Świat niemieckiego futbolu pogrążył się w żałobie. W wieku 54 lat zmarł Georg Koch – były bramkarz znany z występów w Bundeslidze, który w ostatnich latach toczył dramatyczną walkę z rakiem trzustki. Lekarz dawał mu zaledwie pół roku życia. Przeżył prawie trzy lata.
Koch był dobrze znany kibicom w Niemczech. W Bundeslidze rozegrał ponad 200 spotkań, reprezentując m.in. MSV Duisburg, 1. FC Kaiserslautern i Fortunę Duesseldorf. Po zakończeniu kariery w 2009 roku pozostał przy futbolu, pracując jako trener bramkarzy.
O swojej chorobie mówił otwarcie i bez upiększeń. W jednym z wywiadów przyznał: – To nieuleczalne. Umrę, ale dobry Bóg jeszcze nie zdecydował, kiedy mnie stąd zabierze.
Diagnozę usłyszał po rutynowych badaniach krwi, które wykazały poważne nieprawidłowości. Georg Koch żartował nawet z lekarzy, że wciąż jest na świecie, choć sam wiedział, że jego walka ma ograniczony czas. W leczeniu korzystał m.in. z leków sprowadzanych ze Stanów Zjednoczonych.
Mimo dramatycznej diagnozy starał się zachować dystans. – Narzekanie nigdy nie było w moim stylu. Miałem wspaniałe życie – mówił. Podkreślał też, że pobyt na oddziałach onkologicznych uświadomił mu, jak wiele osób – także dzieci – mierzy się z podobnym cierpieniem.
Kariera Kocha zakończyła się już wcześniej w dramatycznych okolicznościach. Podczas jednego z meczów w jego pobliżu eksplodowała petarda, co doprowadziło do zapaści krążeniowej i poważnego uszkodzenia ucha wewnętrznego. Problemy z równowagą sprawiły, że dalsza gra na najwyższym poziomie nie była już możliwa.