„Terminatorzy już tu są, film [Arnolda] Schwarzeneggera stał się rzeczywistością. Nasi żołnierze walczą teraz na froncie z robotami”. To, o czym w zeszłym tygodniu z takimi emocjami mówił rosyjski deputowany Andrej Swincow, brzmi jak science fiction. Jednak od lutego br. to rzeczywistość.
Amerykańska firma Foundation Robotics wysłała do walki w Ukrainie kilka humanoidalnych robotów bojowych typu Phantom MK-1. Kosztujące 100 tys. dol. (373 tys. zł) maszyny są testowane na ukraińskim froncie pod kątem przydatności wojennej. To najnowsze narzędzie w ukraińskim arsenale robotów, za pomocą których armia zamierza stopniowo zastępować swoich żołnierzy.
Serwis Blick odwiedził specjalną jednostkę tych robotów stacjonującą w pobliżu ukraińskiego frontu i dowiedział się, dlaczego nawet Ukraińcy mają problem z niezłomnością swoich mechanicznych towarzyszy.
Tymczasową siedzibą futurystycznych bojowników i ich ludzkich opiekunów jest stara wiejska chata gdzieś na odludziu na wschód od dużego miasta Dniepr (w obwodzie dniepropetrowskim). Tutaj roboty — starsze modele, które jeszcze nie wyglądają jak ludzie — są konserwowane, naprawiane i ulepszane. Stąd są zdalnie sterowane podczas swoich niebezpiecznych misji.
Przez podwórze idzie oficer Pierwszego Pułku Szturmowego o pseudonimie „Son”, przed wojną prawnik o stalowoniebieskich oczach. — Walczę w tej wojnie od czterech lat. W 2022 roku czułem się, jakbyśmy walczyli łukami i strzałami przeciwko czołgom. Teraz rosyjskie czołgi mają przechlapane — mówi.
Przyszłość wojny: mechaniczny zabójca bez sumienia i drżenia rąk
Powód jego wojowniczej pewności siebie stoi obok, w stodole. Tutaj, dobrze ukryte pod plandekami maskującymi i siatkami, stoi w rzędzie kilka tak zwanych UGV (Unmanned Ground Vehicle, ang. bezzałogowych pojazdów bojowych). Niektóre z nich mogą dostarczyć do 500 kg amunicji i żywności, inne specjalizują się w transporcie rannych, a jeszcze inne potrafią zakładać miny.
A do tego dochodzi jeszcze TerMIT, potwór Frankensteina wśród samobieżnych bojowników „Sona”: pojazd gąsienicowy z przymocowanym karabinem maszynowym Browning. Jeżdżąca automatyczna instalacja strzelecka. Mechaniczny zabójca bez sumienia i drżenia rąk. Przyszłość wojny. Sterowany zdalnie przez profesjonalistów z bunkrów oddalonych od pola bitwy, którzy dzięki wideorealcji na żywo śledzą, jak roboty na froncie wykonują swoje śmiertelne misje.
„Son” opowiada, jak kilka tygodni temu TerMIT krążył wokół rosyjskiej pozycji tak długo, aż siedmiu rosyjskich żołnierzy poddało się ze strachu. — Następnie polecieliśmy tam dronem i z pomocą głośnika sprowadziliśmy Rosjan do nas. Drugi dron leciał razem z nami i natychmiast zaatakowałby, gdyby któryś z Rosjan wpadł na jakiś głupi pomysł. Termit grzecznie turkotał obok — opowiada.
W styczniu bezzałogowe pojazdy bojowe wykonały dla armii ukraińskiej ponad 7000 misji, a tendencja ta zdecydowanie rośnie. Strategicznym celem jest, aby za dwa lata zdalnie sterowane lub nawet autonomiczne roboty mogły przejąć praktycznie wszystkie zadania na froncie.
„Chcemy stać się armią robotów”
Jak potężne są już dzisiaj, pokazał niedawno model pojazdu bojowego Droid TW 12.7. służący w Trzeciej Brygadzie Szturmowej. Przez 45 dni ten wyposażony w karabin maszynowy, zdalnie sterowany robot utrzymywał szczególnie zaciekłą pozycję na froncie — bez żadnych uszkodzeń.
Chciałem dowiedzieć się od „Sona”, jaką rolę odgrywa w tym wszystkim sztuczna inteligencja. Poważne spojrzenie, wymuszony uśmiech, brak komentarza.
Powiem ci tylko tyle: dzięki naszym bezzałogowym pojazdom bojowym jesteśmy znacznie lepsi od Rosjan. Oni nie dbają o swoich ludzi, po prostu pozwalają im ginąć tysiącami. My natomiast chcemy chronić naszych żołnierzy, stając się armią robotów
— mówi.
Gdyby Ukraina była w stanie wyprodukować wystarczającą liczbę systemów i niezawodnie je wykorzystywać, mogłoby to znacznie złagodzić niedobór personelu w poszczególnych obszarach frontu. Obecny niedobór (żołnierzy) jest ogromny.
Według ukraińskiego Ministerstwa Obrony około 200 tys. żołnierzy zdezerterowało, a około 2 mln zmobilizowanych mężczyzn ukrywa się przed żandarmerią wojskową. Dalsze obniżenie wieku poborowego (obecnie 25 lat) byłoby obecnie politycznie trudne do przeforsowania. Jeśli roboty przejmą służbę wojskową, problem braku chętnych mężczyzn rozwiąże się sam.
Jednyna wada robotów
Stalowi wojownicy na kołach mają jedną wadę dla ukraińskich żołnierzy: dzięki temu, że zdalnie sterowane pojazdy niestrudzenie transportują wszystko, co potrzebne na linii frontu, rotacje żołnierzy znacząco się wydłużają. Kto wcześniej mógł liczyć na to, że po kilku dniach z okopów wróci do ciepła punktów odpoczynkowych, teraz często musi pozostawać na froncie przez tygodnie.
Roboty dostarczają wszystko, co potrzebne — tylko nie komfort spokojnego snu, prysznica czy dobrego posiłku. „Son” opowiada o żołnierzu, który pozostał na swojej pozycji przez całe 280 dni — dobrze zaopatrzony, a jednak w pewnym sensie pozostawiony samemu sobie.
Według ukraińskiej armii 2026 r. ma być tym, w którym roboty ostatecznie dokonają przełomu. Rosyjscy deputowani już dziś boją się „Terminatorów”. Wkrótce dołączy do nich więcej rosyjskich żołnierzy.