Chris Holder nie ma wątpliwości, że poprzedni sezon był dla niego rokiem wzlotów i upadków. Jednak tej zimy zaliczył upadek w ojczyźnie, który zakończył się dla niego złamaniem obojczyka, trzech żeber i obiciem płuc. Żużlowiec jeszcze w styczniu mówił, że urazy nieco mu doskwierają.
W Ostrowie są jednak spokojni o formę Australijczyka. Nim pojawi się w Polsce, to z pewnością pokręci kilka kółek na Wyspach. Wszak 16 marca weźmie udział w Memoriale Petera Cravena.
ZOBACZ WIDEO: Artiom Łaguta nie chciał czekać na Polonię. Kulisy numeru startowego w Sparcie
– To był sezon pełen wzlotów i upadków. I nie chodziło tylko o Anglię – tak było wszędzie, gdzie startowałem. Czasami wszystko układało się świetnie, a innym razem łapałem się na myśli: co ja właściwie robię? To było dość frustrujące. Cały czas próbowałem znaleźć ten właściwy punkt – moment, w którym przyjeżdżasz na zawody i wiesz, że jeśli pojedziesz na takim ustawieniu motocykla, wszystko zadziała. Nie wynikało to jednak z braku prób – przyznał Chris Holder w rozmowie ze „Speedway Star”.
Były mistrz świata nie ukrywa, że wszelkie próby znalezienia rozwiązania na słabszą dyspozycję nie przynosiły efektu. Czasem z tego wszystkiego sam popełniał błędy na torze i tracił punkty przez własną jazdę.
Żużlowiec odniósł się także do zaskakujących wieści o sprzedaży Sheffield Tigers, która pojawiła się pod koniec ubiegłego sezonu. Jednocześnie cieszy się, że rodzina Bates będzie kontynuowała swoją przygodę z tym klubem.
– Pod koniec roku zaczęły docierać do nas różne plotki i pojedyncze informacje, pojawiały się też wpisy w mediach społecznościowych, ale tak naprawdę nikt nie wiedział nic konkretnego aż do momentu oficjalnego komunikatu. Sheffield zawsze jednak radzi sobie bardzo dobrze – jesteśmy konkurencyjni w każdym sezonie. Prowadzenie klubu żużlowego nie jest łatwe. Wszystko zależy od pogody, frekwencji i wielu innych czynników. To naprawdę trudne zadanie, ale tutaj wykonują świetną pracę – dodał.