— Zostałem w końcu przesłuchany w obecności psychologa, odbyło się to w profesjonalny sposób. Postawa prokuratora wskazuje, że chce wyjaśnić różne wątki tej historii — mówi nam Nikodem, były ministrant z Goleniowa, którego w 2015 r. miał molestować ksiądz Janusz Z.
W podobnym tonie wypowiada się pełnomocnik pokrzywdzonego, adwokat Artur Nowak, który w innych głośnych sprawach także reprezentował ofiary księży-pedofilów.
— Mamy mocny materiał dowodowy, w tym relację pokrzywdzonego Nikodema, która ma bardzo wysoką wiarygodność. Prokurator prowadzący jest dociekliwy i zainteresowany poszczególnymi aspektami tej wciąż niewyjaśnionej sprawy — wskazuje adwokat Artur Nowak.
Ksiądz z Ameryki molestował ministranta. „W parafii tłumaczyli, że chce mi zastąpić ojca”Brakuje biegłych, więc procedury się wloką
O sprawie Nikodema pisaliśmy szerzej w Onecie we wrześniu 2025 r. Przypomnijmy, że dorosły już mężczyzna ok. pół roku temu złożył zawiadomienie do organów ścigania na księdza Janusza Z. Wrócił tym samym do tematu, który ujawnił urzędnikom z Goleniowa, swojej rodzinie i parafii już w 2015 r. Wtedy sprawa została „modelowo” zamieciona pod dywan.
Od kolejnego, czyli ubiegłorocznego, zawiadomienia prokuratury przez Nikodema do jego pierwszego przesłuchania minęło teraz aż kilka miesięcy. Jak mówią nasze źródła w zakonie, część chrystusowców uznała, że śledczy odpuścili temat i księdzu Januszowi Z., podejrzewanemu o seksualne nadużycia, nie grożą żadne konsekwencje. Tymczasem prawda jest inna — prokuratura czynności prowadzi.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo — W tego typu sprawach, dotyczących kwestii zagrożenia wolności seksualnej, nawet jeśli pokrzywdzony jest już dorosłym człowiekiem, muszą zostać spełnione odpowiednie procedury. Przesłuchanie takiej osoby musi odbyć się w tzw. bezpiecznym pokoju, poza tym musi być przy nim obecny biegły psycholog, których w Polsce nie ma zbyt wielu. Dlatego czasami te procedury trwają, jednak zapewniam, że prokuratura rzetelnie wyjaśnia tę oraz inne sprawy — mówi Onetowi prokurator Julia Szozda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Tej właśnie jednostce podlega prowadząca śledztwo prokuratura w Goleniowie.
Biegły psycholog ma wypowiedzieć się na temat wiarygodności zeznań Nikodema, który opowiada o sprawach sprzed 11 lat. Z naszych informacji wynika również, że prokuraturę interesują nie tylko zachowania samego księdza, ale także postawa tych osób i instytucji, które Nikodem zawiadamiał już w 2015 r.
Skarga na księdza Janusza zamieciona pod dywan
Nikodem pochodzi z tzw. trudnego domu. Jego rodzice nadużywali alkoholu, dlatego będąc dzieckiem, wraz z bratem, trafił do rodziny zastępczej. Zostali nią jego babcia i dziadek. Oboje są związani z Kościołem i jak opowiada Nikodem, nie dostał od nich odpowiedniego wsparcia w obliczu swoich skarg na karygodne zachowania księdza Janusza. Gdy zaczął opowiadać babci, że duchowny przekracza granice, miał od niej usłyszeć, że dramatyzuje i może przynieść wstyd rodzinie.
Nikodem wspomina, że ponad dekadę temu, gdy jeszcze był ministrantem, ksiądz zaczął go wyróżniać spośród innych ministrantów, przytulać, mówić, że lubi jego zapach, a potem dotykał i masował klatkę piersiową. Ksiądz miał mu też obrzydzać dziewczyny, twierdząc, że najlepsza przyjaźń istnieje tylko między mężczyznami. Do molestowania miało dochodzić przy okazji lekcji angielskiego — ksiądz Janusz Z. wcześniej pracował w USA i przychodził do domu babci Nikodema jako korepetytor chłopca.
„Masował mi klatkę piersiową i mówił, że jak zarośnie, to ją ogoli, bo lubi takie gładkie, dziecięce. Kładł się na mnie, ale go zrzucałem. Nigdy dalej się nie posunął, nie zgwałcił mnie, bo nie pozwoliłem na więcej. Po jego kolejnych najściach stwierdziłem, że muszę coś z tym zrobić” — wspominał Nikodem w naszym poprzednim artykule z 2025 r.
Zaznaczmy, że w 2015 r. zgłosił sprawę podczas terapii, jaką przechodził w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Goleniowie. Złożył skargę na księdza w rozmowie z panią pedagog, a ona powiadomiła swoich przełożonych z tego urzędu. Stanęło na tym, żeby nie zawiadamiać miejscowej prokuratury, lecz… księdza proboszcza z parafii prowadzonej przez księży chrystusowców.
Następnie w zakrystii doszło do spotkania Nikodema oraz jego babci z księdzem proboszczem Rafałem Hoczkiem i obwinianym księdzem Januszem. Chłopiec miał wówczas usłyszeć od prowadzącego spotkanie księdza Hoczka, że źle zrozumiał zachowania ks. Janusza, bo ten chciał mu zastąpić ojca. Z kolei ks. Janusz przeprosił Nikodema i sprawa miała zostać uznana za zamkniętą.
