Drużyna z Lizbony nie miała już nic do stracenia w rewanżowym starciu i było to widać w jej postawie od pierwszego gwizdka sędziego. Sporting CP rzucił się do ataku i raz za razem zagrażał bramce FK Bodo/Glimt.
Dogodną sytuację do otwarcia wyniku miał Francisco Trincao, który oddał z bliska niecelny strzał. Starania gospodarzy przyniosły efekt w 34. minucie spotkania. Wówczas zaskoczyli rywali po rzucie rożnym.
ZOBACZ WIDEO: Trzy słowa na koszulce. Już wiadomo, skąd się to wzięło
Ze stałego fragmentu gry dośrodkował wspomniany Trincao, a bramkarza strzałem głową pokonał Goncalo Inacio. Sporting potrzebował jeszcze dwóch goli, by doprowadzić do dogrywki przy założeniu, że żadnego nie straci.
Goście byli bliscy pokrzyżowania planów przeciwników chwilę przed zmianą stron. Odin Luras Bjortuft wygrał powietrzny pojedynek i uderzył głową, a piłka po jego próbie trafiła w poprzeczkę dwukrotnie, ale ostatecznie nie znalazła drogi do siatki.
Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando zespołu z Lizbony, ale jedna bramka dla Bodo/Glimt bardzo mocno przybliżyłaby przyjezdnych do upragnionego awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
W 61. minucie było 2:0, a na listę strzelców wpisał się Pedro Goncalves. Trzeciego gola dla gospodarzy strzelił Luis Suarez, który wykorzystał rzut karny. Do wyłonienia ćwierćfinalisty potrzebna była dogrywka. W niej tylko 83 sekund potrzebował Sporting, by zanotować czwarte trafienie. Jego autorem był Maximiliano Araujo. Ostatecznie Lizbończycy wygrali 5:0 i awansowali do kolejnej fazy.