Przez półtorej minuty byliśmy w raju. Raków Częstochowa zaskoczył Fiorentinę i prowadził po golu Jonatana Brauta Brunesa. Tyle tylko, że reakcja gospodarzy była natychmiastowa – strzał życia zza pola karnego oddał Cher Ndour.
Wydawało się, że skończy się remisem. Bo w końcówce nie było huraganowych ataków Fiorentiny. Ale w 90. minucie Michael Ameyaw próbował zablokować dośrodkowanie i zrobił to ręką. Sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, a z jedenastu metrów nie pomylił się Albert Gudmundsson.
I pewnie z perspektywy dziewięćdziesięciu minut jest to rezultat sprawiedliwy, bo jednak Fiorentina miała sporą przewagę, choć nie przekładało się to na klarowne sytuacje. Tak czy inaczej – wszystko rozstrzygnie się za tydzień w Polsce. Strata duża nie jest.
Raków miał jasno sprecyzowany plan – przetrwać jak najdłużej bez straty gola, a jeśli uda się coś strzelić, to tym lepiej.
Udało się, natomiast Fiorentina wyrównała błyskawicznie. I trzeba oddać ekipie z Florencji, że – mimo wszystko – miała dużo więcej sytuacji. W pierwszej połowie dogodnej okazji nie wykorzystał Fazzini, w drugiej Roberto Piccoli (obił poprzeczkę). Raków? Poza golem nie za bardzo jest o czym mówić.
ZOBACZ WIDEO: Prawdziwy pocisk! Huknął z dystansu w samo „okienko”
Po wyrównanym początku i nawet paru ofensywnych akcjach Rakowa przyszedł zdecydowanie trudniejszy czas dla polskiego zespołu.
Fiorentina z minuty na minutę miała coraz większą przewagę. Widać było dużą jakość z piłką przy nodze. Raków z kolei miał olbrzymie problemy z przekroczeniem linii środkowej.
Sytuacje? Dwa razy czujność Oliwiera Zycha sprawdził Robin Gosens, ale najlepszą sytuację miał wspomniany Fazzini. Tomasz Pieńko dał się bardzo łatwo ograć Fabiano Parisiemu, ale kolega z drużyny nie wykorzystał idealnego podania.
Po przerwie niewiele się zmieniło – Raków kontynuował defensywną taktykę. Trener Łukasz Tomczyk (debiutujący w europejskich pucharach) pewnie będzie żałował tak szybko straconego gola. Bo tu naprawdę była szansa ugrać więcej. Fiorentina, mimo optycznej przewagi, była zespołem do ugryzienia.
Kwestia awansu rozstrzygnie się w przyszły czwartek w Sosnowcu. Sceneria będzie nieco inna, murawa trochę gorsza. Kto w takich warunkach spisze się lepiej?
ACF Fiorentina – Raków Częstochowa 2:1 (0:0)
0:1 Jonatan Braut Brunes 60′
1:1 Cher Ndour 62′
2:1 Albert Gudmundsson (k.) 90+3′
Składy:
Fiorentina: Oliver Christensen – Niccolo Fortini (68′ Dodo), Pietro Comuzzo, Luca Ranieri, Robin Gosens (58′ Jack Harrison) – Giovanni Fabbian, Rolando Mandragora (82′ Nicolo Fagioli), Cher Ndour – Fabiano Parisi, Roberto Piccoli (82′ Riccardo Braschi), Jacopo Fazzini (58′ Albert Gudmundsson).
Raków: Oliwier Zych – Fran Tudor, Bogdan Racovitan, Stratos Svarnas – Michael Ameyaw, Patryk Makuch, Karol Struski (70′ Marko Bulat), Oskar Repka, Ivi Lopez (60′ Lamine Diaby-Fadiga), Tomasz Pieńko (60′ Zoran Arsenić) – Jonatan Braut Brunes (80′ Leonardo Rocha).
Żółte kartki: Ranieri, Parisi, Fagioli (Fiorentina) oraz Struski, Tudor, Zych (Raków).
Sędzia: Georgi Kabakow (Bułgaria).