11
Derby Warszawy miały być ozdobą 24. kolejki PLK i nie zawiodły. Momentami starcie walczących o pierwszy w historii awans do playoff Dzików z Legią przypominał starcie bokserskie. Mistrzowie Polski zadawali kolejne ciosy, po których rywale chwiali się na nogach, ale bardzo długo nie potrafili ich powalić na deski.
W pierwszej połowie Legia zdobyła aż 56 punktów, potwierdzając swoje rosnące – wraz z coraz pewniej czującym się w zespole Dominikiem Brewtonem (22 punkty, 8/14 z gry) – możliwości ofensywne. Na początku trzeciej kwarty mistrzowie Polski przypomnieli, że moc mają podwójną, gdyż posiadają także najlepszą obronę w PLK – przez pierwszych 7 minut zatrzymali Dziki na zdobyciu zaledwie 3 punktów.
Ale Dziki się nie poddawały i kilkukrotnie zbliżały się do rywali na 2-4 punkty. Na początku ostatniej kwarty gospodarze przegrywali zaledwie 67:71. Wówczas jednak sprawy w swoje ręce w typowym dla siebie stylu – robiąc kolejnymi zwodami wiatrak z rywali – wziął Andrzej Pluta jr.
Reprezentant Polski w ciągu 2 minut zdobył 8 punktów, trafiając dwie kolejne trójki i drugi kolejny mecz zakończył zdobywając co najmniej 20 punktów i 10 asyst. Z każdym występem tego typu lider Legii zbliża się do tego, by przed kolejnym sezonem podpisać kontrakt w lidze mocniejszej od Orlen Basket Ligi.
Ostatecznie Legia wygrała pewnie 95:86. Oprócz Pluty i Brewtona mogła liczyć także na znakomitą grę Carla Ponsara (15 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst). Zespół Heiko Rannuli osiągnął też swój cel defensywny, pozwalając najlepszemu strzelcowi PLK Landriusowi Hortonowi trafić tylko 3 z 14 rzutów z gry. Horton i tak z 16 punktami był obok Darnella Edge’a najlepszym strzelcem Dzików, gdyż trafił 8/10 z linii rzutów wolnych, ale jego zespół był tak naprawdę w dalej od zwycięstwa niżby na to wynik końcowy wskazywał (88:95).
Pełne statystyki z najciekawszego póki co meczu 24. kolejki znajdziecie TUTAJ.
Trefl zwycięski, ale i smutny
W pierwszym sobotnim meczu Trefl już z Grantem Sherfieldem (14 punktów) w składzie na przełomie drugiej i trzeciej kwarty wybił koszykówkę z głowy koszykarzom Kinga. Sopocianie ze stanu 24:36 zaliczyli serię 45:17 i objęli prowadzenie 69:53. Później już nie oglądali się za siebie. Dla Kinga była to dopiero druga porażka w tym sezonie.
Dzięki wygranej Trefl znacząco zwiększył szanse na zajęcie miejsca w Top 4 po sezonie zasadniczym. Niestety, szefowie klubu z Trójmiasta mają także powody do smutku – poważnie wyglądającego urazu nogi w akcji bez kontraktu z rywalem nabawił się po zaledwie kilku minutach gry w barwach nowego klubu pozyskany z Anwilu Eric Lockett.
Najlepszym graczem Trefla w tym meczu był Mindaugas Kacinas (17 punktów, 9 zbiórek, 4 asysty), świetnie grał również Mikołaj Witliński (11 pkt, 5/6 z gry). W zespole Kinga najskuteczniejsi byli reprezentanci Polski – Przemysław Żołnierewicz (19 pkt) i Tomasz Gielo (18).
Pełne statystyki z meczu King – Trefl znajdziecie TUTAJ.
Antykoszykówka w Słupsku
O trzecim sobotnim meczu większość kibiców, którzy go oglądali będzie chciała jak najszybciej zapomnieć. Oczywiście, kibice Anwilu mają powody do radości, bo ich zespół wygrał z Czarnymi 68:57 i zachował szanse awansu do fazy play-in. Poziom starcia w Słupsku pozostawiał wiele do życzenia i to określenie to wciąż lekkie niedopowiedzenie.
Dość powiedzieć, że gospodarze popełnili aż 19 strat przy zaledwie 12 asystach i trafili jedynie 20 z 60 rzutów z gry. Tak nie można wygrywać meczów koszykówki.
Anwil wygrał, gdyż ma w drużynie dużo więcej lepszych koszykarzy, ale trudno w przypadku gry tej drużyny mówić o jakimś widocznym przełomie. Podopieczni Ronena Ginzburga zaliczyli jeszcze mniej asyst (9) od rywali, spudłowali 11 z 27 rzutów wolnych i 20 z 28 za 3 punkty. Shaq Buchanan w debiucie w barwach włocławskiego zespołu zdobył 11 punktów, trafiając 4 z 10 rzutów z gry.
Ale po tym zwycięstwie nadzieja na odmianę losów tego sezonu we Włocławku wciąż się przynajmniej tli.
Pełne statystyki z meczu Czarni – Anwil znajdziecie TUTAJ.
.