Kto by się spodziewał?! Iga Świątek zaczęła mecz z Magdą Linette od zwycięstwa 6:1 w pierwszym secie. W drugiej partii zaczęły się jednak problemy trzeciej rakiety świata, które niżej notowana tenisistka wykorzystała, wygrywając 7:5. Trzecia partia to już popis Linette i dość pewne zwycięstwo wynikiem 6:3. Tym samym to ona awansowała do trzeciej rundy Miami Open, w której zagra z Alexandrą Ealą.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Magda Linette zabrała głos tuż po meczu z Igą Świątek. I od razu takie słowa
„Na gorąco” tuż po meczu zwyciężczyni podzieliła się kilkoma swoimi przemyśleniami. — Iga gra dla mnie niesamowicie niewygodny tenis, jest dla mnie niewygodną rywalką. Poprawiłam swoją grę, byłam w stanie wyjść ze strefy komfortu. Nie robiłabym z tego wielkiej sensacji, bo po co? Cieszę się, że wygrałam z osobą, do której mam tyle szacunku za takie sukcesy — zaczęła. Padło też pytanie o samopoczucie po pierwszej partii.
— Wyrzuciłam z siebie negatywne emocje po pierwszym secie, staram się robić to jak najszybciej. Mark [trener] wie, że muszę to zrobić i przyjmuje to na klatę, ma ode mnie dziś dobrą kolację. Przede wszystkim chciałam wyjść ze strefy komfortu, musiałam grać dużo agresywniej, niż lubię, piłka Igi nie jest wolna. To nie jest najłatwiejsze, ma się dosłownie parę okazji w całym meczu. Gdy dostaje się jedną lub dwie okazje, to jest to duża liczba — dodała.
— Mentalnie to trudne, chce się zagrać mądrzej, a Iga od razu to wykorzystuje. Po obronie break pointa widziałam, że Iga robi błędy, których zazwyczaj nie popełnia. Wiedziałam, że muszę być skupiona, by dalej być tą, która prowadzi grę. Widziałam tę małą szansę. Oczywiście, ręka się trzęsła, ale i tak czułam się bardzo dobrze na serwisie. Nie miałam planu B, bo z Igą nie ma planu B, trzeba zagrać na 100 proc. Wiedziałam, że przy piłkach meczowych ona gra lepiej, bardziej agresywnie. Miałam trochę szczęścia — oceniła.