Gregor Schlierenzauer jest legendą skoków narciarskich. W trakcie kariery wygrał łącznie 53 konkursy PŚ w skokach narciarskich, co jest absolutnym rekordem. 36-latek może się pochwalić licznymi sukcesami w imprezach mistrzowskich oraz dwoma triumfami w Turnieju Czterech Skoczni i klasyfikacji generalnej PŚ.

Austriak podbił świat skoków jako nastolatek. Dość stwierdzić, że pierwsze zwycięstwo konkursowe odniósł w wieku niespełna 17 lat, w grudniu 2006 roku w Lillehammer. Karierę zakończył w 2021 roku, a obecnie jest m.in. doradcą innego wielkiego talentu, trzykrotnego mistrza świata juniorów, Stephana Embachera.

ZOBACZ WIDEO: Robert Korzeniowski o działaniach PKOl-u: Obserwuję, jak film fabularny

W tym kontekście nie należy zapominać także o Kacprze Tomasiaku. 19-latek zachwycił podczas ZIO 2026, kiedy wywalczył na skoczniach w Predazzo trzy medale. Schlierenzauer, który taki sam wyczyn zanotował 16 lat temu w Vancouver, podzielił się wrażeniami na temat Polaka w rozmowie z TVP Sport.

– Jego medal był nieco zaskakujący, ale znów muszę się teraz odnieść do kwestii mentalnych. Kiedy zaliczyłeś podium na skoczni normalnej, to znaczy, że było cię na to stać. I nie zaszkodzi iść po schodach jeszcze wyżej, bo duże imprezy rządzą się dodatkowo swoimi prawami. Zasłużył sobie na to. Jego postawa jest wzorem do naśladowania dla młodszych. Nie jest egocentrykiem, nie gra roli najfajniejszego na świecie. Polubiłem Kacpra – podsumował.

36-latek nawiązał również do spotkania z Tomasiakiem, które miało miejsce rok temu przy okazji Red Bull Skoki w Punkt w Zakopanem. Legendarny Austriak zdradził, co powiedział wówczas naszemu zawodnikowi.

– Miałem z nim okazję pogadać w knajpie w ramach after party. Skromny, wyluzowany chłopak. Powiedziałem mu wtedy: „masz jeszcze czas, rób swoje, daj z siebie wszystko i spotka cię wtedy sporo dobrego”. Można powiedzieć, że zrealizował te założenia perfekcyjnie. Wciąż mówimy jednak o zawodniku, który dopiero rozpoczyna swoją karierę. Nie powinien się stresować, przed nim nadal jeszcze wiele – skwitował Schlierenzauer.