Tak właśnie mogą wyglądać mecze w PKO Ekstraklasie, gdy murawa nie przeszkadza zawodnikom. Kombinacyjna gra po ziemi, żadnego „pałowania” czy obawiania się, że piłka nagle podskoczy na jakiejś nierówności.
Sobotnią potyczkę GKS-u Katowice z Lechią Gdańsk oglądało się z przyjemnością. I to pomimo faktu, że jedni i drudzy byli potężnie osłabieni. W zespole GKS-u brakowało dwóch fundamentów w obronie (Arkadiusz Jędrych, Alan Czerwiński), natomiast w Lechii nie mogli zagrać kontuzjowani Camilo Mena i Tomas Bobcek. Jak ustaliliśmy, jeden i drugi mają być do dyspozycji trenera Johna Carvera po przerwie reprezentacyjnej.
Ale dziś o Lechii będzie mniej, bo też mniej pokazała na boisku. GKS wygrał, bo miał w składzie Bartosza Nowaka. Z nim życie staje się łatwiejsze i przyjemniejsze. Nie wyszły mu dwa czy trzy strzały? No to po chwili uruchomił kontratak swojego zespołu i Mateusz Wdowiak strzelił gola na 1:0. Później na jakiś czas „zniknął”, by powrócić w fenomenalnym stylu – to jego bajeczne prostopadłe podanie sprawiło, że Ilja Szkurin znalazł się w sytuacji sam na sam z Alexem Paulsenem i posłał piłkę do siatki.
Przed spotkaniem Nowak odebrał nagrodę za tytuł najlepszego piłkarza lutego. I w meczu z Lechią udowodnił, że w pełni na nią zasłużył.
GKS jest najlepszym zespołem w Ekstraklasie w 2026 roku. I sobotnie spotkanie tego nie zmieniło. W żadnym stopniu.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Idealnie trafił w okno. I to dosłownie
Czy taka forma Nowaka wystarczy, by otrzymać powołanie od Jana Urbana do reprezentacji Polski na najbliższe zgrupowanie? Przekonamy się niebawem.
Co do samego meczu. Raz przewagę miał GKS, po chwili lepiej wyglądała Lechia. Ale w futbolu chodzi o wykorzystywanie swoich momentów. I gospodarze to zrobili – konkretnie w 39. minucie, gdy po sprawnie wyprowadzonej kontrze do siatki trafił Wdowiak. Inna sprawa, że zdecydowanie więcej w tej sytuacji mógł zrobić stojący w bramce gości Paulsen.
Wcześniej dwie dobre okazje miał Nowak, jednak w obu przypadkach się mylił (jak nie on).
Lechia, najlepsza ofensywa w Ekstraklasie, naturalnie też atakowała. Był strzał z dystansu Iwana Żelizki, gdy świetnie bronił Rafał Strączek. Były minimalnie niecelne próby Tomasza Neugebauera i Aleksandara Ćirkovicia. Problemem gdańszczan była skuteczność (tylko jeden celny strzał do przerwy).
A po przerwie? Niestety tempo siadło. GKS był bardzo cierpliwy, czekał na swoje szanse i jedną z nich wykorzystał. Lechia natomiast nie była w stanie realnie zagrozić bramce gospodarzy. To było bicie głową w mur.
GKS Katowice – Lechia Gdańsk 2:0 (1:0)
1:0 Mateusz Wdowiak 39′
2:0 Ilja Szkurin 60′
Składy:
GKS: Rafał Strączek – Erik Jirka, Marcin Wasielewski, Marten Kuusk, Lukas Klemenz, Borja Galan – Mateusz Wdowiak (76′ Marcel Wędrychowski), Mateusz Kowalczyk, Sebastian Milewski (83′ Damian Rasak), Bartosz Nowak (89′ Adrian Błąd) – Ilja Szkurin (83′ Jakub Kokosiński).
Lechia: Alex Paulsen – Tomasz Wójtowicz (68′ Bartłomiej Kłudka), Maksym Diaczuk, Matej Rodin (46′ Bujar Pllana), Matus Vojtko – Kacper Sezonienko (73′ Michał Głogowski), Rifet Kapić, Iwan Żelizko, Tomasz Neugebauer (64′ Anton Carenko), Aleksandar Ćirković – Dawid Kurminowski (64′ Bohdan Wjunnyk).
Żółte kartki: Kuusk (GKS) oraz Żelizko, Pllana (Lechia).
Sędzia: Marcin Kochanek (Opole).