Z dokumentów i relacji żołnierzy wynika, że dowódca miał nie tylko tolerować poważne nieprawidłowości, ale również chronić jednego z żołnierzy — por. Zbigniewa K.-G. To właśnie wobec niego prokuratura w Tarnowskich Górach prowadzi śledztwo w sprawie gwałtu na nastolatce oraz podawania nieletnim narkotyków.

Według ustaleń komisji płk Piątkowski wiedział o poważnych zarzutach wobec swojego podwładnego. Zbigniew K.-G. został zatrzymany w nocy z 11 na 12 października przez policję i trafił do aresztu na 48 godzin. W tym czasie usłyszał zarzuty gwałtu. Prokuratura bada też kwestię podawania narkotyków nastolatce.

13 października w 133. Batalionie Lekkiej Piechoty w Cieszynie, który wchodzi w skład 13. ŚBOT, zjawiła się Żandarmeria Wojskowa i przeszukała pomieszczenia, w których służył Zbigniew K.-G. Jeszcze tego samego dnia dowódca 133. batalionu zameldował płk. Piątkowskiemu o fakcie zatrzymania żołnierza, wnosząc jednocześnie o natychmiastowe wszczęcie procedury zwolnienia go ze służby.

Następnego dnia dowódca 13. ŚBOT rzeczywiście wydał taki rozkaz. W kolejnym jednak dniu go anulował i przywrócił żołnierza, na którym ciążą zarzuty, do służby. Argumentował to tym, że informacje o gwałcie „mogą okazać się pomówieniami”. Niedługo później płk Piątkowski nagrodził Zbigniewa K.-G. wysoką nagrodą pieniężną i awansował go na zastępcę dowódcy kompanii wsparcia.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Zyskują firmy żołnierza, na którym ciążą zarzuty

Na tym kontrowersje wobec płk. Piątkowskiego się nie kończą. Kontrola z Ministerstwa Obrony Narodowej i dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej wykazała bowiem, że jednostka podpisywała umowy z firmami ochroniarskimi należącymi do Zbigniewa K.-G. Chodziło o szkolenia jeździeckie brygady, które miała organizować stadnina, która również należała do byłego już żołnierza WOT.

Z ustaleń komisji wynika, że łączna wartość tych kontraktów przekroczyła 220 tys. zł. Szkolenia dla plutonu konnego liczącego około 30 żołnierzy odbywały się jednak sporadycznie — najczęściej raz w roku.

Odejścia z brygady

Komisje wojskowe zajęły się także relacjami międzyludzkimi panującymi w 13. Śląskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej. Kontrola potwierdziła fatalną atmosferę w jednostce. Od września 2023 r., kiedy płk Piątkowski objął dowodzenie, odeszło z niej aż 124 żołnierzy zawodowych, czyli grubo ponad jedna trzecia stanu kadrowego brygady.

W tym roku na taki krok zdecydowali się m.in. dowódca 133. Batalionu Lekkiej Piechoty w Cieszynie oraz jego zastępca. Obaj oficerowie są cenieni i lubiani przez swoich podwładnych.

— Płk Piątkowski podważał ich decyzje i upokarzał. Kazał im jeździć na jakieś „szwancparady” do gmin, gdzie sam się lansował, a żołnierze byli tanią siłą roboczą — mówi żołnierz z cieszyńskiego batalionu. Choć oficjalnym powodem odejścia dowódców batalionu są kwestie osobiste, kontrola wykazała brak porozumienia w relacjach z dowódcą brygady, głównie ze względu na nadmierne angażowanie wojska w zabezpieczanie lokalnych imprez z udziałem polityków.

— Płk Piątkowski budował na Śląsku swoje księstwo. Interesowały go lokalne imprezy, gdzie nawiązywał kontakty z dygnitarzami i politykami. Uważał, że dzięki tym wpływom umocni swoją pozycję i będzie rozdawał karty — mówi wysokiej rangi wojskowy.

Jak płk Piątkowski wykorzystywał polityczne wpływy

Jak twierdzą źródła Onetu, właśnie te polityczne wpływy wykorzystał, próbując umówić się na spotkanie z ministrem obrony Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz ludźmi z bliskiego otoczenia szefa MON. Do tych spotkań jednak nie doszło.

Kilka naszych źródeł związanych ze Sztabem Generalnym Wojska Polskiego oraz z WOT przekonuje, że w czasie, gdy przełożeni szukali płk. Piątkowskiego, on zdołał się jednak spotkać z gen. Wiesławem Kukułą, szefem Sztabu Generalnego WP.

Obu oficerów łączą więzi z przeszłości, m.in. to, że wywodzą się z Jednostki Wojskowej Komandosów (JWK) w Lublińcu, a od 2016 r. wspólnie tworzyli formację WOT. Płk Piątkowski był w tym okresie szefem logistyki tych wojsk.

O cel tego spotkania zapytaliśmy płk. Marka Pietrzaka, rzecznika prasowego Sztabu Generalnego; ten jednak stwierdził, że do takiego spotkania nie doszło.

Wiemy jednak, że płk Piątkowski wynajął kancelarię adwokacką, która — jak wynika z naszych informacji — zasypuje obecnie resort obrony pismami mającymi wykazać, że został niesłusznie odwołany ze stanowiska dowódcy 13. Brygady.

Finał sprawy nastąpi w czwartek

Decyzja o jego odwołaniu i przeniesieniu do rezerwy kadrowej zapadła jeszcze w trakcie prac komisji kontrolnych, kiedy stało się jasne, że zarzuty opisane przez Onet potwierdzają się w dokumentach. Kontrolerzy ujawnili też znacznie poważniejsze uchybienia w brygadzie.

To przesądziło o tym, że minister Kosiniak-Kamysz „zdjął” płk. Piątkowskiego ze stanowiska. Formalne odwołanie oficera wciąż nie zostało jednak przeprowadzone. Powód jest zaskakujący: wojsko nie może doręczyć mu decyzji, ponieważ nie może go znaleźć.

Wiadomo jednak, że tuż po tym, jak zapadła decyzja o odwołaniu, płk Piątkowski udał się na zwolnienie lekarskie. Od tego momentu — jak twierdzą rozmówcy Onetu — oficer przestał odbierać korespondencję i nie pojawia się w miejscu, gdzie można byłoby doręczyć mu decyzję. W praktyce oznacza to, że procedura odwołania przeciąga się. — Formalnie wciąż jest dowódcą brygady, bo decyzja nie została mu doręczona — mówi wojskowy znający sprawę.

Nasi rozmówcy związani z WOT twierdzą, że ten węzeł gordyjski zostanie przecięty w czwartek. Mimo że wojsko formalnie wciąż nie doręczyło decyzji płk. Piątkowskiemu, procedura ma zostać zakończona. Chodzi o to, że zgodnie z przepisami, jeśli pismo zostało dwukrotnie wysłane i nie zostało odebrane, uznaje się je za skutecznie doręczone.