Donald Trump rozpoczynając wojnę z Iranem, nie przewidział, jakie mogą być skutki „szybkiej i potężnej” operacji, jakiej „świat dotychczas nie widział”. Potwierdza to każdy dzień operacji trwającej już od miesiąca. Teraz na horyzoncie pojawiły się kolejne nieprzewidziane problemy.
W rozmowie z agencją prasową Tasnim jemeńscy Huti poinformowali, że „jeśli zajdzie potrzeba kontrolowania cieśniny Bab al-Mandab, aby dodatkowo ukarać wroga, bohaterowie jemeńskiego Ansarullahu są w pełni gotowi odegrać kluczową rolę”.
Po zablokowaniu przez Iran cieśniny Ormuz kolejna blokada mogłaby sparaliżować światowe dostawy ropy naftowej. Bab al-Mandab stanowi bowiem południowe „wejście” na szlak prowadzący do Kanału Sueskiego. Każdy statek płynący z Europy do Azji (lub odwrotnie) najkrótszą drogą morską musi przepłynąć właśnie przez nią.
Trump wyprowadzi USA z NATO? Ekspert ostrzega przed groźnym trendem
Wcześniej dowództwo rebeliantów poinformowało agencję Tasnim, że „jeśli wróg zechce podjąć działania na lądzie, na wyspach irańskich lub gdziekolwiek indziej na naszym terytorium, lub narazić Iran na straty poprzez ruchy morskie w Zatoce Perskiej i na Morzu Omańskim, otworzymy dla niego inne fronty jako niespodziankę, tak aby jego działania nie tylko nie przyniosły mu żadnych korzyści, ale także podwoiły jego koszty”. Takim, najbardziej oczywistym, frontem będzie cieśnina Bab al-Mandab, w której atakowaniu Huti mają spore doświadczenie.
Broń Huti – tanio, prymitywnie, ale skutecznie
W działaniach Huti na podejściach do cieśniny Bab al-Mandab od dawna chodziło o trwałe podniesienie poziomu ryzyka dla żeglugi. Huti nie kontrolują akwenu i nie są w stanie tego zrobić, ponieważ nie posiadają odpowiedniego sprzętu, ale są w stanie skutecznie zniechęcić do wykorzystania szlaku.
Trzon ich zdolności uderzeniowych stanowią pociski przeciwokrętowe oraz improwizowane pociski balistyczne przystosowane do rażenia celów morskich. Odpalane z rejonów kontrolowanych przez Huti, obejmują zasięgiem znaczną część południowego Morza Czerwonego i podejścia do cieśniny.
Jednak kluczowym środkiem napadu powietrznego są bezzałogowce. Huti wykorzystują kilka klas systemów, w większości opartych na technologiach irańskich lub bezpośrednio dostarczanych przez Irańczyków. Wśród nich znajdują się bezzałogowce uderzeniowe typu Samad. W zależności od wersji mają zasięg od 500 do 1800 km. Są zdolne do ataków na cele morskie i infrastrukturalne.
Równolegle stosowane są drony o układzie delta, zbliżone konstrukcyjnie do rodziny Shahed-131 i Shahed-136, używane jako amunicja krążąca do ataków na przepływające jednostki. Istotną rolę odgrywają także prostsze platformy rozpoznawcze, wykorzystywane do wskazywania celów i korygowania uderzeń. A w Bab al Mandab ruch jest bardzo duży. Dziennie transportowanych jest tamtędy 7 mln baryłek ropy, co oznacza 3-4 supertankowce lub 10 mniejszych tylko w jedną stronę. A jeśli dodamy do tego kontenerowce, to wybór celów jest całkiem duży.
Dlatego prócz bezzałogowych statków powietrznych, Huti wykorzystują bezzałogowe i załogowe łodzie, które służące do operacji pirackich. Najbardziej spektakularnym przypadkiem było przejęcie w 2023 roku statku „Galaxy Leader”, który powiązali z Izraelem.
