Sojusz podejrzewa, że wystrzelenie przez Iran wczoraj rakiety w stronę Turcji było zamierzonym działaniem. — Potępiamy atak Iranu na Turcję — powiedziała rzeczniczka NATO Allison Hart. System NATO przechwycił rakietę w tureckim regionie przygranicznym, a część rakiety obronnej spadła na otwartą przestrzeń w prowincji Hatay. Nikt nie został ranny.Turcja dotychczas zachowywała neutralność w wojnie z Iranem. Przed izraelsko-amerykańskim atakiem na Teheran Ankara podjęła kilka prób mediacji między stronami. Dla Turcji stawka jest bowiem wysoka. Wojna dotyka kilku kluczowych interesów Ankary: jej roli jako członka NATO, stosunków z USA, stabilności na własnych granicach — i wreszcie kwestii kurdyjskiej, która od dziesięcioleci kształtuje turecką politykę wewnętrzną i bezpieczeństwa.W odniesieniu do rakiety pozostaje kilka pytań bez odpowiedzi. Na przykład, kto dokładnie podjął decyzję o jej wystrzeleniu. Platforma informacyjna Middle East Eye powołuje się na źródła zaznajomione ze zdarzeniem i donosi, że pocisk mógł zostać wystrzelony przez jednostki irańskiego wojska działające w ramach zdecentralizowanego systemu. Teheran stawia na model, który umożliwia lokalnym dowódcom samodzielne działanie — w odpowiedzi na ataki USA i Izraela, w których zginęło wielu wysokich rangą irańskich funkcjonariuszy.Według „Wall Street Journal” irański pocisk miał lecieć w kierunku tureckiej bazy wojskowej Incirlik, w której stacjonują również amerykańskie wojska. Baza ta jest ważnym miejscem dla operacji NATO w całym regionie i odegrała decydującą rolę w walce z terrorystyczną grupą ISIS. Stacjonują tam również amerykańskie bomby atomowe w ramach udziału NATO w programie nuklearnym.

W środę wieczorem prezydent Recep Tayyip Erdogan wydał „najsurowsze” ostrzeżenie, że taki przypadek nie może się powtórzyć — Turcja jest zdeterminowana i zdolna do zapewnienia bezpieczeństwa kraju. Dla NATO incydent ten nie ma jak dotąd żadnych bezpośrednich konsekwencji militarnych. Teoretycznie Ankara mogłaby wystąpić o tzw. konsultacje na podstawie artykułu 4. W ramach tego formatu państwa NATO konsultują się, gdy jeden z członków uzna, że jego bezpieczeństwo jest zagrożone. Byłby to przede wszystkim krok symboliczny.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Tureckie wspomnieniaSytuacja jest daleka od uruchomienia artykułu 5, który uznaje atak na jednego członka za atak na wszystkich. W takim przypadku próg jest znacznie wyższy. Dla porównania: w przestrzeni powietrznej państw takich jak Polska czy Rumunia regularnie pojawiają się rosyjskie drony lub fragmenty rakiet, ale NATO nie wyciąga swojego najostrzejszego miecza. Do tej pory artykuł 5 został aktywowany tylko raz: po atakach terrorystycznych na Stany Zjednoczone 11 września 2001 r. Wszystkie państwa członkowskie muszą wyrazić na to zgodę. Z tureckiego punktu widzenia ryzyko rośnie jednocześnie na kilku poziomach. Dużym zmartwieniem Ankary jest militaryzacja kwestii kurdyjskiej. Serwis Al-Monitor donosi, że sojusz irańsko-kurdyjskich grup przygotowuje się do wkroczenia „w ciągu kilku dni” z irackiego Kurdystanu do Iranu. Celem jest przejęcie kontroli nad regionami przygranicznymi. Według raportu grupy te zostały już wyposażone, a amerykańskie i izraelskie siły powietrzne zbombardowały pozycje w zachodnim Iranie, aby przygotować się do ewentualnej zbliżającej się ofensywy.Wydarzenia przypominają Turcji o latach wojny domowej w Syrii. W północnej części kraju pod przywództwem YPG (Powszechne Jednostki Ochrony) — które Ankara uważa za odgałęzienie PKK, czyli Partii Pracujących Kurdystanu — powstała autonomiczna struktura administracyjna. PKK przez dziesięciolecia prowadziła zbrojny konflikt z państwem tureckim, który pochłonął dziesiątki tysięcy ofiar.

Podczas gdy Stany Zjednoczone wyposażały i wspierały kurdyjskie milicje w Syrii w walce z ISIS, Turcja zwalczała je jako organizację terrorystyczną. Jeśli doniesienia, że władze amerykańskie utrzymują kontakty z irańsko-kurdyjskimi grupami lub nawet je wspierają, się potwierdzą, może to ponownie obciążyć i tak już delikatne stosunki między Waszyngtonem a Ankarą.

Irański pocisk w mieście Al-Kamiszli w Syrii niedaleko granicy z Turcją, 3 marca 2026 r.

Irański pocisk w mieście Al-Kamiszli w Syrii niedaleko granicy z Turcją, 3 marca 2026 r.Amjad Kurdo / AFP

Ankara się boi

Kilka irańsko-kurdyjskich grup w Iraku połączyło ostatnio siły, aby doprowadzić do obalenia irańskiego reżimu. Wśród nich znajduje się również milicja PJAK (Partia Wolności Kurdystanu), siostrzana organizacja PKK. Obie grupy znajdują się na liście organizacji terrorystycznych w Turcji. Jednocześnie proces pokojowy między PKK a państwem tureckim poczynił w ostatnich latach ogromne postępy.

W maju 2025 r. grupa ogłosiła rozwiązanie po tym, jak prokurdyjska Ludowa Partia Równości i Demokracji (DEM) przeprowadziła negocjacje z rządem tureckim. Na początku lipca podczas ceremonii w kurdyjskiej części Iraku 30 bojowników PKK symbolicznie spaliło swoją broń.

Jednak również ten proces może być zagrożony przez ostatnie wydarzenia w regionie. Gdyby zbrojne struktury PKK rozpoczęły działania poza granicą, w Ankarze mogłoby powstać wrażenie, że rozbrojenie nie zostało faktycznie zakończone. — Dopóki PJAK jest uzbrojona, strona turecka może dojść do wniosku, że proces nie został zakończony — ostrzega Ozgur Unluhisarcikli, który kieruje biurem Fundacji German Marshall Fund of the United States w Ankarze. Turcja nie będzie też tolerować de facto kurdyjskiego państwa wspieranego przez izraelskie siły powietrzne.

Innymi słowy: rząd turecki uznałby zbrojną walkę kurdyjskich milicji w swoim bezpośrednim sąsiedztwie za zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa. Ankara dostrzega niebezpieczeństwo powstania nowych strategicznych obszarów wycofania się, sieci logistycznych i politycznego wzmocnienia podmiotu, z którym od dziesięcioleci walczy militarnie. Jak mówi Unluhisarcikli, taki scenariusz oznaczałby dla Turcji „kolejną dekadę niestabilności”.