To koniec nadziei dla Unii Tarnów. Kilkuletnia saga związana z tym czy klub wystartuje w Krajowej Lidze Żużlowej, czy nie w końcu (najprawdopodobniej) się zakończy. – Na 99,9% nie wystartujemy w lidze – słyszymy od osób związanych z klubem, które na ten moment proszą o anonimowość. Nic w tym dziwnego, bo nikt nie chce być twarzą upadku tak zasłużonego klubu.
– To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść – te słowa kultowej piosenki Elektrycznych Gitar najbardziej pasują do sytuacji, w której znaleźli się zawodnicy Unii Tarnów. Żużlowcy tarnowskiego klubu już otrzymali informację o tym, że klubu nie będzie na mapie żużlowej.
I choć w tym przypadku można śmiać się tylko przez łzy, przed publikacją tekstu kontaktowaliśmy się z kilkoma zawodnikami. Wnioski nasuwają się dwa. Albo nie przyjmują do wiadomości rzeczywistości, albo panuje wśród nich konspiracja. – Przygotowujemy się normalnie do sezonu. Mamy już nawet zaplanowane treningi w Tarnowie – mówi nam jeden z tarnowskich zawodników. Inni wypowiadają się w podobnym tonie, po czym nabierają wody w usta i przestają odbierać telefony.
ZOBACZ WIDEO: Zmarzlik czy Kurtz? Łaguta wskazał mistrza świata w sezonie 2026
Jeden z żużlowców wyznał nawet, że otrzymał pierwszą transzę wynagrodzenia kontraktowego, „coś” z klubu spłynęło. To ciekawe, bo klubem w tym momencie nawet nikt nie zarządza. Nie chcąc robić tym zawodnikom pod górkę w środowisku, celowo nie wskazujemy ich nazwisk oraz dosłownych cytatów. O treningach nawet nie ma mowy, bo tor nawet nie został odebrany. Po prostu nie można na nim w tym momencie jeździć.
Sytuacja, w której się znaleźli jest jednak skomplikowana. Ich kontrakty zostaną rozwiązane z winy klubu, zatem mogą podpisać umowy z innymi zespołami, których kadry są już pełne. Jeśli jednak nie znajdą pracodawców przed pierwszą kolejką, będą zmuszeni czekać do okna transferowego.
Wody w usta nabrał także właściciel klubu, Artur Lewandowski, który obraził się na sport żużlowy, ma go dość. Nie odpowiada na pytania, nie odbiera telefonu, nie obsadził klubu kompetentną osobą, która byłaby w stanie tarnowski bajzel dalej prowadzić.
Najbardziej w tej całej układance szkoda Stanisława Burzy, który – jak udało nam się ustalić – również ma dość żużla. Nic dziwnego. To on utrzymywał kontakty z zawodnikami i to on wydzwaniał po tarnowskich działaczach, by dowiedzieć się czy zespół w ogóle wystartuje w lidze. Po jakimś czasie również jego telefony były zbywane. W minionych sezonach to on często wychodził do mediów, wypowiadał się i – mówiąc wprost – starał się dbać o dobre imię klubu, w którym nie było ani ładu, ani składu. Teraz szkoleniowiec musi szukać nowej pracy.
Przypomnijmy, że tarnowianie mają czas do 20 marca, by spełnić warunki zobowiązania. Nic nie wskazuje na to, by coś się wydarzyło. Tor jest nieprzygotowany do jazdy. Ba, na stadionie nie ma nawet prądu.
Przypomnijmy, że 3 lutego Prezydium Zarządu Głównego PZM zdecydowało o przyznaniu Unii licencji nadzorowanej, pod warunkiem spełnienia 15 warunków. Unia dostała kolejną szansę, bo jeszcze w grudniu spłaciła 550 tysięcy z prawie dwóch milionów zaległości. Wtedy była jeszcze nadzieja, że sytuacja w klubie wyjdzie na prostą.
Klub milczy i nie kontaktuje się z GKSŻ-em, by ratować sytuację, choć trudno mówić o klubie, skoro nikogo już w Tarnowie na pokładzie nie ma. Co więcej, tarnowianie oddali już nawet klucze otwierające bramy stadionu do urzędu miasta.