W ostatnim tygodniu lutego byliśmy świadkami jednego z najważniejszych smartfonowych wydarzeń tego roku – Samsung w końcu zaprezentował swoje flagowe modele z linii Galaxy S26. Jak pewnie zauważyliście, tym razem konferencja południowokoreańskiego giganta odbyła się miesiąc później niż zazwyczaj. Według różnych doniesień, jednym z powodów była… zmiana w lineupie. Ktoś może powiedzieć: „zaraz, zaraz, jaka zmiana, jak znowu mamy model podstawowy, ten z plusem i Ultra?”, jednak ci, którzy dokładnie śledzili temat jeszcze z ubiegłym roku, na pewno wiedzą, że domyślnie zamiast Galaxy S26+ miał się pojawić ultracienki Galaxy S26 Edge – nawet mieliśmy okazję podziwiać go na nieoficjalnych renderach. Ale ze względu na słabą popularność poprzednika zostało po staremu – a przynajmniej tak mówią w internetach.
Autor: Piotr Piwowarczyk
Niestety, obsuwa w premierze nowych „Galaktyk” wcale nie oznacza, że telefony doczekały się szeregu zmian albo zostały jakoś szczególnie dopracowane. Miałem okazję uczestniczyć w pokazie przedpremierowym nowych smartfonów i zauważyłem, że Samsung już nawet nie ukrywa, że tutaj liczy się w sumie tylko Galaxy S26 Ultra. Dwa pozostałe warianty zostały właściwie przemilczane, czemu dziwić się nie można – ale o tym więcej powiemy sobie w innej publikacji. Skupmy się zatem na najważniejszym tegorocznym urządzeniu giganta, które co prawda nie różni się jakoś znacząco od poprzedników, choć mimo wszystko otrzymało kilka ciekawych funkcji, dzięki którym wyróżnia się od innych flagowców.
Samsunga Galaxy S26 Ultra nie zapewnia rewolucyjnej specyfikacji, ale wymagający użytkownicy na pewno zwrócą uwagę na Privacy Display czy parę nowych funkcji systemowych. Czy to już ten moment, w którym posiadacze modeli Galaxy S23 Ultra czy S24 Ultra mogą myśleć o przesiadce?
Jeśli chodzi o samą specyfikację techniczną Samsunga Galaxy S26 Ultra, w oczy rzuca się właściwie tylko nowy procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5, nowy wariant z 16 GB RAM-u oraz obsługa szybkiego ładowania przewodowego 60 W i bezprzewodowego o mocy 25 W. Na szczęście pomniejszych zmian jest znacznie więcej. Najciekawsza nowinka to tzw. Privacy Display, czyli prywatny wyświetlacz, który na życzenie użytkownika zmieni kąt widzenia, dzięki czemu postronni nie będą w stanie dostrzec treści na ekranie. Trzeba przyznać, że implementacja tej funkcji hardware’owo w ekranie to zupełna nowość, która wydaje się niezwykle użyteczna w czasach, gdy mobilny telefon służy np. nam do obsługi aplikacji bankowych. Warto też odnotować, że zmieniono także przysłony w aparacie głównym i teleobiektywie 50 MP – jednostki te mają przechwytywać kolejno o 47% i 37% więcej światła, co powinno przełożyć się na lepsze zdjęcia po zmroku.
12+512 GB – 6949 zł
16+1 TB – 8049 zł
Cóż, trudno nie zauważyć, że pomimo rysika S Pen na pokładzie, tych wszystkich funkcji AI i ogólnie porządnej specyfikacji, najbardziej „ultra” jest tutaj zdecydowanie cena. Samsung Galaxy S26 Ultra w podstawowej wersji z 12 GB RAM-u i 256 GB pamięci wewnętrznej kosztuje aż 6499 zł, a zatem mówimy o jednym z najdroższych konwencjonalnych modeli na rynku, który mocno odstaje nawet od konkurencyjnych rozwiązań uznawanych dotąd za bezkompromisowe. Przykładowo, o ok. 1000 zł tańsze są dziś np. vivo X300 Pro czy OPPO Find X9 Pro z baterią 7500 mAh, a przecież oba z nich biją się o miano najlepszego fotosmartfona z Androidem. Ale dość już teorii, przejdźmy do sedna. Zapraszam na kolejne strony recenzji!
![Test smartfona Samsung Galaxy S26 Ultra - świetny, tylko że znowu prawie ten sam. Czy kosmetyczne zmiany to już nie za mało? [nc1]](https://www.europesays.com/pl/wp-content/uploads/2026/03/13_test_smartfona_samsung_galaxy_s26_ultra_swietny_tylko_ze_znowu_prawie_ten_sam_czy_kosmetyczne_zmi.jpeg)
![Test smartfona Samsung Galaxy S26 Ultra - świetny, tylko że znowu prawie ten sam. Czy kosmetyczne zmiany to już nie za mało? [nc1]](https://www.europesays.com/pl/wp-content/uploads/2026/03/1773499930_340_13_test_smartfona_samsung_galaxy_s26_ultra_swietny_tylko_ze_znowu_prawie_ten_sam_czy_kosmetyczne_zmi.jpeg)