Początek sezonu 2026 w Formule 1 jawi się jako koszmar dla Fernando Alonso i Astona Martina. Winien wszystkiemu jest silnik Hondy, który okazał się niekonkurencyjny i niezwykle awaryjny. Jednostka napędowa Japończyków po osiągnięciu określonych obrotów wpada w olbrzymie drgania, co wyczuwalne jest na kierownicy.
Jeszcze przed GP Australii dwukrotny mistrz świata F1 mówił, że wibracje na kierownicy są tak duże, że jest maksymalnie pokonać dystans ok. 20 okrążeń. Dłuższe prowadzenie bolidu Astona Martina grozi nawet uszkodzeniem nerwów w dłoniach.
ZOBACZ WIDEO: Robert Korzeniowski o działaniach PKOl-u: Obserwuję, jak film fabularny
Na tym nie koniec problemów Alonso i Astona Martina. Hiszpańska „Marca” poinformowała, że wibracje silnika Hondy przypomniały 44-latkowi o dawnej kontuzji.
„Wibracje bezpośrednio wpływają na hiszpańskiego kierowcę, który odczuwa znaczny dyskomfort w odcinku szyjnym kręgosłupa i lewym nadgarstku. Dolegliwości te nasilają się podczas dłuższych przejazdów na torze. Zobaczymy, czy Alonso będzie w stanie nadal się ścigać, czy też będzie zmuszony poddać się operacji” – napisał hiszpański dziennik.
Uraz nadgarstków to konsekwencja wypadku, jaki Alonso miał na początku sezonu 2022 w Australii. Kierowca Astona Martina nie zdjął w porę rąk z kierownicy po tym, jak w jego bolidzie doszło do awarii. Maszyna uderzyła w betonową ścianę, a siła uderzenia była tak duża, że dwukrotny mistrz świata F1 złamał oba nadgarstki.
Alonso wówczas nie przyznał się do urazu i aż do sierpnia startował z bólem. – Trochę bolało, ale w końcu w kochamy jeździć! – mówił później Hiszpan, który był motywowany tym, że Aston Martin na początku sezonu 2022 posiadał konkurencyjny bolid. Pozwolił on doświadczonemu kierowcy kilkukrotnie stanąć na podium F1.
Obecnie sytuacją wygląda zgoła odmiennie. Kiepski bolid Astona Martina w połączeniu z awaryjnym silnikiem Hondy sprawia, że 44-latek zmuszony jest do jazdy na szarym końcu stawki.