W najbliższą niedzielę oprócz meczu FC Barcelony z Sevillą w La Lidze (g. 16:15) odbędą się także wybory na prezydenta klubu. Lokale wyborcze będą otwarte przez 12 godzin (9-21). Głosować można tylko osobiście. W grze jest dwóch kandydatów: Joan Laporta, który ubiega się o reelekcję, oraz Victor Font, który ma inną wizję prowadzenia „Dumy Katalonii”.

Od wyniku wyborów może zależeć przyszłość nie tylko wielu zawodników ekipy Hansiego Flicka – takich jak Robert Lewandowski – lecz także samego trenera, a na pewno dyrektora sportowego Deco, ponieważ Font publicznie stwierdzał, że nie będzie współpracował z Portugalczykiem, jeśli uda mu się wygrać.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Idealnie trafił w okno. I to dosłownie

Warto wspomnieć, że Barceloną w teorii zarządzają członkowie klubu, którzy wybierają prezydenta. Aby jednak móc głosować, trzeba spełnić określone warunki. O tym oraz o innych tematach związanych z wyborami porozmawialiśmy z Michałem Gajdkiem, socio „Dumy Katalonii” i redaktorem naczelnym portalu fcbarca.com.

Olaf Kędzior, WP SportoweFakty: Jakie wymagania trzeba spełnić, żeby wziąć udział w wyborach?

Michał Gajdek, socio FC Barcelony i redaktor naczelny fcbarca.com: Barcelonę można tak naprawdę porównać do stowarzyszenia, na przykład do wspólnoty mieszkaniowej. Żeby mieć prawo głosu, trzeba być przede wszystkim jej członkiem, czyli w tym przypadku socio klubu i płacić składkę członkowską. Trzeba być osobą pełnoletnią oraz mieć co najmniej rok stażu jako socio. Poza tym nie ma żadnych dodatkowych wymagań. Na chwilę obecną klub ma około 150 tysięcy członków, a 114 tysięcy może głosować. Ja trochę porównuję to do wyborów w mieście wielkości Włocławka.

A co, gdy ktoś chce kandydować na prezydenta?

Trzeba mieć co najmniej 10-letni staż jako socio oraz miejsce zamieszkania w Katalonii. Wcześniej istniały bardzo wysokie wymagania finansowe, których teraz już nie ma, ale w praktyce wciąż trzeba wydać sporo pieniędzy na kampanię, jeśli chce się realnie liczyć w wyborach.

Kontrkandydaci Joana Laporty realnie są w stanie mu zagrozić?

Bardzo by chcieli, żeby nie być tylko na pokaz, ale tak naprawdę mało kto ma szansę. Właściwie mówimy o pojedynczych kandydatach, bo pozostał tylko Victor. On startuje już któryś raz z rzędu i na pewno ma ambicje, żeby te wybory wygrać. Gdzieś mignęło mi, że oceniał koszty swojej kampanii wyborczej na około milion euro, więc trochę własnych pieniędzy już wydał. To nie jest takie hop-siup. Nawet jeśli teraz się nie uda, to przynajmniej można powiedzieć, że zostanie na pole position przed kolejnymi wyborami, ponieważ Laporta nie będzie już mógł startować. W Barcelonie można być bowiem prezydentem tylko przez dwie kadencje z rzędu.

Kandydatów jest tylko dwóch. Dlaczego tak mało?

Jeszcze do ostatnich wyborów włącznie, żeby zostać prezydentem klubu kierowanego przez socios, hiszpańskie prawo wymagało, aby taka osoba przed objęciem urzędu złożyła gwarancje bankowe ze swojego majątku osobistego na przynajmniej 15 proc. budżetu klubu. Chodziło o to, że jeśli coś pójdzie nie tak, taka osoba powinna odpowiadać za ewentualne straty, które spowoduje. W przypadku Barcelony czy Realu Madryt te 15 proc. oznaczało gwarancje bankowe na około 150 mln euro, więc trzeba było być bardzo majętnym człowiekiem. Teraz ten wymóg zniknął z hiszpańskiego prawa i wydawało się, że może to poszerzyć grono kandydatów, jednak tak się nie stało. Mimo wszystko zdobycie jakiejkolwiek rozpoznawalności wymaga dużych nakładów finansowych i głównie z tym bym to wiązał.

