Gdy w 1979 r. upadł irański szach, a rewolucja islamska pogrążyła światowe rynki energetyczne w chaosie, kolejki na stacjach benzynowych ciągnęły się przez całe ulice, a ceny ropy w ciągu roku się podwoiły. Dziś, w marcu 2026 r., historia nie tylko się powtarza — wszystko wskazuje na to, że może być jeszcze znacznie gorzej.
— Ta sytuacja, biorąc pod uwagę obecne warunki, przypomina jednocześnie dwa kryzysy naftowe z lat 70. oraz kryzys gazowy po rosyjskiej inwazji na Ukrainę — potwierdził szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), Fatih Birol.
Skutki obecnego kryzysu widać już na całym świecie — od USA, przez Europę, aż po Azję.
- W amerykańskim stanie Kansas kupujący nieruchomości odnotowali w tym tygodniu wzrost oprocentowania 30-letnich kredytów hipotecznych powyżej 6 proc.
- W zachodnich Indiach rodziny opłakujące bliskich dowiedziały się, że krematoria gazowe zostały tymczasowo zamknięte.
- W Hanoi w Wietnamie właściciele stacji paliw wywiesili kartki „brak paliwa”.
- W Kenii plantatorzy herbaty obawiają się, że ich eksport do Iranu utknie w portach i ulegnie zniszczeniu.
- Tymczasem rolnicy w USA, Kanadzie, Europie, Wielkiej Brytanii i Meksyku z niepokojem obserwują gwałtowny wzrost cen nawozów.
Rozszerzający się konflikt w Iranie zadał potężny cios globalnej gospodarce, która już wcześniej była osłabiona przez załamanie międzynarodowego handlu, wojnę w Ukrainie oraz chaotyczną politykę prezydenta Donalda Trumpa.
To naprawdę ogromna sprawa
— powiedział dla „New York Times” David Goldwyn, były amerykański dyplomata i urzędnik Departamentu Energii, komentując zamknięcie cieśniny Ormuz — najważniejszego na świecie wąskiego gardła dla transportu ropy. Dodał, że jest to scenariusz kryzysowy, którego wszyscy się obawiali.
Prezydent USA Donald Trump dał Iranowi 48 godzin na ponowne otwarcie cieśniny dla żeglugi, grożąc zniszczeniem infrastruktury energetycznej kraju w przypadku odmowy.
Jest gorzej niż podczas wszystkich kryzysów w przeszłości. Najważniejszym rozwiązaniem tej sytuacji jest ponowne otwarcie cieśniny Ormuz
— podkreślił Fatih Birol.
W odpowiedzi na groźby USA irańska armia zapowiedziała ataki na infrastrukturę energetyczną i odsalania wody należącą do USA i ich sojuszników w regionie.
Elke Scholiers/Getty Images / Getty Images
Masowiec zacumowany w porcie w Maskacie w Omanie, 23 marca 2026 r. Ruch morski przez cieśninę Ormuz został w większości wstrzymany.
Co to oznacza dla nas?
Pierwsze skutki są już odczuwalne także w Europie. Ceny benzyny i oleju napędowego wzrosły w marcu o kilkadziesiąt groszy na litr.
Jeśli konflikt nie zostanie szybko zażegnany, grozi nam nie tylko droższe tankowanie, ale również druga fala inflacji, która przełoży się na ceny żywności, produkcję przemysłową i praktycznie cały koszyk wydatków.
Rządy na całym świecie zaczynają przygotowywać scenariusze kryzysowe. Coraz częściej mówi się o powrocie do „niedziel bez samochodu” — rozwiązania znanego jeszcze z czasów kryzysu w 1973 r.
„Kryzys wodny”?
Mieszkańcy regionu Zatoki Perskiej są w ogromnym stopniu uzależnieni od odsalania wody morskiej. Instalacje te znajdują się głównie na wybrzeżu — naprzeciwko Iranu — co czyni je łatwym celem potencjalnych ataków.
Stanislav71 / Shutterstock
Dubaj – jedna z istniejących przemysłowych stacji odsalania wody
Ich zniszczenie miałoby poważne konsekwencje dla ludności cywilnej i mogłoby stać się skutecznym sposobem wywierania presji bez bezpośrednich ataków na mieszkańców.
Byłoby to również druzgocące dla przemysłu, który w dużej mierze opiera się na wodzie pozyskiwanej w ten sposób. Kluczowe sektory energetyczne w regionie — w tym przemysł naftowy i gazowy — są ściśle powiązane z systemami odsalania wody.
Ostatni raz coś takiego przeżywali dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie
Kiedy w 1979 r. w Iranie wybuchła rewolucja islamska, świat niespodziewanie znalazł się w środku drugiego wielkiego kryzysu energetycznego XX w. Choć globalna produkcja ropy spadła jedynie o niecałe 4 proc., efekt psychologiczny i niepewność na rynkach wywołały falę paniki, która wywindowała ceny surowca do bezprecedensowych poziomów.
Obalenie proamerykańskiego szacha Rezy Pahlawiego oraz późniejsze niepokoje sparaliżowały irański przemysł naftowy. W połączeniu z wysokim zapotrzebowaniem w krajach uprzemysłowionych doprowadziło to do głębokiego kryzysu.
Sytuację dodatkowo pogorszyła wojna iracko-irańska, która wybuchła w 1980 r. i poważnie uszkodziła infrastrukturę wydobywczą w regionie. Cena ropy w krótkim czasie ponad się podwoiła i sięgnęła niemal 40 dol. za baryłkę (ok. 160 zł).
Dla rozwiniętych gospodarek oznaczało to powrót do stagflacji — bolesnego połączenia wysokiej inflacji i stagnacji gospodarczej. Na stacjach benzynowych w USA i Europie Zachodniej znów pojawiły się długie kolejki, a rządy wprowadzały racjonowanie paliw oraz ograniczenia prędkości.
Kryzys ten przyniósł jednak także trwałe zmiany. Przemysł motoryzacyjny został zmuszony do produkcji mniejszych i bardziej oszczędnych samochodów, co zakończyło erę wielkich, paliwożernych pojazdów.
Przyspieszył również rozwój energetyki jądrowej oraz poszukiwanie nowych złóż ropy poza krajami OPEC — na przykład na Morzu Północnym czy na Alasce. Kryzys z 1979 r. pozostaje do dziś przestrogą, jak bardzo niestabilność polityczna w jednym regionie może zachwiać całym światowym systemem gospodarczym.