Z Torunia Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty

Niezwykłe emocje towarzyszyły wywalczeniu przez polską sztafetę mix 4×400 metrów brązowego medalu Halowych Mistrzostw Świata Pomorze Kujawy 26.

Przypomnijmy: biegnąca na ostatniej zmianie Justyna Święty-Ersetic wbiegła na metę na czwartym miejscu. Polacy byli ogromnie rozczarowani brakiem medalu, bo mocno liczyli na podium. Zaledwie kilka minut po biegu okazało się jednak, że złożono protest wobec zachowania sprintera z Jamajki, który doprowadził do upadku zawodnika z USA. Wszystko to działo się przy pierwszym przekazywaniu pałeczki w strefie zmian.

Po kilkunastu minutach przyszła oficjalna informacja, że Jamajka, początkowo trzecia, została zdyskwalifikowana. Brązowe medale przypadły więc Biało-Czerwonym, co nasi reprezentanci przyjęli z ogromną radością w mixed-zonie, wszystko na oczach dziennikarzy.

ZOBACZ WIDEO: Trzy słowa na koszulce. Już wiadomo, skąd się to wzięło

Cała sytuacja ominęła jedynie… Kajetana Duszyńskiego. Polak biegł na pierwszej zmianie i też odczuł na własnej skórze chaos w strefie zmian, bo po oddaniu pałeczki Annie Gryc sam zanotował upadek. Na szczęście nikomu przy tym nie przeszkodził.

Za to po finale, gdy Marcin Karolewski, Anna Gryc i Justyna Święty-Ersetic udzielali wywiadu w TVP Sport, Duszyński siedział na krzesełku kilka rzędów niżej, chowając głowę w kolanach. Wydawało się, że Polak był po prostu wyczerpany biegiem, co u 400-metrowców zdarza się bardzo często.

Z kolei po przyjściu do mixed-zony Duszyński położył się na podłożu, a po kilku minutach  skierował się z ratownikiem medycznym do oddzielnego pomieszczenia, gdzie udzielano mu pomocy. I gdy inni dostali wiadomość o medalu, mistrz olimpijski z Tokio dochodził do siebie w obecności medyków.

Po wieczornej ceremonii medalowej, z brązowym krążkiem na szyi, Duszyński zdradził co się stało w rozmowie z WP SportoweFakty.

– Moje problemy były związane z problemami jelitowymi, nie był to typowy „zgon” po biegu. Muszę przyznać, że jestem trochę chory. Niestety, borykam się z zatruciem od kilku dni i dziś było apogeum, zwłaszcza rano. Mam nadzieję, że do niedzieli będzie lepiej – ujawnił.

Jak z kolei dowiedział się, że jest medalistą Halowych Mistrzostw Świata?

Duszyński: – Trafiłem do ratownika i Ania Gryc rzuciła się na mnie mówiąc, że mamy medal. Ale byłem w takim stanie, że odpowiedziałem jej, że nie umiem teraz o tym myśleć. Bardziej się martwiłem wtedy o siebie. Z kolei później dowiedziałem się, że są kontrprotesty w naszą stronę i bałem się, żeby ostatecznie nam tego medalu nie zabrali. Zwłaszcza, że pod koniec swojej zmiany trochę starłem się z Holendrem i bałem się, że coś było nie tak.

– Ja zacząłem się cieszyć dopiero na godzinę po finale, co odebrało mi trochę emocje – podsumował temat sprinter.

Podopieczny trenera Marka Rożeja przekonywał nas, że sobotni bieg był dla niego najtrudniejszym w całej karierze biegania w sztafetach. Dlaczego?

– Z biegu zbyt wiele nie pamiętam, tylko parę urywek. Myślę, że był to najtrudniejszy bieg w sztafecie w całej mojej karierze. Po prostu ja na hali w ogóle rzadko biegałem w sztafecie, a na pewno nie na pierwszej zmianie, która jest najtrudniejsza. Tutaj bardzo liczyło się mocne otwarcie, starałem się, ale ja nie jestem tak bardzo szybki w pierwszej części dystansu, więc było to dla mnie szczególnie trudne. Robiłem co mogłem. Ale było dużo przepychanek, zostałem skopany a na koniec się wywróciłem. Na szczęście jestem cały – zakończył z uśmiechem.

Już w niedzielę, w sesji porannej, polska sztafeta mężczyzn 4×400 metrów powalczy o awans do finału HMŚ. Początek o godz. 10:48.