Bartłomiej Drągowski (Widzew Łódź), Kamil Grabara (VfL Wolfsburg), Mateusz Kochalski (Qarabag Agdam) i Bartosz Mrozek (Lech Poznań). To czwórka bramkarzy powołanych przez selekcjonera Jana Urbana na marcowe zgrupowanie reprezentacji Polski.
Według medialnych doniesień to Grabara będzie „jedynką” pod nieobecność kontuzjowanego Łukasza Skorupskiego.
Jest jednak przynajmniej jeden bramkarz, który bardzo liczył na powołanie, był w tzw. szerokiej kadrze, jednak finalnie nie znalazło się dla niego powołanie. To Mateusz Lis, który na co dzień występuje w tureckim Goztepe SK.
– Czuję przede wszystkim rozczarowanie. Czułem, że jestem blisko kadry i nie ukrywam, że miałem wielką nadzieję na to powołanie. Zdecydowanie bardziej nastawiałem się na to, że się tam znajdę, więc ten niedosyt jest naturalny. Wiadomo, że akceptuję decyzje trenera. Nie mam zamiaru się na nikogo obrażać. Biorę się do roboty i chcę pokazać na boisku, że zasługuje na to, żeby znaleźć się w kadrze. Nie jest to jednak pierwszy ani ostatni raz w moim życiu, kiedy przeżywam sportowe rozczarowanie. Złotych upadków i wzlotów było już wiele, więc trzeba po prostu robić swoje i liczyć na to, że w końcu to marzenie się spełni – powiedział Lis w rozmowie z Goal.pl.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Maskotki skradły show! Co tam się działo?!
Lis jest w rewelacyjnej formie. Można powiedzieć, że rozgrywa sezon życia – w czternastu meczach ligi tureckiej nie wpuścił bramki. Pełni też funkcję kapitana w swoim zespole.
Potwierdził też, że znalazł się na szerokiej liście powołanych.
– Sam do końca nie wiedziałem, jak to wygląda od strony formalnej, ale z tego co rozumiem, piłkarze z lig zagranicznych muszą się na niej znaleźć, żeby w ogóle móc otrzymać ostateczne powołanie. Otrzymałem telefon od trenera bramkarzy z informacją, że jestem w tej grupie. To był mój ostatni kontakt odnośnie kadry. Po tej rozmowie nie miałem już żadnych dodatkowych informacji – mówi 29-latek.
On mówi wprost: zasłużyłem na powołanie.
– Myślę, że każdy na moim miejscu miałby pozytywne odczucia i czułby, że zasłużył na powołanie. Nie chcę zabrzmieć nieskromnie, ale to są czyste fakty – sportowo wypracowałem sobie mocną pozycję w Turcji. Jestem kapitanem, bronię się sportowo. Dlatego to rozczarowanie się pojawiło. W innej sytuacji mogłoby to wyglądać inaczej, ale w tym momencie czuję, że zapracowałem na szansę. Robię jednak dalej swoje i wierzę, że w przyszłości w końcu tam trafię – podkreślił Lis.