Premier Gruzji Irakli Kobachidze wykorzystał swoje wystąpienie na konferencji Conservative Political Action Conference (CPAC) na Węgrzech, by pochwalić premiera Węgier Viktora Orbana za jego „odważną walkę z Brukselą” oraz „niezmienne wsparcie dla Gruzji”. Zbliżające się wybory parlamentarne na Węgrzech nazwał przełomowym momentem nie tylko dla tego kraju, ale i dla całej Europy.

Orban, który pojawił się na scenie chwilę później, odwzajemnił pochwały, nazywając gruzińskiego premiera „patriotycznym bohaterem”, oskarżając UE i liberałów o próby osłabienia Gruzji oraz dodając, że „najodważniejszym narodem w dzisiejszej Europie jest naród gruziński”.

Za tymi pochwałami kryje się coś więcej. Oba kraje stały się niepisanymi sojusznikami.

Ukraina jako temat wyborczyUkraina stała się jednym z głównych elementów kampanii reelekcyjnej Orbana. Zamiast skupiać się na sprawach wewnętrznych kraju lub sporach z Brukselą, jego prawicowa partia Fidesz stara się przekształcić wybory parlamentarne w emocjonalną rywalizację, w której stawką jest pokój i przetrwanie narodu. Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego przedstawia natomiast jako jednego z głównych przeciwników politycznych Orbana.

Węgierski premier wielokrotnie powtarzał, że Ukraina nie jest w stanie wygrać wojny z Rosją, a wsparcie, którego udziela jej Zachód, tylko przedłuża jej cierpienia. Wykorzystał ten argument, by uzasadnić nieangażowanie się Węgier w „cudze wojny” i przedstawić siebie jako jedynego gwaranta pokoju i stabilności gospodarczej.

Narrację tę wzmocniły działania dezinformacyjne powiązane z Rosją. W sieci krążą filmy szerzące fałszywe twierdzenia, jakoby rzekome groźby kierowane pod adresem Orbana miały związek z Ukrainą i Zełenskim.

Billboard z wizerunkami Ursuli von der Leyen, Wołodymyra Zełenskiego i Manfreda Webera oraz napis: "wiadomość dla Brukseli: nie zapłacimy”, Budapeszt, 9 marca 2026 r.

Billboard z wizerunkami Ursuli von der Leyen, Wołodymyra Zełenskiego i Manfreda Webera oraz napis: „wiadomość dla Brukseli: nie zapłacimy”, Budapeszt, 9 marca 2026 r.NurPhoto / Contributor / Getty Images

Podobnie było w Gruzji. W 2024 r., w okresie poprzedzającym wybory w tym kraju, rządząca partia Gruzińskie Marzenie często mówiła o siłach zewnętrznych próbujących wciągnąć Gruzję w wojnę. Po wyborach wykorzystała ten sam przekaz — protesty rozlewające się w kraju przedstawiła jako próbę stworzenia kolorowej rewolucji wspieranej z zagranicy w celu destabilizacji kraju.

Pod koniec 2024 r. Gruzińskie Marzenie rozpoczęło kontrowersyjną kampanię billboardową. Czarno-białe zdjęcia zniszczonych ukraińskich miast zestawiło z kolorowymi zdjęciami spokojnych gruzińskich budynków i opatrzyła to wymownym hasłem: „nie dla wojny, wybierz pokój”.

Oba rządy — gruziński i węgierski — przedstawiają wojnę w Ukrainie nie jako walkę o wolność i przetrwanie tego narodu, a jako niebezpieczną pułapkę zastawioną przez Zachód. Jednocześnie opowiadają się za przyjęciem łagodniejszego podejścia do Moskwy w imię „pragmatycznego pokoju”.

Podręcznik kolorowej rewolucji

Analitycy coraz częściej zwracają uwagę na to, że kampania wyborcza Orbana przypomina metody stosowane przez Gruzińskie Marzenie — do tego stopnia, że niektórzy mówią o „orbanizacji” Gruzji lub „gruzinizacji” Węgier.

Elementem wspólnym jest narracja o „kolorowych rewolucjach”. W jej świetle gruzińska Rewolucja róż z 2003 r. [pokojowe protesty, które doprowadziły do ustąpienia prezydenta Eduarda Szewardnadze i zastąpienia go przez prozachodniego Micheila Saakaszwilego] i ukraińska Pomarańczowa rewolucja z 2004 r. [seria masowych, pokojowych protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich przez prorosyjski obóz Wiktora Janukowycza] są przedstawiane nie jako autentyczne ruchy oddolne, ale jako wspierane przez Zachód operacje zmiany reżimu. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zarówno kierownictwo Gruzińskiego Marzenia, jak i rząd Viktora Orbana wykorzystują tę narrację, twierdząc, że Zachód próbuje ingerować w sprawy ich krajów. Przywódcy Gruzji — w tym Kobachidze i założyciel partii Bidzina Iwaniszwili — często mówili o tzw. Globalnej Partii Wojennej — rzekomej sile Zachodu, która chce otworzyć w Gruzji „drugi front” przeciwko Rosji. W tej narracji protesty i działalność opozycji są przedstawiane nie jako normalny element demokracji, ale jako część wspieranych z zagranicy wysiłków mających na celu osłabienie rządu.

Na Węgrzech Orban forsował podobny przekaz. Mimo że nie doszło w tym kraju do klasycznej kolorowej rewolucji, od dawna przedstawiał on protesty wewnętrzne, presję ze strony Brukseli oraz działania grup finansowanych z zagranicy jako ingerencję zewnętrzną mającą na celu zastąpić jego rząd bardziej prozachodnim odpowiednikiem.

Organizacje pozarządowe i „zagraniczni agenci”

Kolejny wspólny element narracji łączącej oba kraje dotyczy społeczeństwa obywatelskiego. Oba rządy twierdzą, że organizacje pozarządowe, media finansowane z zagranicy oraz grupy aktywistów mogą być wykorzystywane przez siły zewnętrzne do ingerowania w politykę wewnętrzną ich krajów.

Takie myślenie doprowadziło do uchwalenia podobnych ustaw. W Gruzji partia rządząca uchwaliła ustawę o wpływach zagranicznych wymierzoną w organizacje pozarządowe i media otrzymujące fundusze z zagranicy. Krytycy nazwali ją „rosyjską ustawą”, bo w swojej treści przypomina ona ustawodwstwo Kremla wymierzone w społeczeństwo obywatelskie. Na Węgrzech rząd Orbana przeforsował własną ustawę o „ochronie suwerenności narodowej”, argumentując, że zagraniczne interesy wykorzystują lokalne grupy do podważania autorytetu państwa.

W obu przypadkach uzasadnienie jest niemal identyczne — zagraniczne mocarstwa wykorzystują społeczeństwo obywatelskie do wywoływania niepokojów, osłabiania suwerenności narodowej i przygotowywania gruntu pod zmianę reżimu.

Od czasu wygrania wyborów w 2024 r. Gruzińskie Marzenie skutecznie wstrzymało proces integracji Gruzji z UE, zawieszając rozmowy akcesyjne do 2028 r. Kwestią otwartą jest, czy Tbilisi pozostanie na tej ścieżce samo, czy zyska nowego sojusznika — to będzie zależało w dużej mierze od wyniku wyborów, które odbędą się na Węgrzech 12 kwietnia.