Lawrence Stroll w ciągu ostatnich lat zainwestował co najmniej 500 mln dolarów w rozwój Astona Martina. W Silverstone powstały nowa fabryka i tunel aerodynamiczny, do ekipy ściągnięto cenionych inżynierów z Adrianem Neweyem na czele, a Honda zaczęła dostarczać zespołowi silniki na wyłączność.

To właśnie japońskie jednostki napędowe są największym problemem Astona Martina na starcie sezonu 2026. Maszyna stworzona przez azjatyckiego giganta jest nie tylko awaryjna, ale też mało wydajna. W efekcie Fernando Alonso i Lance Stroll nie tylko nie zdobyli ani jednego punktu, ale nie ukończyli żadnego z rozegranych wyścigów.

ZOBACZ WIDEO: Robert Korzeniowski o działaniach PKOl-u: Obserwuję, jak film fabularny

Kanadyjski miliarder ma być wściekły z powodu obecnej sytuacji Astona Martina. 66-latek miał już dać temu wyraz przed kilkoma tygodniami, gdy zespół spóźnił się z budową bolidu na zimowe testy F1 w Barcelonie. Dodatkowym problemem dla biznesmena jest to, że równie kiepsko radzi spółka-matka. Sprzedaż samochodów Astona Martina runęła w związku z cłami Donalda Trumpa w USA i coraz trudniejszą sytuacją na rynku w Chinach.

Jeszcze przed startem sezonu F1 spółka-córka, należąca do Strolla, nabyła prawa do nazwy Aston Martin w F1 za 50 mln funtów. W ten sposób poprawiono finanse spółki odpowiedzialnej za produkcję samochodów.

Zdaniem kilku źródeł, może to być sygnał, że Stroll jest gotów sprzedać Astona Martina. W rozmowie z „Financial Times” do tych plotek odniósł się dyrektor generalny firmy. – Nie mogę mówić w imieniu Lawrence’a bezpośrednio, ale wszystko, co widziałem przez ostatnich 15 miesięcy, pokazuje większe zaangażowanie w tę markę niż prawdopodobnie jakiegokolwiek innego akcjonariusza w historii tej marki – powiedział Adrian Hallmark.

Hallmark dodał, że Stroll nie planuje też pozbycia się firmy-matki odpowiedzialnej za produkcję samochodów drogowych Astona Martina. Transakcja polegająca na sprzedaży praw do nazwy w F1 ma być „działaniem wspierającym” i „w żadnym wypadku nie jest realizacją strategii wyjścia”.

Zespół F1 płacił dotąd 20 mln funtów rocznie spółce-matce za sponsoring i możliwość używania nazwy „Aston Martin” na bolidach. Dlatego część ekspertów ma wątpliwości co do wartości tej transakcji. – Wycena została niezależnie zweryfikowana – przekazał dyrektor finansowy Doug Lafferty, zdaniem którego jest to „dobra umowa dla obu stron”.