– To jest najgłupsza rzecz na świecie. Nie wiem, jak ktoś mógł to zaakceptować. Siedzieliśmy na zebraniu trenerów i nie było dosłownie nikogo, kto popierałby taką formułę. Przewidywaliśmy, że to będzie chore i to się potwierdziło – grzmiał po finale 400 metrów kobiet jeden z najlepszych trenerów na świecie Laurent Meuwly.
Władze World Athletics przed tegorocznymi mistrzostwami świata zdecydowały się na eksperyment, który zakończył się spektakularną klęską. Aby „wyrównać” szanse zawodniczek startujących z różnych torów postanowiono rozegrać dwa finały, a zwycięzców wyłonić na podstawie czasu. Już w teorii pomysł wydawał się chybiony, ale w praktyce wyglądało to jeszcze dziwniej.
ZOBACZ WIDEO: Takiej osoby potrzebuje Świątek? „To wcale nie jest zły pomysł”
Natalia Bukowiecka sprostała zadaniu i w pięknym stylu wygrała swój finał. Potem na hali zapanowała konsternacja, bo nie było wiadomo, czy jest się z czego cieszyć. Zawodniczki rozsiadły się w fotelach i przez kolejne osiem minut czekały na wywołanie ich rywalek. Te już wiedziały, jaki wynik trzeba uzyskać, by sięgnąć po złoto. Polka wszystkiemu mogła się przyglądać jedynie z perspektywy kibica. Ostatecznie w korespondencyjnym pojedynku lepszy wynik uzyskała Czeszka Lurdes Manuel. To było oczywiste, że walka dwóch najszybszych kobiet nie powinna się rozegrać w ten sposób.
– To totalna paranoja. Eksperyment się nie udał i trzeba jak najszybciej wycofać się z tego absurdalnego pomysłu. Chyba każdy chciałby, by walka o medale rozegrała się w bezpośredniej walce. Współczuję dziewczynom, że po swoim biegu musiały jeszcze czekać na wyniki drugiego biegu – komentował oglądający wszystko z boku polski młociarz Paweł Fajdek.
Rozżalenia formułą zawodów nie kryła także srebrna medalistka Natalia Bukowiecka. – Mam niedosyt z dwóch powodów. Po pierwsze, działacze zabrali mi radość tuż po skończonym wyścigu i zmusili do długiego czekania na rozstrzygnięcie, które nie zależało ode mnie. Po drugie, wiem, że mogłabym wywalczyć złoto, gdybym mogła wystartować w jednej serii z Manuel – mówiła Bukowiecka.
Ostatecznie Bukowiecka do złotej medalistki straciła zaledwie 0,07 sek i już się nie dowiemy, czy w bezpośrednim starciu nie byłaby od niej lepsza. – To byłby zupełnie inny bieg. Trudno porównywać dwie serie do siebie. Wydaje mi się, że w jednym finale duże szanse na złoto miałaby nawet Lieke Klaver. Nie ma co więcej tego tłumaczyć, bo absurd tej sytuacji rozumieją wszyscy. W biegach chodzi o coś zupełnie innego i ktoś o tym zapomniał – dodaje Meuwly.
Na szczęście wszystko wskazuje na to, że władze World Athletics błyskawicznie wycofają się z eksperymentu, a na kolejnej wielkiej imprezie zobaczymy powrót poprzedniej formuły, czyli jeden sześcioosobowy finał, w którym zawodniczki z dwóch wewnętrznych torów będą musiały się pogodzić z trudniejszą sytuacją. Reformę wprowadzono po to, by rzekomo wyrównać szansę najlepszych zawodniczek i zakończyć dyskusję o niesprawiedliwych torach. Szanse faktycznie wyrównano, ale jednocześnie pozbawiono kibiców tego, co w sporcie najcenniejsze, czyli wspaniałego widowiska.
Mateusz Puka, WP SportoweFakty