Ksiądz uczynił z nastolatki niewolnicę seksualną. „Nadal męczą mnie koszmary”Inne skandale w zakonie. Sprawa księdza Guzika
Temat pozostawał zamknięty aż do 2025 r. Nikodem, już jako dorosły mężczyzna, postanowił jednak wrócić do niezałatwionej sprawy. Ośmieliła go rozmowa z jego znajomym księdzem Pawłem Guzikiem, który został wydalony z zakonu chrystusowców. Od Guzika dowiedział się, że w zakonie było więcej zatuszowanych skandali seksualnych.
Paweł Guzik zaczął ujawniać różne zdarzenia z życia zakonu, bo jak mówił, sam padł ofiarą przemocy seksualnej i jego zgłoszenie także było bagatelizowane. Publicznie opowiadał, że w 2016 r., po zakrapianej kolacji w Poznaniu, w domu zakonnym molestował go jeden z księży chrystusowców. Potem ten ksiądz przysłał Guzikowi SMS-a, że przeprasza za swoje zachowanie i wie, że popełnił błąd.
Towarzystwo nie zawsze chrystusowe. Zakon z Poznania i jego tajemnice
Guzik liczył, że w zakonie wobec tego księdza zostaną wyciągnięte konsekwencje, że dostanie choćby upomnienie. Guzik opowiadał, że tak się nie stało, a ponadto jako ofiara zaczął być szykanowany w zakonie za ujawnienie przypadku homoseksualizmu. Złożył potem zawiadomienie do prokuratury w Poznaniu. Ta jednak prawomocnie umorzyła sprawę. Stało się tak, bo obwiniany ksiądz zaprzeczył, by molestował Pawła Guzika, a SMS-a z przeprosinami tłumaczył tym, że jego słowa odnosiły się do innej sytuacji i zostały wyciągnięte z kontekstu.
Ostatecznie konsekwencje spotkały Pawła Guzika.
Najpierw opuścił ostatnią ze swoich parafii, wskazując, że jest szykanowany w zakonie. Władze zakonu uznały z kolei, że odchodząc z parafii i nie chcąc do niej wrócić, wykazuje się nieposłuszeństwem. Potem doprowadziły do jego usunięcia z grona chrystusowców.
Paweł Guzik formalnie pozostał księdzem, ale będąc poza parafią, poznał kobietę i został ojcem. Księdzem jest już teraz tylko na papierze.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Ksiądz Janusz odsunięty od pracy w parafii
Paweł Guzik, jako były chrystusowiec, a także część członków tego zakonu, mówi w rozmowie z Onetem, że w zgromadzeniu przez lata dochodziło do rozmaitych nadużyć seksualnych. Wskazują m.in. na sprawę księdza Janusza Z., o którym w zakonie dyskutowano, że dopuszcza się seksualnych nadużyć wobec nieletnich.
Nasi rozmówcy przekonują, że różne problemy były tuszowane, co doprowadziło do tego, że wielu księży miało wystąpić ze zgromadzenia chrystusowców. Dodają, że temat nadużyć seksualnych zgłaszali podczas specjalnej, zleconej w 2017 r. przez Watykan, wizytacji w zakonie. Dotyczyła różnych spraw w kontekście złamania zapisów szóstego przykazania (o cudzołóstwie) oraz oskarżeń o molestowanie seksualne nieletnich od 2001 r.
Księża przekazali Onetowi, że podczas wizytacji mówili m.in. o przypadku wspomnianego już księdza Janusza Z., który miał molestować Nikodema w Goleniowie. Nasze źródła mówią, że wcześniej miał podobnie działać na terenie USA, skąd „po cichu” przeniesiono go do Polski. Wskazują, że pobłażanie Januszowi Z. doprowadziło do tego, że mimo zachowań w USA trafił do nowej parafii w Goleniowie i znowu miał dostęp do nastolatków.
— Liczyliśmy, że tamta wizytacja doprowadzi do ukrócenia różnych skandali i ich tuszowania w naszych szeregach. Tamtą kontrolę prowadził ksiądz z Gniezna, który był bardzo wnikliwy. Ale ostateczne wyniki zostały przed nami utajnione, a różne sprawy zatuszowane. Sądzimy, że władze naszego zakonu miały dojścia do kogoś w Watykanie i dlatego z wizytacji w sumie nic nie wyszło — twierdzi w rozmowie z Onetem jeden z chrystusowców.
Podejrzany o pedofilię ksiądz popełnił samobójstwo
Tymczasem obecne władze zakonu przekonywały w rozmowie z Onetem, że są wyczulone na wszelkie zgłoszenia o nadużyciach seksualnych. Ksiądz generał Krzysztof Olejnik zapewniał, że dekret powizytacyjny był jawny, nie zawierał sensacji i wystarczyło przyjechać do Poznania, do siedziby zakonu i się z nim zapoznać.
Władze zakonu podkreślają także, że ksiądz Janusz Z., w sprawie którego toczy się teraz śledztwo w prokuraturze w Goleniowie, od wielu miesięcy nie jest dopuszczony do pracy z wiernymi. Zakon wie o skargach na niego, także o tych z dawniejszych czasów, gdy pracował w USA. Efekt jest taki, że ksiądz Janusz nie został wysłany do żadnej nowej parafii. Od kilku lat przebywa w domu zakonnym w Puszczykowie pod Poznaniem, gdzie zajmuje się księżmi i współbraćmi emerytami.