Dramat rozegrał się w środę, 4 marca, wieczorem na przedmieściach Chicago w Illinois (dokładnie we wsi Deerfield). Jak opisują amerykańskie media, 75-letni pilot z Polski leciał małym, jednosilnikowym samolotem typu Cessna. Wracał wówczas z Wisconsin i znajdował się zaledwie ok. 2 mil (ok. 3,2 km) od lotniska Chicago Executive. Maszyna Chestera Wojnickiego spadła, gdy znajdowała się nad rzędem domów szeregowych przy Swallow Street.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

  • Jakie były okoliczności katastrofy samolotu?
  • Gdzie dokładnie miała miejsce tragedia?
  • Czy były ofiary wśród mieszkańców domów?
  • Kto prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy?

Chester Wojnicki nie żyje. Polski pilot zginął w katastrofie samolotu w USA

Polski pilot, który na co dzień mieszkał w Mount Prospect, był jedyną osobą na pokładzie. Na ten moment nie wiadomo, dlaczego doszło do katastrofy. Śledztwo w sprawie przyczyn tragedii prowadzą Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu oraz Federalna Administracja Lotnictwa. Pod uwagę brane są wszystkie okoliczności, w tym m.in. awaria techniczna, nagła sytuacja medyczna czy trudne warunki atmosferyczne (gęsta mgła i ograniczona widoczność). Śledczy podkreślają, że przed katastrofą pilot nie zgłaszał żadnych problemów.

Chester Wojnicki zginął na miejscu w wyniku odniesionych obrażeń. Jego samolot, spadając, uderzył w dach jednego z budynków mieszkalnych, powodując uszkodzenia konstrukcji oraz dwóch gazomierzy. W efekcie doszło do niewielkiego wycieku gazu. Sytuacja została szybko opanowana. Żaden z mieszkańców okolicznych domów nie odniósł obrażeń. Uszkodzenia budynków zaś nie były na tyle poważne, aby była konieczna ewakuacja.

Świadkowie zdarzenia twierdzą, że polski pilot celowo skierował samolot z dala od większego skupiska zabudowań, aby uniknąć większej tragedii. Victoria Marinescu, która obserwowała wypadek, powiedziała, że gdyby samolot uderzył w osiedle budynków, mogłoby dojść do pożaru i śmierci wielu osób. Podkreśliła, że Chester Wojnicki uratował życie mieszkańców, kierując maszynę z dala od domów. Nazwała go „prawdziwym bohaterem”, który „uratował życie wielu osób”.