Któryś z kandydatów jest wyraźnie lepszy od drugiego, czy to wybór mniejszego zła?

Oni obaj są bardzo różni. Na pewno nie jest tak, że niezależnie od tego, na kogo się zagłosuje, będzie dokładnie tak samo. Obaj mają zupełnie inną wizję tego, jak klub powinien być zarządzany i jak to wszystko powinno funkcjonować. Szczerze mówiąc, nie mam jednak jasnej opinii, że któryś z nich na pewno jest lepszy od drugiego. To kwestia tego, jak dana osoba głosująca postrzega te sprawy.

Czwartkowe spotkanie ludzi Fonta z przedstawicielami Manchesteru City i rzekome omawianie transferu Erlinga Haalanda było pokazówką czy działaniem w interesie klubu?

Wydaje mi się, że raczej pokazówką. Trzeba zwrócić uwagę na to, że Manchester City od lat jest zarządzany przez ekipę z Katalonii. Nie chodzi tu o Pepa Guardiolę, tylko o byłego dyrektora sportowego Txikiego Begiristaina i prezesa klubu Ferrana Soriano. Ciekawe jest to, że wszystkie te osoby były kiedyś związane z Joanem Laportą. Soriano był członkiem zarządu Laporty, a później robił interesy z Victorem Fontem. Myślę, że chodziło po prostu o pomoc koledze.

Natomiast jeśli coś można powiedzieć o kampanii Fonta, to że ma po prostu pecha, abstrahując od tego, że jemu samemu też sporo rzeczy nie wychodzi. Pewnie nastawił się na to, że będzie to ogromna bomba transferowa. Wyczekał do samego końca, zaznaczył w kalendarzu mecz Realu Madryt z Manchesterem City i pewnie liczył, że Haaland strzeli na przykład hat-tricka. Wyszło jednak trochę inaczej niż planował.

Laporta nie pozostaje dłużny Fontowi i też obiecuje historyczne letnie okienko transferowe. Jak to rozumieć?

Zawsze myślałem, że momentem, w którym sytuacja finansowa Barcelony zacznie się choć trochę poprawiać – nie mówię, że całkowicie naprawiać – będzie ponowne otwarcie Camp Nou. Klub nie będzie już musiał wynajmować stadionu od miasta na Montjuic i sam zacznie na nim zarabiać. To może być moment, w którym finanse po prostu się poprawią. Nie będą jednak od razu znakomite. Jeśli ktoś wierzy, że Barcelona wejdzie na rynek i zapłaci 200 czy 300 mln euro za zawodnika, to raczej bym w to nie wierzył. Ale może przynajmniej klub będzie stać na jakieś transfery gotówkowe, co przecież w ostatnich latach wcale nie było regułą. Jeśli spojrzeć na przykład na Transfermarkt i sprawdzić, ile Barcelona wydała netto od powrotu Joana Laporty przez ostatnie pięć lat, to wśród klubów w Europie jest w okolicach dwusetnego miejsca. Z tego, co kojarzę, jest gdzieś w drugiej setce. Chyba nawet Widzew Łódź przebija obecnie Barcelonę, jeśli chodzi o transfery. Myślę więc, że będzie lepiej, bo jest duże pole do poprawy, ale to nie znaczy, że będzie idealnie.

Jak wyglądają media podczas kampanii wyborczej? Są wyraźnie podzielone i widać, kogo popierają?

Laporta w przeszłości miał spory problem z tradycyjnymi katalońskimi mediami. One przestały jednak traktować go jak wroga i przeszły raczej do pewnej obojętności. Jeśli chodzi o felietonistów, w ostatnich latach pojawiały się teksty sugerujące, że może nadszedł czas na zmianę i że może Victor Font byłby dobrą opcją. To środowisko jest jednak bardzo podzielone, bo w grę wchodzą też osobiste relacje. Jeśli dziennikarz jest na przykład przyjacielem Xaviego Hernandeza, a Xavi poparł Fonta, to on też będzie popierał Fonta. Dlatego trudno mówić o jednej linii redakcyjnej całych mediów.

