Taka deklaracja zaskoczyła kibiców i dziennikarzy. Natalia Bukowiecka wciąż uchodzi przecież za stosunkowo młodą zawodniczkę, która cały czas się rozwija i poprawia swoje najlepsze osiągnięcia. Od kilku lat regularnie zdobywa medale na najważniejszych imprezach i do tej pory nie było powodów, by sądzić, że ta seria ma się wkrótce skończyć. Zawodniczka dość szybko wytłumaczyła co dokładnie ma na myśli.
– Kolejna edycja Halowych Mistrzostw Świata odbędzie się w roku olimpijskim, a wtedy na pewno w niej nie wystartuję. Podczas kolejnej edycji będę miała z kolei już 32 lata, a to wiek, w którym trzeba zacząć szanować zdrowie i odpowiedzialnie dobierać imprezy w kalendarzu. Liczę się więc z tym, że po prostu już nie będzie okazji powalczyć o złoty medal i to był mój ostatni raz – skomentowała Bukowiecka.
ZOBACZ WIDEO: Przegrywał na kilka sekund przed końcem. To zmieniło jednak wszystko
W sobotę Polka została wicemistrzynią świata. Wszystko odbyło się jednak w kontrowersyjnych okolicznościach, bo Bukowiecka nie miała możliwości bezpośredniej rywalizacji z młodą Czeszką Lurdes Manuel, bo ta startowała w drugim biegu finałowym. O srebrnym medalu Polka dowiedziała się siedząc na fotelu. Po wszystkim cieszyła się z kolejnego sukcesu w karierze.
Nie jest jednak wykluczone, że halowa wicemistrzyni świata za rok znów pojawi się na hali i powalczy o złoto podczas halowych mistrzostw Europy w Walencji. Do tej pory rzadko pojawiała się w sezonie zimowym, bo nigdy nie lubiła występów pod dachem i ścigania na 200-metrowej bieżni.
W sezonie olimpijskim bardzo dobrze sprawdził się plan całkowitego odpuszczenia startów w hali, a wszystko skończyło się brązowym medalem podczas igrzysk w Paryżu. W tym roku w Toruniu zabrakło kilku czołowych zawodniczek, które nie chcą ryzykować kontuzjami i wolą się szykować bezpośrednio do startów na stadionach.
Po dwóch dniach halowych mistrzostw świata Kujawy 2026 nasza reprezentacja zajmuje w klasyfikacji medalowej piąte miejsce. W niedzielę Polacy będą mieli przynajmniej dwie szanse medalowe, czyli sztafetę kobiet 4×400 metrów oraz Pię Skrzyszowską.
Mateusz Puka, WP SportoweFakty