Mówił m.in., że „Glapińskiemu nie pozwoliłby na prowadzenie nawet szkolnej kasy oszczędności”.

— Adam Glapiński jest nie tylko niekompetentny, nie tylko nieprzyzwoity w tym, co robi. Adam Glapiński jest też nielegalny. Nie będzie ani dnia dłużej prezesem NBP — stwierdził wówczas Tusk, opowiadając o scenariuszu, w którym to jego partia wygrałaby wybory. Dodawał też, że nie trzeba byłoby do tego specjalnej ustawy, by usunąć Glapińskiego ze stanowiska.

To się nie wydarzyło. Adam Glapiński nadal pełni swoją funkcję. To nie znaczy jednak, że aktualny obóz władzy nie podejmował prób pozbawienia funkcji szefa banku centralnego. Wręcz przeciwnie. Sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej pracuje nad wnioskiem o pociągnięcie „Glapy” do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu.

Zarzuty dotyczą m.in. — jak czytamy we wniosku — nielegalnego zasilania budżetu państwa przez NBP w czasach rządów PiS (Adam Glapiński to wierny druh Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat).

Sejmowa komisja pracuje, wzywa kolejnych świadków. Zwrot nastąpił kilka tygodni temu, gdy prezydent Karol Nawrocki zaprezentował swój pomysł na finansowanie wsparcie zbrojeń. Wsparł go w tym prezes Adam Glapiński.

SAFE 0 proc.” miał się opierać na zysku z NBP. Problem polega na tym, że od lat tego zysku nie ma, a pomysł dotyczący upłynnienia części rezerw złota wyglądał na prowizoryczny.

Członek sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej Ryszard Petru (klub Centrum) zapowiedział, że będzie chciał pilnie wezwać Adama Glapińskiego przed oblicze komisji właśnie z tego powodu. Uznał, że szef banku centralnego przekracza swoje uprawnienia.

Wniosek się jednak nie zmaterializował. Jak słyszymy nieoficjalnie, posłowie Koalicji Obywatelskiej sprzeciwiają się takim ruchom. Niedawno szef resortu finansów Andrzej Domański wypowiedział się na ten temat dość jasno. Stwierdził, że podkopywanie pozycji prezesa Narodowego Banku Centralnego psuje opinię na temat Polski na międzynarodowych rynkach finansowych.

Petru jednak nie składa broni: — Muszę jeszcze przekonać koalicjantów do jak najszybszego przesłuchania prezesa Glapińskiego. To, co robi prezes NBP, to recydywa zarzutów z wniosku do Trybunału Stanu — mówi Onetowi poseł klubu Centrum.

Ryszard PetruTomasz Gzell / PAP

Ryszard Petru

Twarda rzeczywistość

Gra jest skomplikowana, bo nad Glapińskim wisi problem uzupełnienia składu zarządu Narodowego Banku Polskiego. Prezes chce, by stanowisko zachowała jego wierna współpracowniczka Marta Kightley.

Jej nominację na kolejną kadencję musi podpisać prezydent, ale kontrasygnatę pod glejtem głowy państwa składa premier. Bez zielonego światła od Karola Nawrockiego nic się jednak nie stanie, więc Glapiński próbował balansować przy okazji projektu „SAFE 0 proc.”.

Wniosek prezesa NBP w tej sprawie trafił do prezydenta już kilka tygodni temu, o czym pierwszy informował Business Insider. Wysłaliśmy w tej sprawie pytania do Kancelarii Prezydenta. Oto odpowiedź:

„Do Kancelarii Prezydenta RP wpłynął wniosek Prezesa Narodowego Banku Polskiego o powołanie na członka Zarządu Narodowego Banku Polskiego i na stanowisko Wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego — Pierwszego Zastępcy Prezesa Narodowego Banku Polskiego Pani Marty Kightley. Wniosek pozostaje w toku procedury nominacyjnej” — czytamy.

Marta KightleyLeszek Szymański / PAP

Marta Kightley

Jest jasne, że bez podpisu Donalda Tuska Kightley wiceprezesem NBP nie będzie. Wysłaliśmy w tej sprawie pytania do Kancelarii Premiera. Do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

To nie koniec. Misję w zarządzie banku centralnego zakończył też były szef ABW za czasów PiS Piotr Pogonowski. Z nim Glapiński już jednak współpracować nie chce. Dziś jedynym wiceprezesem pozostaje Adam Lipiński, wieloletni wiceszef Prawa i Sprawiedliwości, wierny druh Jarosława Kaczyńskiego.

Jego kadencja kończy się w listopadzie tego roku. Jeśli wakaty w zarządzie Narodowego Banku Polskiego nie zostaną uzupełnione, organ ten będzie działał niezgodnie z ustawą, która wymaga, by w zarządzie zasiadało sześcioro osób. Od miesięcy pojawiały się informacje, że Adam Glapiński chce oddać część miejsc osobom bliskim obecnemu obozowi władzy.

To cena, jaką byłby gotów zapłacić za to, by do zarządu wróciła Marta Kightley. Jeszcze niedawno wydawało się, że relacje pomiędzy rządem a Narodowym Bankiem Polskim nieco się ociepliły. Minister finansów potwierdził doniesienia Bloomberga, że entuzjazm rządzących wobec postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu nieco się zmniejszył.

Dziś to chyba nieaktualne. Prezes NBP prawdopodobnie dostał sygnał z Kancelarii Premiera, że nie ma co liczyć na rychłe uzupełnienie tych wakatów. Przejął nadzór w zarządzie NBP nad Departamentem Operacji Krajowych oraz Departamentem Administracji po wygaśnięciu kadencji w zarządzie Kightley.

Z kolei członek zarządu Artur Soboń przejął nadzór w zarządzie NBP nad Departamentem Statystyki oraz Departamentem Rozliczeń Transakcji Finansowych po wygaśnięciu kadencji Piotra Pogonowskiego.

To znak, że szef banku centralnego urządza się w nowej, nie do końca dla niego komfortowej rzeczywistości.