Jeszcze przed konkursem indywidualnym mistrzostw świata juniorów w skokach narciarskich praktycznie jasne było, że o złoty medal powalczą dwaj zawodnicy – Kacper Tomasiak i Stephan Embacher. Obaj zanotowali zwycięstwa na treningach, ale nie mieli okazji do bezpośredniej rywalizacji.
Do takiej doszło dopiero w czwartek, 5 marca. Pierwsza seria konkursowa ułożyła się się lepiej dla Austriaka, ale spora w tym zasługa sztabu szkoleniowego. Wszystko z uwagi na to, że przed jego skokiem obniżyli belkę startową.
ZOBACZ WIDEO: „Zrobiłbyś to?”. Jędrzejczyk pokazała nagranie z krańca świata
Dzięki temu Embacher został liderem na półmetku. Choć tak samo, jak Tomasiak skoczył 98 metrów, otrzymał oczywiście więcej punktów. Strata naszego skoczka do Austriaka wynosiła wówczas 3,5 pkt. Z kolei Jason Colby, zajmujący 3. miejsce, miał na swoim koncie 7 „oczek” mniej niż lider.
Do drugiej serii awansowało łącznie trzech Polaków. Po pierwszej na 19. miejscu był młodszy brat Tomasiaka, Konrad, zaś 23. lokatę zajmował Kamil Waszek. Z dalszą rywalizacją pożegnał się jedynie Łukasz Łukaszczyk.
Po tym, jak w finałowej rywalizacji Kacper Tomasiak osiągnął 97 metrów, był zdecydowanym liderem. Wówczas na belce startowej pozostał już tylko Embacher, który miał wszystko w swoich rękach i musiał osiągnąć przynajmniej 95,5 m.
Austriak w znakomitym stylu przypieczętował zwycięstwo w Lillehammer, oddając najdłuższy skok w konkursie. Embacher uzyskał 98,5 metra, dzięki czemu ostatecznie powiększył przewagę nad Tomasiakiem, pokonując go o 9,2 pkt.
Ostatecznie na podium nie doszło do żadnych zmian. Colby, który po pierwszej serii zajmował 3. miejsce, zakończył zawody z przewagą 9 punktów nad Lukasem Haagenem. Z kolei do Tomasiaka stracił 11,3 pkt.
Jeżeli chodzi o pozostałych reprezentantów Polski, to Waszek zanotował awans i ostatecznie był 18. Wyprzedził między innymi Konrada Tomasiaka, który zakończył zawody na 20. pozycji.