Podczas transportu pacjentki na OIOM miało dojść do zatrzymania krążenia.

Prokuratura w Gdańsku bada okoliczności śmierci kilkumiesięcznej dziewczynki, która zmarła po hospitalizacji w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym. Rodzice zarzucają lekarzom błędy i brak informacji o ryzyku leczenia, a śledczy czekają na wyniki sekcji zwłok.

Prokuratura bada sprawę śmierci niemowlaka

Prokuratura Rejonowa w Gdańsku prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku. Do tragedii doszło 4 marca 2025 r.

– Śledztwo zostało wszczęte w dniu 19.12.2025 r. Na obecnym etapie postępowania śledztwo przedłużono do dnia 30.04.2026 r. i prokuratura oczekuje na opinię z sekcji zwłok – przekazała Wioleta Noch, prokurator Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Dziecko trafiło do szpitala

O zarzutach rodziców wobec gdańskich lekarzy napisała Gazeta Wyborcza. Eva urodziła się w drugiej połowie stycznia ub. r. i, jak czytamy w ich relacji, w momencie narodzin miała 10/10 punktów skali Apgar, ale stwierdzono u niej również niewłaściwie rozwinięte naczynia krwionośne w nodze i zrośnięte dwa palce u stopy, a także malformację naczyniową żylną.

Następnie dziecko spędziło 4 dni w szpitalu klinicznym – podczas pobytu zdiagnozowano niedokrwistość, problemy z krzepnięciem krwi i niestabilność metaboliczną.

– Po trzech dniach wypisali nas do domu. Córka nie miała żadnych infekcji, jadła i przybierała na wadze – powiedziała mama dziewczynki w rozmowie z Wyborczą.
Eva wróciła do domu w dobrym stanie, by następnie po ponad miesiącu trafić na oddział Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii w celu leczenia malformacji naczyniowej.



„To był przełom”. Po 30 latach zaczęli ratować pacjentów

Stan się pogarszał, konieczna była reanimacja

Wtedy doszło do tragedii. Dziewczynka otrzymała wieczorem leczenie, a jak opisują rodzice, następnego dnia jej stan się pogorszył.

– Córka od rana mocno płakała. Przestała przyjmować pokarm. Zadzwoniłam do męża i poprosiłam, żeby przyjechał, bo z dzieckiem dzieje się coś niedobrego. Była godz. 6 rano. Poszłam do pielęgniarek, prosiłam, by coś zrobiły. Uspokajały mnie, że „to normalne, że dziecko ma gazy”. Za chwilę poszłam znowu, ale ponownie mnie odesłały. O godz. 6:30 podały dziecku papawerynę, środek rozkurczowy. Ale Eva nie przestawała płakać. Aż w końcu zaczęła ciężko oddychać – opowiada mama Evy.
Stan miał się jednak dalej pogarszać, według opisu rodziców dziecko zaczęło się robić blade, a brzuszek miał napęcznieć. Mama miała też prosić o pomoc. Ostatecznie, według relacji rodziców, o godz. 14:25 lekarze wykonali badanie USG i wykryli ostrą niewydolność wielonarządową.

Podczas transportu była potrzebna resuscytacja w odpowiedzi na zatrzymanie krążenia. Dziecko zostało przewiezione na OIOM w stanie krytycznym, gdzie ostatecznie zmarło.


Nowy oddział hematologii już otwarty.
Nowy oddział hematologii już otwarty. „Duży wzrost zachorowalności na choroby hematoonkologiczne”

Rodzice przekonują, że nie zostali poinformowani o ryzyku leczenia

Rodzice dziecka, którzy przybyli do Trójmiasta z Ukrainy, mają pretensje do lekarzy, że nie zostali poinformowani o istocie leczenia i ryzyku zastosowania terapii.

– Wręczono nam plik dokumentów po polsku – opowiada Anna. – Lekarka powiedziała, żebyśmy użyli translatora w internecie, by sobie to przetłumaczyć. Próbowaliśmy, ale tłumaczenie nie odpowiedziało na wszystkie pytania, w tym podstawowe. Gdybym wiedziała, że podanie leku niesie ryzyko dla zdrowia córki, nigdy bym się na to nie zgodziła – powiedziała mama Evy w rozmowie z Wyborczą.

Szpital opowiada o terapii

O wyjaśnienia w tej sprawie poprosiliśmy przedstawicieli Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

– UCK nie jest upoważnione do udzielenia odpowiedzi na pytania, które mogłyby doprowadzić do naruszenia tajemnicy prawnie chronionej. Ponadto z uwagi na fakt, iż okoliczności zdarzenia stanowią przedmiot postępowań prawnych, UCK uznaje, że ich publiczne ujawnianie jest niepożądane – odpowiedział nam Jakub Kraszewski, dyrektor naczelny.
Jednocześnie dyrekcja obszernie opisała zasady wykorzystania terapii w przypadku malformacji naczyniowych.

– Terapia sirolimusem malformacji naczyniowych jest akceptowana przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji i objęta refundacją. Niemniej takie wykorzystanie przedmiotowej substancji odbywa się w trybie off-label, czyli zastosowania leku dopuszczonego do obrotu, lecz poza wskazaniami zawartymi w charakterystyce produktu leczniczego. Ordynowanie w ten sposób środków leczniczych jest powszechną praktyką w medycynie na całym świecie, a w UCK procedura off-label jest stosowana z uwzględnieniem wymogów prawnych oraz niezbędnych środków ostrożności – wskazuje dyrektor placówki.
Ponadto szpital podkreślił, że zgon pacjenta w wyniku stosowania terapii substancją sirolimus jest powikłaniem niezwykle rzadkim, praktycznie nieujawnionym w praktyce klinicznej i piśmiennictwie, dlatego też dotychczas pacjentom kwalifikowanym do terapii sirolimusem nie wskazywano ryzyka zgonu wśród możliwych do przewidzenia następstw poddania się leczeniu.

„Nagła utrata życia przez pacjenta jest wstrząsająca”

Szpital odniósł się również do zastrzeżeń dotyczących komunikacji z rodziną i braku przekazania informacji dotyczących ryzyka leczenia.

– W przypadku stwierdzenia przez personel trudności komunikacyjnych szpital zapewnia niezbędne zasoby umożliwiające zrozumienie osobom niewładającym językiem polskim przekazywanych informacji medycznych, a tym samym złożenie przez takie osoby świadomej zgody – czytamy w oświadczeniu.
– W imieniu własnym i personelu kliniki, w której leczone było dziecko, chciałbym złożyć jego najbliższym najszczersze wyrazy współczucia z powodu poniesionej przez nich straty. Zdaję sobie sprawę, że żadne słowa nie są w stanie ukoić bólu, który im towarzyszy. Zapewniam, że nagła utrata życia przez pacjenta jest wstrząsająca dla całego personelu mojego szpitala zaangażowanego w niesienie pomocy najmłodszym chorym. Zaistniała sytuacja ma dla nas nadzwyczajny charakter. Jej okoliczności są przedmiotem postępowań prowadzonych przed właściwymi organami, a UCK pozostaje w pełni do ich dyspozycji, udzielając wszelkich niezbędnych informacji i współpracując przy dokonywaniu niezbędnych ustaleń. Mamy nadzieję, że wnikliwe i skrupulatnie przeprowadzone czynności wyjaśniające pozwolą na ustalenie przyczyn tej tragedii – podkreślił Jakub Kraszewski.
Poniżej zamieszczamy w całości oświadczenie szpitala.