Arka oddała nawet więcej celnych strzałów (5:4) od Korony, ale to nie zmienia faktu, że po przerwie jedna nie zrobiła zbyt wiele, by wrócić do meczu. Co prawda Kerk strzelił gola, ale Gaprindaszwili (ARKA Gdynia), który razem z Rusynem (ARKA Gdynia), starał się po przerwie rozruszać atak Arki, był na spalony. Trener Szwarga nie zdecydował się na przejście do gry na dwóch napastników, ale i po przerwie na boisku nie miał żadnego klasycznego… napastnika.

Korona miała szanse, by poprawić wynik, ale najwyraźniej kieleckim piłkarzom włączała się fantazja, gdyż zdecydowana większość z 25 strzałów, które oddali była niecelna. Częściej też piłka była pod nogami zawodników Korony (54:46).

Kielczanie zrobili prezent trenerowi Zielińskiemu z okazji 65. urodzin i przesunęli się w tabeli na 8. miejsce. Natomiast Arka dziś będzie musiała się oglądać za siebie, bo od wyników meczów Widzew – Górnik oraz Legia – Raków zależy, czy przerwy ligowej nie spędzi w strefie spadkowej.