W skrócie:

  • Poseł PiS Grzegorz Matusiak grozi konsekwencjami prawnymi administratorowi profilu Jastrzębie-Zdrój MEMY za satyryczną grafikę
  • Matusiak zarzuca Tomaszowi Maronowi zniesławienie po publikacji mema imitującego urzędowe pismo
  • Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, uznając brak fałszerstwa, ale poseł złożył zażalenie i sprawa trafi do sądu 6 maja

Grzegorz Matusiak grozi konsekwencjami prawnymi Tomaszowi Maronowi, który jest administratorem profilu Jastrzębie-Zdrój MEMY na Facebooku. Poseł PiS zarzuca mu m.in. fałszerstwo urzędowych dokumentów oraz zniesławienie. Chodzi o grafikę opublikowaną latem 2025 r.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Wtedy to wiceprezydentem Jastrzębia-Zdroju, odpowiedzialnym m.in. za oświatę, został brat bliźniak polityka Andrzej Matusiak. Wśród przedstawicieli opozycji zaczęto wznosić głosy o nepotyzmie. To właśnie w tym czasie na wspomnianym satyrycznym profilu pojawił się mem nawiązujący do posła PiS.

Awantura o mem. Poseł PiS grzmi. „Zwykłe fałszerstwo”

Grafika sugerowała, że wraz z nowym wiceprezydentem miasta zmienia się podstawa programowa w lokalnych szkołach. Na grafice można było przeczytać, że zlikwidowany zostaje przedmiot „przygotowanie do życia w rodzinie”, a w zamian wprowadzona jest „analiza przemówień parlamentarnych posła Ziemi Jastrzębskiej Grzegorza Matusiaka”. Była także wzmianka, że za podstawę programową należy przyjąć „Dzieła zebrane” tomy 1-44 Grzegorza Matusiaka.

Mem imitował urzędowe pismo, na którym znalazł się logotyp miasta, adres urzędu, imitacja pieczęci „Kancelaria główna”, numer sprawy oraz korespondencji, a nawet kopia podpisu „Matusiak”. Maron w rozmowie z Wyborcza.pl tłumaczy, że to nie on wrzucił na profil grafikę. Opublikować miał ją jego kolega, który jest współadministratorem.

Po wszystkim miał jednak dostać wiele wiadomości od posła PiS oraz jego rodziny. Z relacji Matusiaka wynika, że on sam śmiał się na początku z grafiki, jednak gdy zaczął dostawać telefony od zaniepokojonych mieszkańców, zorientował się, że niektórzy odbierają mem na poważnie. Jak podkreśla, nigdzie nie było żadnego wskazania sugerującego, że wpis był żartem. „Było to zwykłe fałszerstwo” — mówi Matusiak w rozmowie z Wyborcza.pl.

Poseł PiS grozi konsekwencjami prawnymi. „Nie daruję”

Ostatecznie administratorzy usunęli grafikę z profilu. Z relacji Marona wynika, że rozmawiał wtedy z posłem PiS i sądził, że udało im się dojść do porozumienia. Po kilku dniach dostał jednak wezwanie na policję, gdzie złożył zeznania. Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. 13 marca 2026 r. Matusiak w mediach społecznościowych opublikował wpis, w którym zwrócił się bezpośrednio do administratora satyrycznego profilu. „Panie Maron, jeszcze z Panem nie skończyłem!! Po rozstrzygnięciu w sądzie 6 maja nastąpią dalsze kroki prawne” — napisał.

Maron zdecydował się sprawdzić w sądzie, czy faktycznie poseł PiS podjął w jego kierunku jakieś działania prawne. „Tam się dowiedziałem, że poseł Matusiak w prokuraturze oskarżył mnie o fałszerstwo, zniesławienie i nękanie. Prokuratura sprawę oddaliła, ale poseł złożył zażalenie i 6 maja sąd je rozpatrzy” — mówi autor satyrycznego profilu.

Z informacji przekazanych przez Prokuraturę Rejonową w Jastrzębiu-Zdroju wynika, że w sierpniu ub. r. odmówiła ona wszczęcia śledztwa w sprawie mema, uznając, że żadnego fałszerstwa nie było, a ewentualne zniesławienia można ścigać z oskarżenia prywatnego.

Z zapowiedzi posła PiS wynika, że nie zamierza odpuszczać i nie wyklucza możliwości pozwu cywilnego. „Nie daruję Maronowi, znajdę czas i pieniądze” — mówi.