Premier Słowacji, cytowany przez serwis Ta3, grzmiał na temat tzw. turystyki paliwowej. — Doszło do sytuacji, że na północy Słowacji dosłownie wyschły dziesiątki stacji paliw, ponieważ cena jest niższa w porównaniu z Polską. Opłacało się i nadal opłaca obywatelom Polski przyjeżdżać na terytorium Słowacji na zakupy i zaopatrywać się w paliwo — tłumaczył Robert Fico.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo W związku z problemami z paliwami i ropą w środę słowacki rząd zdecydował się na radykalny krok i wprowadził ograniczenia w sprzedaży paliw. Tamtejsi kierowcy będą mogli tankować diesla wyłącznie bezpośrednio do zbiornika pojazdu oraz do jednego kanistra o maksymalnej pojemności 10 l. Dodatkowo obowiązywać będzie limit kwotowy. Na jeden samochód będzie można zatankować paliwo za maksymalnie 400 euro.

— To powoduje niestabilność, dlatego zdecydowaliśmy się na podjęcie środków restrykcyjnych, dość kategorycznych, wręcz ekstremalnych, ale chyba nie ma innego wyjścia — dodał, cytowany przez Ta3, Fico.

Polacy więcej zapłacą na Słowacji za diesla

Jednocześnie na stacjach benzynowych dla wszystkich pojazdów zarejestrowanych poza Słowacją obowiązywać będzie specjalna cena oleju napędowego, ustalona jako średnia cen w Austrii, Czechach i Polsce.

Ograniczenia nie dotyczą benzyny oraz pojazdów należących do państwowych służb.

Dlaczego Słowacja ma problem z dieslem?

Od 27 stycznia 2026 r. Słowacja nie otrzymuje rosyjskiej ropy południową nitką rurociągu Przyjaźń. Na to nałożyła się zwyżka cen surowca na światowych rynkach i spowodowana nią „turystyka paliwowa” z sąsiednich krajów.