— Nie zgadzałem się z opiniami, że Albania to słaby zespół, z którym bez problemu sobie poradzimy. Ta drużyna już wcześniej sprawiła nam sporo kłopotów. Spodziewałem się trudnego meczu i taki właśnie był. Na szczęście mamy w swoich szeregach bardzo doświadczonych zawodników, jak Lewandowski i Zieliński, którzy wzięli na swoje barki odpowiedzialność za wynik. A zdobyte przez nich bramki były światowej urody — ocenił Grembocki.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Wychowanek Lechii Gdańsk uważa, że wiele do życzenia pozostawia gra obronna biało-czerwonych, a zwłaszcza samej defensywnej formacji, bez bramkarza.

— Jako były obrońca mogę powiedzieć, że nasi defensorzy zwyczajnie słabo bronią, bo przecież rywale mieli trzy nie stu-, a wręcz tysiącprocentowe sytuacje. Byłem też przerażony, kiedy widziałem, jak wracają pod swoje pole karne. Robili to tak wolno, że myślałem, iż zablokował mi się telewizor albo zawiesił przekaz internetowy — dodał.

Klubowy kolega selekcjonera Jana Urbana z czasów gry w Górniku Zabrze jest natomiast bardzo zadowolony z postawu Polaków w drugiej połowie. Zauważył, że sporo działo się w ofensywie, dlatego tę część oglądało się spokojniej. Nie brakowało emocji, ale nie było strachu, bo bramki dla gospodarzy wydawały się być kwestią czasu.

— Uwielbiam Janka, ale nie podjąłbym takiego ryzyka i nie wystawił w podstawowym składzie Filipa Rózgi. Ten młody chłopak to praktycznie debiutant. Może nie grał źle, ale też nie dał reprezentacji zbyt wiele. Na szczęście trener Urban podjął później świetne decyzje, dokonał bardzo dobrych zmian i przemeblował zespół. W drugiej połowie dostał on „drugie życie”. Bardzo istotne jest również to, że w perspektywie kolejnego spotkania obeszło się bez dogrywki — podkreślił.

W finale baraży Polacy zmierzą się we wtorek w Sztokholmie ze Szwecją, która w innym czwartkowym półfinale pokonała w Walencji występującą tam w roli gospodarza Ukrainę 3:1.

Bilans biało-czerwonych z tym przeciwnikiem jest niekorzystny, natomiast Grembocki miał okazję wystąpić w wygranym meczu. 21 sierpnia 1991 roku w towarzyskiej konfrontacji w Gdyni gospodarze, po trafieniach Wojciecha Kowalczyka i Mirosława Trzeciaka, triumfowali 2:0.

Były reprezentant kraju przekonywał, że we wtorek spotkają się dwie wyrównane drużyny, jednak to Polacy mają więcej gwiazd.

— Szwedzi przez wiele lat wzorowali się na wyspiarskim futbolu. Prezentują się bardzo dobrze pod względem fizycznym i motorycznym, do tego to poukładany i zdyscyplinowany pod względem taktycznym zespół. Mają też znakomitego Viktora Gyokeresa, który strzelił Ukrainie trzy gole. Musimy lepiej bronić oraz poprawić grę w pomocy. Należy zbilansować grę pomiędzy atakiem i obroną, aby nie zostawiać naszych defensorów samych — podsumował. (PAP)

md/ pp/

Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa