— Widać brak przejrzystości w SAFE. Były i wciąż są wokół tego programu rzeczy, o których nie wiemy, a powinniśmy wiedzieć — mówi Onetowi Krystian Gąsior, prezes Niewiadowa. Jak dodaje, nie rozumie, dlaczego firma Polska Amunicja miała dostać tak pokaźne zamówienie.

Przeczytaj: Poznaliśmy beneficjentów SAFE. Miliardy na amunicję od spółki, która dopiero rozpoczyna jej testy

SAFE (z ang. Security Action for Europe, czyli Finansowy Instrument Bezpieczeństwa) to program unijnej pożyczki rozłożonej na 45 lat, dzięki której do Polski trafić miałoby prawie 44 mld euro do wydatkowania wyłącznie na kwestie związane z naszą obronnością.

Jaką kwotę ma otrzymać Polska Amunicja z programu SAFE?

Dlaczego Niewiadów nie zyskał kontraktu w ramach SAFE?

Jakie problemy ma Polska Amunicja w produkcji amunicji?

Co Krystian Gąsior mówi o braku przejrzystości w SAFE?

W minionym tygodniu prezydent Karol Nawrocki zapowiedział jednak, że ustawy nie podpisze. W odpowiedzi polski rząd przyjął uchwałę mającą obejść prezydenckie weto i umożliwić wprowadzenie programu, choć w okrojonej wersji, bez zgody Nawrockiego.

Lista podmiotów wyznaczonych do realizacji programu SAFE nie jest jawna. Onet widział jej zapisy.

Jak ujawniliśmy, prywatna firma Polska Amunicja, z którą związany jest były polityk PiS Paweł Poncyljusz, ma w ramach SAFE być jednym z dwóch, obok PGZ, dostarczycieli amunicji używanej w siłach NATO, czyli 155 mm. Problem w tym, że Polska Amunicja nadal nie posiada fabryki mogącej produkować tego typu pociski. A miała ich w ramach SAFE dostarczyć aż 300 tys., czyli dwa razy więcej niż gigant zbrojeniowy PGZ. Kogo pominięto? Zagadki wokół SAFE i sprawy amunicji

Zamówień w ramach SAFE nie dostała m.in. firma Niewiadów, jedna z zaledwie kilku polskich firm, które mogą od ręki produkować i już produkują amunicję artyleryjską 155 mm, używaną przez wojska NATO.

Prezes Niewiadowa, Krystian Gąsior, w rozmowie z Onetem podkreśla, że kontraktu dla Polskiej Amunicji w ramach SAFE nie rozumie. — Przecież oni do dziś nie mają, o ile wiem, licencji na produkcję nabojów 155 mm. A u nas, w Niewiadowie, my takie pociski już produkujemy i dążymy do tego, żeby w całości były one na polskich komponentach, choć nie będzie to łatwe — podkreśla.

— Bo taka amunicja to pocisk, zapłonnik, ładunki miotające i zapalnik. Wszystkie te części składowe musimy mieć, aby amunicja była kompletna — wyjaśnia. — My z produkcją takich pocisków już ruszyliśmy, elaboracja, czyli ich napełnianie, trwa, jednak są tacy, którzy nawet fabryki nie wybudowali — zaznacza prezes Niewiadowa.

„Brak przejrzystości”

Prezes wskazuje, że choć program SAFE będzie dla Polski dobry, jego potężnym minusem jest jednak sposób, w jaki rząd działa wokół niego.

— Widać brak przejrzystości. Były i wciąż są wokół tego programu rzeczy, o których nie wiemy, a powinniśmy wiedzieć, chodzi mi o grunt polski. Powinny być zorganizowane konsultacje społeczne, analiza rynku, analiza ryzyka… Potem dopiero można podejmować decyzję, czy w to wchodzimy — mówi Onetowi Gąsior.

— Tu, mam wrażenie, wszystko działo się za szybko, byle ten program „klepnąć”. Lista firm, które mają dostać pieniądze, wciąż jest ukrywana; rządzący wskazują, że to względy bezpieczeństwa. Bzdura, tak nie powinno być. Nikt tych firm, które się do programu zakwalifikują, nie zacznie od razu bombardować. Lista powinna być znana — zaznacza.

— Przecież SAFE miał podnieść przemysł zbrojeniowy Europy, a obok dozbrajania, miał być impulsem do rozwoju gospodarki. Jak na sprawę tak poważną, zbyt wiele robi się tu „po łebkach” — przekonuje.

„W zbrojeniówce wciąż jak w gospodarce centralnie planowanej”

W ocenie prezesa Niewiadowa wciąż brakuje całościowego planu i wiedzy o programie.

— I zmiany podejścia, tego też nie ma. Wyraźnie widać, że w polskiej zbrojeniówce wciąż obowiązują zasady jak za gospodarki centralnie planowanej — wskazuje Gąsior. — Mówię to, bo widzę, że przy planowaniu wydatków na obronę, nie tylko z programu SAFE, rządzący niejako z automatu wciskają zamówienia państwowym firmom, głównie PGZ, nie dbając szczególnie o to, czy te firmy są w stanie je zrealizować. I czy będzie to opłacalne. Tak się, niestety, marnuje pieniądze — stwierdza.