Google Pixele można postrzegać jako domyślne, jedyne prawilne urządzenia z Androidem, jednak mało mówi się o tym, że pomimo coraz ich większej dostępności są to nadal dosyć niszowe smartfony. Większość osób woli zaufać Apple, Samsungowi czy popularnym chińskim gigantom, ale kto wie, być może kiedyś ten stan rzeczy się odwróci? Na pewno wyszukiwarkowy gigant ma teraz dobrą okazję do zmian trendów. Na rynek trafił właśnie średniobudżetowy Google Pixel 10a – telefon dla tych, którzy oczekują bezproblemowej obsługi i pewności działania w najważniejszych obszarach. Problem w tym, że obok niego wciąż stoi tańszy i niemal identyczny Google Pixel 9a…
Autor: Piotr Piwowarczyk
Na naszych łamach często omawiamy odświeżone produkty (tzw. odsmażane kotlety). Trudno nie zauważyć, że branżowi giganci nie zawsze implementują najświeższe technologie w swoich nowościach, a czasem nawet w ogóle nie czują potrzeby zmiany oklepanego już designu. Google niestety się do nich zalicza – w końcu ubiegłoroczne flagowe Pixele 10 w dużej mierze opierają się na „dziewiątkach”. Premiera najnowszego wariantu 10a nie może być zatem zaskakująca – rewolucji tutaj nie znajdziemy, ale co gorsza, trudno w ogóle mówić o jakiejkolwiek ewolucji. Już początkowe przecieki mówiły nam, że szykuje się powtórka sprzed roku, z kolei oficjalna zapowiedź producenta pozbawiła nas jakichkolwiek złudzeń. Czy Pixel 10a jest nas zatem w stanie czymś oczarować?
Nie da się ukryć ukryć, że Google Pixel 10a jest wyjątkowo mało innowacyjny, ale w niektórych aspektach powinien okazać się nieco lepszy od poprzednika.
Nie ulega wątpliwości, że tegoroczny model z literką „a” jest wyjątkowo mało innowacyjny, ale od razu muszę Was uspokoić – w niektórych względach to poprawiony model w stosunku do Pixela 9a. Jak pokazuje tabelka ze specyfikacją, jest ciut mniejszy mimo tego samego ekranu, co oznacza, że minimalnie zwężono ramki. Google chwali się także ogólnie jaśniejszym panelem pOLED z mocniejszą powłoką Gorilla Glass 7i, tym razem zupełnie płaskimi pleckami (w Pixelu 9a ta dziwaczna wysepka jednak nieznacznie wystawała), szybszym ładowaniem przewodowym i indukcyjnym, obsługą nowszego standardu Bluetooth, a także obsługą połączeń satelitarnych. No i nie zapominajmy o najnowszym Androidzie 16 na pokładzie z 7-letnim wsparciem.
8+256 GB – 2799 zł
Poza tym producent chwali się kilkoma nowymi funkcjami na pokładzie. Pixel 10a w niektórych aspektach zapewnia to samo, co droższe „dziesiątki” – należy przez to rozumieć dostępność funkcji Automatyczne najlepsze ujęcie (każda osoba na zdjęciu grupowym może prezentować się perfekcyjnie), Fotoasystenta (wskazówki dotyczące oświetlenia i kompozycji), Dodaj mnie czy wsparcia dla Szybkiego udostępniania z AirDrop. Biorąc to wszystko pod uwagę można dojść do wniosku, że chyba nie takie złe to odświeżenie oferty, prawda? Szkoda tylko, że smartfon kosztuje prawie tyle samo, co Pixel 9a w momencie premiery. Wariant 8+128 GB wyceniono na 2349 zł, a wersja 8+256 GB kosztuje 2799 zł (w obu przypadkach o 50 zł taniej od poprzednika). Sprawdźmy jednak, czy w obecnych realiach najnowsza propozycja od Google ma w ogóle sens. Zapraszam na kolejne strony artykułu. Dodam jeszcze, że telefon dotarł do naszej redakcji w ładnej, rzucającej się w oczy wersji kolorystycznej o nazwie Berry (Malinowy).