Na zdjęciu: Joan Laporta Na zdjęciu: Joan Laporta

Font w czwartkowej debacie zarzucał Laporcie ceny biletów. Aby pójść czteroosobową rodziną na mecz, trzeba wydać ponad 600 euro.

Trzeba by wejść trochę głębiej w temat biletów, ale w dużym skrócie Barcelona ma jedne z najtańszych karnetów – albo wręcz najtańsze – wśród klubów z europejskiego topu, ale za to jedne z najdroższych biletów. Na starym Camp Nou zawsze było około 100 tysięcy ludzi: 80 proc. karnetowiczów i 20 proc. biletów w wolnej sprzedaży. W związku z tym karnety były tanie, a bilety drogie. Spowodowało to sytuację, w której ktoś, kto ma karnet, nawet jeśli nie chodzi na mecze, nie chce się go pozbyć, bo nie ma wymogu minimalnej frekwencji. Są dosłownie rodziny, które mają karnet od pokoleń. Lista oczekujących na nowy karnet ma kilkanaście lat. Ja jestem zapisany od kilku lat, chyba od 2019 roku, i jestem mniej więcej na dziewięciotysięcznym miejscu.

Potem sytuacja się skomplikowała. Kiedy drużyna grała słabo i występowała na Montjuic, karnety były tanie, a ludzie niechętnie jeździli na inny stadion. Ze 150 tysięcy członków tylko 17 tysięcy kupiło wtedy karnety. Ci, którzy je kupili, mogą jednak korzystać z nich także na nowym Camp Nou. Gdy stadion otworzy się w całości, role się odwrócą, bo tymczasowe karnety stracą ważność, a wrócą wieloletni karnetowicze. Jeśli chodzi natomiast o bilety, to są one horrendalnie drogie. Ludzie, którzy przylatują z zagranicy, są często przerażeni. Wiele osób z Polski wyczuło w tym biznes. Socio Barcelony można zostać przez internet, więc niektórzy zakładają takie konto online i później sprzedają bilety na meczach w różnych grupach, wykorzystując zniżki dla socios.

Ewentualna wygrana Victora Fonta to koniec pracy Deco i Hansiego Flicka?

Deco na pewno, bo sam Victor Font deklarował, że nie chciałby kontynuować tej współpracy. Z Hansim Flickiem jest natomiast ten problem, że żaden kandydat na prezydenta nie powie publicznie, że chciałby go zwolnić, bo Hansi po prostu bardzo dobrze sobie radzi.

To Joan Laporta stał za sprowadzeniem Roberta Lewandowskiego do FC Barcelony To Joan Laporta stał za sprowadzeniem Roberta Lewandowskiego do FC Barcelony

Na koniec nie mogę nie spytać o pana przewidywania w sprawie przyszłości Roberta Lewandowskiego. Jak to będzie wyglądać po wyborach?

Raczej Laporta byłby bardziej skłonny do pozostawienia Roberta Lewandowskiego niż Victor Font. Ogólnie jednak, jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, Barcelonie przydałby się po prostu nowy napastnik. Moim zdaniem żaden napastnik światowej klasy nie przyjdzie do Barcelony, dopóki w klubie jest Lewandowski. Po pierwsze taki zawodnik pewnie nie chciałby rywalizować z tak znakomitym piłkarzem i wolałby być numerem jeden. Po drugie Barcelony zwyczajnie na to nie stać. Po trzecie sam Lewandowski raczej nie chciałby być rezerwowym.

Może więc zabrzmi to paradoksalnie, ale im lepsza będzie sytuacja finansowa Barcelony, tym mniejsze będzie prawdopodobieństwo, że Lewandowski zostanie. Jeśli klub będzie stać na duży transfer i sprowadzenie prawdziwej gwiazdy, Robert Lewandowski zostanie pożegnany – oczywiście z wszystkimi honorami. Jeśli natomiast Barcelona nadal będzie miała problemy finansowe, pozostawienie Polaka będzie bezpieczną i tańszą opcją. A ja patrzę raczej średnio optymistycznie na finanse Barcelony, więc gdybym miał dziś zgadywać, powiedziałbym, że Robert raczej zostanie.

rozmawiał Olaf Kędzior, dziennikarz WP SportoweFakty