Do wymienionych już zagrożeń należy dodać minowe – Huti od lat otrzymują z Iranu zarówno miny kotwiczne, jak i denne, które rozmieszczają na wąskich szlakach żeglugowych.
Trafione cele
Od końca 2023 r. Huti przeprowadzili ponad 100 ataków na jednostki handlowe, z czego kilkadziesiąt zakończyło się trafieniami lub poważnymi uszkodzeniami. W ostatnich dwóch latach regularnie atakują jednostki, które uważają za powiązane z ich wrogami – Izraelem i USA. W lutym 2024 r. trafiony pociskiem przeciwokrętowym został masowiec „Rubymar” i po kilku dniach zatonął. Był to pierwszy przypadek utraty dużej jednostki handlowej w wyniku ataku Huti. Z kolei w czerwcu ciężko uszkodzony został masowiec „Tutor”.
30 grudnia 2023 kontenerowiec „Maersk Hangzhou” był celem skoordynowanego ataku. Najpierw rakietowego, a następnie prób abordażu z użyciem szybkich łodzi. W tym przypadku interweniowały śmigłowce US Navy, które zlikwidowały napastników. Huti wielokrotnie atakowali też okręty wojenne, przede wszystkim amerykańskie niszczyciele operujące w regionie.
Jednym z najbardziej znanych przypadków była seria ataków na niszczyciel USS „Carney”, który w październiku 2023 r. przechwycił kilkanaście pocisków i dronów. Był to jeden z pierwszych sygnałów, że Huti są w stanie prowadzić uderzenia na dużą skalę. Podobne incydenty dotyczyły niszczycieli USS „Gravely” czy USS „Laboon”, które wielokrotnie odpierały ataki dronów i pocisków przeciwokrętowych. W większości przypadków zagrożenie zostało zneutralizowane, ale skala użytych środków wskazywała na rosnące zdolności przeciwnika.
Jak chronić cieśninę?
Bab al-Mandab ma w najwęższym miejscu około 30 kilometrów szerokości, ale realnie żegluga koncentruje się w jeszcze węższych torach wodnych rozdzielonych wyspą Perim. Torach, które bardzo łatwo jest zaminować. Nawet ograniczone użycie min morskich może sparaliżować ruch na wiele dni.
Problem w tym, że Amerykanie mają bardzo słabo rozwinięte siły przeciwminowe. Najbardziej wyspecjalizowanymi jednostkami przeciwminowymi, jakimi dysponuje US Navy, są okręty typu Avenger. To stosunkowo niewielkie jednostki zaprojektowane wyłącznie do poszukiwania i trałowania min morskich.
Powstały jeszcze w latach 80. XX w., ale część z nich nadal pozostaje w służbie. W tym cztery w bazie w Bahrajnie. Ich rolę miały przejąć nadal testowane okręty typu Independence z misyjnym pakietem wyposażenia przeciwminowego. Dwa tego typu okręty są od ponad dwóch lat w Bahrajnie. To jednak wciąż za mało, aby zabezpieczyć kluczowe szlaki w regionie.
Otwarte pozostaje pytanie, czy firmy ubezpieczeniowe zgodzą się, aby tankowce z ropą wartą kilkaset milionów dolarów wpływały na tak niebezpieczne wody. Już w poprzednich latach, mimo ograniczonych ataków, nie chciały ubezpieczać jednostek poruszających się między Morzem Czerwonym i Zatoką Adeńską.
Żeby zapewnić całkowite bezpieczeństwo żegludze w regionie, Amerykanie musieliby wyczyścić wybrzeże z oddziałów rebeliantów, co oznaczałoby operację desantową. A na to Biały Dom nie ma ani zgody Kongresu, ani sojuszników w regionie, a przede wszystkim nie ma odpowiednich sił i środków. Trump rozpoczął wojnę, której nie jest w stanie wygrać, a z której nie może się wycofać bez narażenia reputacji na szwank.
Pierwsze rakiety Huti wystrzelili ostatniej nocy.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski