Chociaż od lat żyje w Australii, to stara się nie tracić więzi z ojczyzną. Gdy na przełomie grudnia i stycznia na Antypodach rozgrywane są turnieje tenisowe United Cup oraz Australian Open, można ją zobaczyć na trybunach. Siostra Małgorzata Kozub zyskała sympatię polskich fanów, gdy kamery uchwyciły ją podczas wspierania Biało-Czerwonych i kibicowania Idze Świątek.

Ostatnio siostra Małgorzata miała z kolei okazję poznać Klaudię Zwolińska, najlepszą polską sportsmenkę 2025 roku i medalistkę igrzysk olimpijskich. To ona przekonała ją do spróbowania swoich sił w kajaku. – Pomysł na trening zrodził się bardzo spontanicznie – opowiada nam siostra Małgorzata Kozub, do której udało się dotrzeć. W rozmowie z WP SportoweFakty opowiada o życiu w Australii, związkach z Polską, zamiłowaniu do sportu i polskich tradycji.

ZOBACZ WIDEO: Od tego może zależeć wynik Motoru. Finał znowu nie dla Sparty?!

Łukasz Kuczera, WP SportoweFakty: W Polsce przy okazji meczów Igi Świątek było o siostrze głośno. Ma siostra świadomość, że zyskała chwilę popularności?

siostra Małgorzata Kozub: Szczerze mówiąc, nie do końca miałam świadomość, jak dokładnie wyglądała ta „chwila popularności” ani co konkretnie mówiło się o mnie w mediach, ponieważ ich nie śledziłam. Od czasu do czasu docierały do mnie informacje od rodziny i znajomych, którzy wspominali, że widzieli mnie w telewizji. Od dawna obserwuję dwie strony poświęcone Idze Świątek i tam umieszczono wpisy na mój temat i to były jedyne posty, które przeczytałam.

Pod koniec turnieju United Cup zaczęłam otrzymywać coraz więcej wiadomości od osób mi nieznanych – pełnych serdeczności i życzliwości. Nie będę ukrywać, że było to bardzo budujące i pozytywne doświadczenie. Ta „chwilowa popularność” była dla mnie ciekawym doświadczeniem i okazją do przemyśleń. Wierzę, że autentyczność, otwartość i szczera radość zawsze przyciągają i budują zaufanie. Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim za okazane mi ciepło, wsparcie i życzliwe słowa.

Siostra Małgorzata Kozub, a w tle Hubert Hurkacz Siostra Małgorzata Kozub, a w tle Hubert Hurkacz

Pojawiły się też komentarze, że powinno być więcej takich autentycznych sióstr.

To bardzo miłe słowa. Jeśli moje zachowanie i postawa budują oraz pozytywnie wpływają na opinię o Kościele, to mogę się z tego tylko cieszyć. Zapewniam, że takich sióstr wspierających sportowców jest więcej, choć często ich wsparcie bywa mniej widoczne dla oczu. Jestem przekonana, że ma ono ogromną wartość, nawet jeśli nie zawsze jest zauważalne.

Pamiętam, jak z grupą sióstr oglądałyśmy skoki Adama Małysza, byłyśmy jego wielkimi fankami i jego sukcesy były naszą ogromną radością. Jedna z naszych sióstr mieszkająca w Rzymie powiedziała mi kiedyś: „Powiedz Idze, że bardzo się za nią modlę”. Wsparcie ma różne oblicza, czasem jest to doping na trybunie lub przed telewizorem, pozytywny komentarz, ale często, a może przede wszystkim, jest to modlitwa.

Skąd u siostry tyle pasji do sportu? 

Myślę, że moja pasja do sportu sięga dzieciństwa, które było pełne zabaw na świeżym powietrzu z rówieśnikami. Jak można się domyślić, był to czas bez komputerów i telefonów, a sport był wtedy naturalną formą spędzania czasu. Często grałam w piłkę nożną z rówieśnikami, jeździłam na łyżwach czy grałam w tenisa stołowego. W domu oglądaliśmy dużo sportu w telewizji, a piłka nożna była niemal obowiązkowa. Bardzo fascynowała mnie gimnastyka artystyczna, zwłaszcza układy ze wstążką oraz łyżwiarstwo figurowe. Oczywiście miałam własnoręcznie zrobioną wstążkę, a w zimie obowiązkowo była jazda na łyżwach, ale niestety nie miała wiele wspólnego z jazdą figurową.

Jeśli chodzi o tenis, to zawsze podobała mi się ta dyscyplina i ta sympatia pozostała do dziś. Kiedy zamieszkałam w Australii, tenis powrócił na nowo dzięki Australian Open i na ile czas mi pozwalał oglądałam mecze, a moim ulubionym tenisistą był Roger Federer. Inne turnieje często „oglądam” słuchając relacji na żywo, korzystając z dwóch ulubionych kanałów na YouTube.

Moja młodsza siostra jest wielką fanką sportu, zwłaszcza tenisa i oczywiście kibicuje Idze Świątek. To właśnie dla niej poszłam na United Cup w 2025 roku, wierząc, że jakimś cudem uda mi się zdobyć dla niej piłeczkę z podpisem Igi i… udało się! Często w naszych rozmowach pojawia się temat sportu i aktualnych wydarzeń. Sport po prostu zawsze na różne sposoby był obecny w moim życiu i pozostaje jedną z moich pasji.

Była też siostra na Australian Open. 

Tak, po raz pierwszy w życiu. Miałam szczęście obejrzeć finał kobiet oraz mecz Sinnera z Djokovicem. To były piękne i niezapomniane chwile. Miałam nadzieję, że Iga zagra w finale, niestety tym razem się nie udało. Mocno wierzę, że wcześniej czy później wygra Australian Open.

Siostra Małgorzata Kozub podczas Australian Open Siostra Małgorzata Kozub podczas Australian Open

Czy była okazja, aby poznać Igę Świątek?

Nigdy nie miałam okazji poznać Igi osobiście, ale na pewno byłoby to ciekawe doświadczenie.

Napisała siostra na Instagramie, że „trzeba wspierać naszych sportowców”. Sport to taka okazja, by zademonstrować swój patriotyzm?

W głębi serca zawsze pozostanę Polką, a wszystko, co związane z Polską, jest mi bardzo bliskie. Wspieranie naszych sportowców jest dla mnie wyrazem tej więzi. Ogromnie cieszę się z osiągnieć naszych sportowców i doceniam ich trud. Uważam, że wsparcie kibiców jest szczególnie ważne w momentach trudności i niepowodzeń.

Odbyła ostatnio siostra trening na kajakach z Klaudią Zwolińską. Skąd ten pomysł?

Pomysł na trening zrodził się bardzo spontanicznie. Podczas mojego pierwszego spotkania z Klaudią rozmawiałyśmy oczywiście o kajakach. Pojawiło się pytanie, czy kiedykolwiek pływałam na kajakach, a także zachęta, by spróbować. Klaudia zaproponowała, żebyśmy spotkały się na „trening”. Było to bardzo miłe z jej strony, że pomimo napiętego grafiku treningów chciała  poświęcić mi czas.

Później ustaliliśmy termin i tak miałam okazję popływać kajakiem naszej mistrzyni. Muszę przyznać, że chyba nie do końca się ze mną polubił, ale nie będę zdradzać szczegółów. Jak napisała moja siostra: „Jak uczyć się kajakarstwa, to tylko pod okiem Mistrzyni”, więc może coś z tego będzie. Przyznaję, że kajakarstwo to świetna sprawa, choć ja zdecydowanie wolę spokojne wody.

Klaudia Zwolińska wraz z Grzegorzem Hedwigiem i Rafałem Polaczykiem stworzyli wspaniałą, serdeczną atmosferę, za co jestem bardzo wdzięczna. Cieszę się, że miałam możliwość poznać tak wyjątkowych i pełnych pasji ludzi.

Siostra Małgorzata Kozub z Klaudią Zwolińską Siostra Małgorzata Kozub z Klaudią Zwolińską

Z jakiego miasta w Polsce siostra pochodzi i jak znalazła się w Australii? 

Pochodzę z małego miasteczka na południu Polski, gdzie mieszkałam do 19. roku życia. Po ukończeniu liceum wstąpiłam do zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, co zapoczątkowało moją drogę do Australii. Wierzę, że wszystko, czego doświadczamy, w pewien sposób przygotowuje nas do kolejnych etapów życia.

Nasze zgromadzenie posługuje w różnych krajach, a siostry często są proszone o wsparcie misji tam, gdzie pojawiają się największe potrzeby. Tak właśnie było w moim przypadku – zostałam poproszona o wyjazd do Australii i się zgodziłam. Rozpoczęło się przygotowanie do wyjazdu, nauka języka, załatwianie wizy i musiałam zmierzyć się z burzą myśli na temat tego, jak poradzę sobie w zupełnie nowym, odległym i nieznanym kraju.

Do Australii wyjechałam w grudniu 2006 roku i mieszkam tu do dziś. Obecnie w Australii jest najwięcej Polek, ale naszym największym bogactwem jest różnorodność. W naszej prowincji są 23 siostry reprezentujące pięć różnych narodowości. Mieszkam we wspólnocie, gdzie spotykają się trzy kultury i codziennie uczymy się siebie nawzajem. To jest piękne doświadczenie, które nauczyło mnie, i wciąż uczy, jak ważne jest wzajemne zrozumienie i otwartość na odmienność. Australia to kraj ogromnej różnorodności kulturowej, co stanowiło dla mnie wielkie wyzwanie w odnalezieniu swojego miejsca.

Jak wygląda wasza misja na co dzień?

Nasze zgromadzenie, odpowiadając na zaproszenie polskiej emigracji, rozpoczęło swoją działalność na Antypodach w 1952 roku. Pierwszym zadaniem sióstr było wsparcie dzieci polskich emigrantów, którzy po II wojnie światowej znaleźli się w Australii. Pierwszy dom został otworzony w Brisbane. Następnie, w 1954 roku, siostry przybyły do Marayong, położonego ok. 40 km od centrum Sydney, aby rozszerzyć swoją misję na rzecz polskiej emigracji.

Jeśli ktoś chciałby bliżej poznać naszą bogatą historię, zapraszam serdecznie na naszą stronę internetową csfn.org.au, gdzie znajduje się film prezentujący w skrócie nasze 70 lat działalności w Australii. Dziś nasza misja koncentruje się głównie na pracy pastoralnej i wspieraniu lokalnych społeczności, w tym szczególnie Polonii australijskiej.

Nasze zgromadzenie założyło w 2002 roku Holy Family Services (HFS) w Marayong, aby zapewnić przyszłość naszej misji wśród rodzin, a zwłaszcza ludzi starszych. Jest to obecnie nasze główne dzieło. Siostry są odpowiedzialne za posługę pastoralną, jak również są członkiniami zarządu HFS.

Siostry dbają, aby Marayong pozostał ośrodkiem dla australijskiej Polonii, gdzie wiara, polska tradycja i patriotyzm były żywe i przekazywane młodszym pokoleniom. Do dziś prowadzimy Polską Sobotnią Szkołę, gdzie dzieci uczą się języka polskiego, poznają historię Polski i jej kulturę. Niezależnie od trudności i przeciwności, z jakimi się zmagamy, cieszymy się, że nasza misja z Bożą pomocą i ludzką życzliwością wciąż się rozwija.

Niedawno siostry tworzyły pączki z okazji tłustego czwartku. Udaje się „przemycać” polskie zwyczaje i tradycje w Australii? 

Nasze zgromadzenie zostało założone przez Polkę, Bł. Franciszkę Siedliską, dlatego wiele polskich tradycji stało się również tradycją zgromadzenia. W Australii pielęgnujemy kilka polskich zwyczajów, takich jak kolacja wigilijna, łamanie się opłatkiem czy święcenie pokarmów i oczywiście są pączki w tłusty czwartek. W mojej wspólnocie obchodzimy także niektóre święta patriotyczne, jak 3 maja czy 11 listopada. Wtedy wywieszamy polską flagę i dekorujemy stół w barwach narodowych. Siostry z innych kultur również wnoszą swoje tradycje, które staja się częścią życia wspólnoty.

A za czym tęsknię? Najbardziej za rodziną i bliskimi. Mimo że żyję w pięknym kraju, który również pokochałam, to jednak w sercu zawsze tli się mała iskierka tęsknoty za krajem. Jest wiele takich drobnych rzeczy, za którymi nie tyle tęsknię, co po prostu ich mi brakuje lub które przywołują miłe wspomnienia.

Każdy powrót do Polski to dla mnie sentymentalna podróż do miejsc i wydarzeń bliskich mojemu sercu. Lubię odwiedzać miejsca, które mają dla mnie szczególne znaczenie, oraz spotykać się ze starymi przyjaciółmi.

Rozmawiał Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty