Oskar Pietuszewski jest zjawiskiem, jakiego w polskim futbolu dotąd nie było. Mówimy o piłkarzu, który jest młodszy… niż reprezentacyjny staż Kamila Grosickiego, a teraz wspólnie mogą zagrać w drużynie narodowej.
Wychowanek Jagiellonii (więcej o jego początkach w klubie TUTAJ) urodził się 20 maja 2008 roku, czyli 108 dni po reprezentacyjnym debiucie „Grosika”. A kiedy w kadrze debiutował Robert Lewandowski, Pietuszewski miał niecałe cztery miesiące.
Fenomen
Czegoś takiego jeszcze nie było, by w Biało-Czerwonych grał piłkarz, który przyszedł na świat w roku debiutu kolegów z szatni reprezentacji. To jednak tylko – potwierdzająca fenomen Pietuszewskiego, ale wciąż – ciekawostka. Największe wrażenie robi tempo, w jakim 17-latek wspina się po szczeblach kariery.
ZOBACZ WIDEO: Trzy słowa na koszulce. Już wiadomo, skąd się to wzięło
Od początku robi to ruchem jednostajnie przyspieszonym. Już jako 16-latek grał w pierwszej drużynie Jagiellonii, zbierając coraz więcej pochwał i zwracając na siebie uwagę coraz większych klubów z Zachodu. W maju 2025 roku został jej najmłodszym strzelcem gola w PKO Ekstraklasie (16 lat i 349 dni).
Cztery miesiące później – najmłodszym zdobywcą bramki w historii reprezentacji Polski U-21 (17 lat i 108 dni). Jesienią był wiodącą postacią drużyny Jerzego Brzęczka w eliminacjach ME U-21, choć był cztery lata młodszy od rywali (w tych rozgrywkach mogą występować piłkarze urodzeni w 2004 roku i młodsi).
Jasne było, że Białystok i PKO Ekstraklasa robią się za niego ciasne. Od nazw klubów, które go obserwowały, mogło mu się zakręcić w głowie, ale dalszy kierunek rozwoju wybrał rozsądnie. Nie rzucił się na głęboką wodę w TOP5, tylko w drodze do elity zdecydował się na podróż z przesiadką.
Estadio do Dragao to dziś jedna z najsłynniejszych piłkarskich witryn, przez którą na piłkarskie brylanty zerkają najbogatsze kluby Europy. A teraz „Złote dziecko” z Polski jest jednym z najcenniejszych diamentów w kolekcji Smoków.
Wejście Smoka
FC Porto wydało na niego 10 mln euro. Nie został najdroższym piłkarzem w historii PKO Ekstraklasy, ale jego transfer z Jagiellonii na Estadio do Dragao i tak był rekordowy w kilku kategoriach. Przede wszystkim jednak powszechnie znane ze sprowadzeniach utalentowanych piłkarzy Smoki nigdy wcześniej nie wydały takiej kwoty na niepełnoletniego zawodnika.
Dotąd rekordzistą pod tym względem był Anderson. 8-krotny reprezentant Brazylii trafił na Estadio do Dragao jako 17-latek za 8 mln euro z Gremio Porto Alegre. Półtora roku później Smoki sprzedały go Man Utd za 31 mln euro. Ba, żaden inny portugalski klub nie zapłacił tyle za piłkarza poniżej 18. roku życia.
– Sama kwota transferu świadczy o tym, że w Porto traktują ten transfer poważnie. To nie angielski rynek, gdzie takie pieniądze nie są czymś nadzwyczajnym – mówił nam reprezentujący Pietuszewskiego Mariusz Piekarski. Więcej o kulisach transferu TUTAJ.
Pietuszewski w Porto wskoczył na trampolinę do wielkiej kariery. I to w stylu, jakiego nie powstydziłby się Leszek Blanik. W myśl zasady, że szansę na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia ma się tylko jedną, potrzebował raptem siedmiu minut w debiucie, by wywalczyć rzut karny i porwać kibiców swoją grą.
Mistrz świata na kolanach
Miał „wejście Smoka”, a potem było jeszcze lepiej. Co mecz, to historia. Został najmłodszym cudzoziemcem, który wyszedł w pierwszej „11” FC Porto, najmłodszym strzelcem gola dla klubu, autorem najszybszej bramki w historii Smoków i najmłodszym zdobywcą bramki w klasyku z Benficą.
W pięciu ostatnich meczach ligowych strzelił trzy gole i miał dwie asysty. Jego wizytówką stał się wspomniany gol z Benficą, kiedy wkręcił w ziemię samego Nicolasa Otamendiego, czyli aktualnego mistrza świata. Więcej TUTAJ.
Nic dziwnego, że nie schodzi z okładek portugalskiej prasy, a polscy kibice i eksperci odmieniają jego nazwiska przez wszystkie przypadki. Zresztą ekscytują się nim nie tylko Polacy.
– Jest kreatywny. Nie boi się brać na siebie odpowiedzialności. Piłkarze w tym typie potrafią odmienić mecz jednym zagraniem. Tacy zawodnicy są dziś potrzebni bardziej niż kiedykolwiek. Dzisiejsza piłka jest, jaka jest… i takich graczy jak on brakuje – powiedział teraz w „Recordzie” Ricardo Quaresma, jeden z najlepszych portugalskich skrzydłowych w historii.
Pietuszewski rozpalił wyobraźnię kibiców i ekspertów, którzy tęsknią za „polskim Yamalem”. Jest zjawiskiem, jakiego polscy fani nie widzieli od pokoleń. A może nigdy? Wystarczy spojrzeć na to, w jakim punkcie swoich karier były w jego wieku obecne i byłe gwiazdy reprezentacji Polski w XXI wieku, a zobaczymy, że mamy do czynienia ze zjawiskiem.
Od juniorów po okręgówkę
Starsi koledzy mogą tylko pozazdrościć mu miejsca, w którym znalazł się w tak młodym wieku. Robert Lewandowski dwa miesiące przed 18. urodzinami był odrzucony przez Legię, w której grał tylko w rezerwach. Przy Łazienkowskiej 3 nie wróżyli mu specjalnej kariery ze względów zdrowotnych. Do formy fizycznej i psychicznej musiał później wracać w III-ligowym Zniczu Pruszków. Więcej TUTAJ.
Jakub Błaszczykowski występował w IV-ligowym KS-ie Częstochowa po nieudanej aklimatyzacji w akademii Górnika Zabrze. Polska miała o nim usłyszeć dopiero za półtora roku. Kamil Glik stawiał w tym wieku pierwsze seniorskie kroki w „okręgówce” w Silesii Lubomia. Grzegorz Krychowiak był natomiast jeszcze w juniorach Girondins Bordeaux.
Nicola Zalewski i Piotr Zieliński, choć zaczęli grać w Serie A w młodym wieku, to dwa miesiące przed 18. urodzinami występowali jedynie we włoskiej Primaverze (pierwowzorze Młodej Ekstraklasy). Jedynie Kacper Urbański był już po debiucie w mocnej europejskiej lidze, ale to był symboliczny występ w Serie A w wieku niespełna 17 lat. Regularnie zaczął grać w Bologni dopiero jako 19-latek.
Kamil Grosicki był jeszcze przed debiutem w Ekstraklasie. Arkadiusz Milik w niej już grał, ale nie miał na koncie jeszcze ani jednego gola. Bartosz Kapustka jako 18-latek przebojem wdarł się do drużyny Adama Nawałki, ale w wieku Pietuszewskiego miał na koncie dopiero pięć występów w PKO Ekstraklasie.
Owszem, byli w XXI wieku młodsi od Pietuszewskiego reprezentanci Polski, ale zarówno Mariusz Stępiński, jak i Kacper Kozłowski zadebiutowali w niej jako gracze klubów ESA, a po wyjeździe za granicę przepadli jak kamień w wodę. Podobnie jak wspomniany Kapustka czy na początku swojej emigracji Milik.
Dzieje się historia
Dalej w głąb historii nie będziemy się zapuszczać, ponieważ trudno zestawić Pietuszewskiego z objawieniami znanymi z poprzedniego stulecia, bo te nie miały takich samych warunków. Nie sprawdzimy, jak w Europie poradziliby sobie nastoletni Włodzimierz Lubański czy Andrzej Iwan (najmłodszy polski piłkarz, który zagrał na MŚ), bo w PRL piłkarze nie mogli swobodnie wyjeżdżać z kraju.
Po 1989 roku drzwi na Zachód uchyliły się dla Polaków, ale na oścież otworzyło je dopiero wejście polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. Od tego czasu (ale też nigdy wcześniej) żaden Polak nie miał takiego wejścia do czołowej ligi Europy, a portugalska taką jest (w rankingu UEFA to szósta siła Starego Kontynentu) jak Pietuszewski. Nawet bez podziału na kategorie wiekowe.
Rewelacyjny 17-latek kroki milowe w karierze stawia nie tylko szybciej, ale i efektowniej od najlepszych polskich piłkarzy w historii najnowszej. A w czwartek może postawić kolejny, ponieważ Jan Urban nie wyklucza jego szybkiego debiutu wobec absencji za kartki Zalewskiego.
Historia pisze się na naszych oczach.
Maciej Kmita, dziennikarz WP SportoweFakty