W środę zmarł Andrzej Włodarczyk – ojciec Anity Włodarczyk, trzykrotnej złotej medalistki olimpijskiej w rzucie młotem. W żałobie pogrążyło się nie tylko środowisko lekkoatletyczne, ale też żużlowe i speedrowerowe. 68-latek był nie tylko wielkim fanem Fogo Unii Leszno, ale też zasłużonym działaczem speedrowera. To on stworzył w Rawiczu klub Pavart, w którym umożliwił młodzieży ściganie się w lewo na rowerach – na kształt rywalizacji w żużlu.
Andrzej Włodarczyk nie żyje. Był prekursorem speedrowera
W Pavarcie Rawicz trenowały dzieci Andrzeja Włodarczyka – syn Karol i córka Anita. Zasłużony działacz stanął też na czele federacji Polskiego Speedrowera, promując dyscyplinę w kolejnych ośrodkach. Jazda w lewo na rowerach po krótkim torze, przypominająca żużel, pochłonęła Włodarczyka na długie lata.
ZOBACZ WIDEO: Wszystko jasne. Tyle Termiński musi co roku dopłacać do klubu
– Andrzej pozostanie w pamięci wielu osób jako człowiek, bez którego trudno wyobrazić sobie historię speedrowera w Rawiczu i w Polsce. Był nie tylko prezesem Pavartu Rawicz, ale przede wszystkim pasjonatem, wizjonerem i kimś, kto potrafił zarażać innych swoją energią – mówi na wstępie Artur Poprawski, obecny członek zarządu rawickiego klubu.
Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że gdyby nie miłość do żużla, to ojciec Anity Włodarczyk nigdy nie podjąłby się aktywności w świecie speedrowera. – To właśnie ta pasja sprawiła, że zaangażował się w rozwój tej dyscypliny, szczególnie gdy jego syn Karol zaczął się ścigać. Później dołączyła także córka, Anita. Dla Andrzeja nie był to jednak tylko sport jego dzieci – szybko stał się to jego własny świat, któremu oddał ogrom serca – dodaje Poprawski.
W Wielkopolsce klub żużlowy z Rawicza przez lata musiał funkcjonować w cieniu leszczyńskiej Unii. W speedrowerze, ze względu na skalę dyscypliny, różnice się zatarły. To doprowadziło do derbowych starć, którymi żył region. – Pamiętne pierwsze mecze między Lesznem a Rawiczem to część historii, której był współautorem. Dla wielu młodych zawodników, w tym dla mnie, był kimś więcej niż działaczem. Potrafił dostrzec potencjał, zaprosić do klubu, zmotywować i dać szansę. Poznałem go dzięki lidze szkolnej speedrowera i to on przekonał mnie, żebym spróbował sił w klubie – zdradza nasz rozmówca.
Otworzył zawodnikom bramy na świat
– Andrzej był człowiekiem niezwykle oddanym i pomocnym. Zawsze zaangażowany, zawsze obecny tam, gdzie był potrzebny – opisuje Artur Poprawski. Ojca Anity Włodarczyk cechowała wyjątkowa zdolność organizacyjna. Był początek lat 90., w Polsce panowała bieda w związku ze zmianą ustroju politycznego, a Włodarczyk potrafił załatwić zawodnikom z Rawicza wyjazdy na mecze międzynarodowe.
– Miał do tego wyjątkowy talent. Potrafił stworzyć wydarzenia, które na długo zapadały w pamięć. Zorganizował mistrzostwa świata w speedrowerze oraz wiele imprez o randze międzynarodowej i krajowej – kontynuuje Poprawski.
– To właśnie on zapoczątkował międzynarodowe kontakty – z Wielką Brytanią, Holandią i Australią. Już w 1994 roku zaprosił zagraniczne drużyny do Rawicza, a później sam organizował wyjazdy dla zawodników do tych krajów – dodaje obecny działacz rawickiego klubu.
– W czasach, gdy nie było internetu, wszystko załatwiał sam – kontaktował się, planował, szukał sponsorów, organizował noclegi, często w klubach sportowych lub u zaprzyjaźnionych rodzin. Mimo barier językowych potrafił dogadać się z każdym i doprowadzić sprawy do końca – czy chodziło o udział w zawodach, czy o zakup sprzętu dla klubu – zdradza Poprawski.
Gdy w ostatnich latach Andrzej Włodarczyk zakończył działalność jako prezes rawickiego klubu, skupił się na kibicowaniu ukochanej Fogo Unii Leszno w PGE Ekstralidze. Pojawiał się też na turniejach cyklu SGP. – Wspólne wyjazdy na zawody często upływały na rozmowach o żużlu. Była to część jego codzienności, coś, co go napędzało – mówi Poprawski.
Środowisko będzie tęsknić za Andrzejem Włodarczykiem
Artur Poprawski nie ma wątpliwości, że wraz z odejściem Andrzeja Włodarczyka dyscyplina straciła człowieka, którego nie da się zastąpić. – Andrzej był człowiekiem czynu – takim, który nie mówił, tylko działał. Dzięki niemu wiele osób rozpoczęło swoją przygodę ze speedrowerem, wiele wydarzeń doszło do skutku, a Rawicz zapisał się na mapie tej dyscypliny nie tylko w Polsce, ale i na świecie – mówi.
Podkreślają to też osoby z zagranicy, którym przed laty pomagał ojciec Anity Włodarczyk. – Był prawdziwą siłą napędową w tych wspaniałych, wczesnych latach ścigania. Nigdy nie zapomnę go prowadzącego minibusa. Kilka razy zabierał nas z lotniska we Wrocławiu i zawoził na zawody po Polsce. Konsekwentnie wyprzedzał auta ze złej strony – żartuje Lee Galley, zawodnik z Wielkiej Brytanii, mając na myśli to, że na Wyspach jeździ się lewą stroną drogi. – Ale zawsze był w stanie uniknąć wypadku. Wspaniały facet! – opisuje.
To właśnie wyjazdy do Wielkiej Brytanii, a nawet Australii organizował przed laty Andrzej Włodarczyk. Dlatego informacja o jego śmierci poruszyła również tamtejsze środowisko. – Bardzo mi przykro. Andrzej wielokrotnie witał nas w Rawiczu. Mam same wspaniałe wspomnienia o tym człowieku. Myślami jestem teraz z Magdą, Anitą i Karolem – dodaje były zawodnik Keith Snelling.
– Bardzo smutna wiadomość. Kondolencje dla rodziny Andrzeja. Miałem przyjemność być w Rawiczu tylko dwa razy, ale naprawdę cieszyłem się wyścigami na tamtejszym torze i gościnnością klubu – to z kolei opinia Ewana Tullocha.
– Andrzej przyjął mnie do swojej rodziny. Dał mi możliwość ścigania się dla klubu z Rawicza i zostaliśmy przyjaciółmi na całe życie. Był ojcem polskiego speedrowera. Wszyscy, którzy go znali, darzyli go ogromną sympatią – podsumowuje Dave Murphy.
Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty