aktorką prestiżowego Teatru Narodowego w zespole Kazimierza Dejmka. Zagrała m.in. Klarę w „Zemście” oraz… Adasia Niezgódkę w „Niezwykłej przygodzie pana Kleksa”. Następnie przeszła do teatru Dramatycznego i jak większość aktorów… odeszła z niego w okresie stanu wojennego, gdy władza wyrzuciła dyrektora Gustawa Holoubka. Jej mąż, profesor chirurgii Wojciech Noszczyk, w rozmowie z Interią wspominał:
Brzydziła się tamtym systemem. W naszym ogrodzie na Żoliborzu pisał swoje kazania ksiądz Jerzy Popiełuszko, z którym się przyjaźniliśmy
Poznała męża dzięki… zakładowi
Pierwsze spotkanie Grażyny Staniszewskiej z przyszłym mężem było dość niezwykłe. Jak opowiadał po latach Wojciech Noszczyk, było ono wynikiem… jego zakładu z kuzynem. Obaj mężczyźni, będąc wówczas studentami, poszli do kina na „Krzyż Walecznych” i zachwycili się urodą Staniszewskiej. Gdy kuzyn zaczął się rozpływać nad jej wdziękami, Wojciech Noszczyk stwierdził, że nie ma problemu, on tę piękną aktorkę przyprowadzi następnego dnia do Bristolu. W zamian chciał otrzymać kilogram kawioru, przywieziony przez kuzyna z Rosji. Zakład zawarto.
„Biegnę do Szkoły Teatralnej, wpadam na Bożenę Kurowską. Mówi, że Staniszewska mieszka w Dziekance. To do Dziekanki. Spotykam Elę Czyżewską, ona twierdzi, że Grażyna się przeprowadziła do koleżanki na Langiewicza. Tam się dowiaduję, że jest właśnie w kinie »Śląsk« na Festiwalu Festiwali Filmowych, bardzo popularnej wówczas imprezie. I rzeczywiście, stała w zwartym tłumie wielbicieli. A ja prosto do niej: »Nazywam się Wojciech Noszczyk i przyszedłem po panią«. Gapiła się na mnie, nic nie mówiąc” — mówił na łamach magazynu „Puls”.
Gdy Grażyna Staniszewska wreszcie odzyskała głos, ponoć była i oburzona, jak i zachwycona bezpośredniością młodego mężczyzny. Zgodziła się spotkać z nim w Bristolu, a następnego dnia zaskoczony kuzyn, ujrzawszy aktorkę na żywo, wydusił z siebie mało uprzejmie tylko:
Wojciech Noszczyk był jednak przeciwnego zdania i po czterech latach narzeczeństwa para stanęła na ślubnym kobiercu. Młode małżeństwo zamieszkało na Saskiej Kępie, tam na świat przyszła dwójka ich dzieci, Maria i Bartłomiej. Oboje poszli w ślady ojca i dziś są lekarzami. Grażyna Staniszewska poświeciła się swojej najważniejszej życiowej roli żony i matki. W wywiadzie z okazji 80. urodzin przyznała:
Najbliższe są mi role żony, matki, babci i widza, bo jestem z gatunku tzw. kur domowych.
Grażyna Staniszewska zmarła w 2018 r. Miała 82 lata. Wojciech Noszczyk w rozmowie z ”Rzeczpospolitą” wspominał żonę słowami:
Była wspaniałą, wrażliwą i delikatną osobą. Poznaliśmy się jeszcze na studiach, zanim Grażyna zagrała w „Krzyżakach”, a jako małżeństwo przeżyliśmy 58 lat
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych. Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie, YouTubie oraz TikToku.
Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@redakcjaonet.pl.