Korespondencja z Planicy

Kilkaset, może ponad tysiąc osób na maleńkim placyku w centrum Kranjskiej Gory, mnóstwo transparentów, śmiechów, ale i melancholii. Trudno sobie wyobrazić bardziej wzruszające spotkanie Kamila Stocha z jego kibicami na koniec kariery. Wszystko w czasie, w którym Stochowi na skoczni w ogóle nie idzie, jest ledwo cieniem siebie z najlepszych chwil. Tylko dla jego fanów to nie ma żadnego znaczenia, byli tam dla niego, zresztą sami o tym mówili.

— Bardziej się stresuję, wychodząc na scenę niż na skocznię. Mam nadzieję, że te jutrzejsze skoki będą dalekie. Może to nie być proste — mówił Kamil do tłumu. Tłumu, który w centrum Kranjskiej Gory pojawił się jeszcze kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania z mistrzem. A on stanął przed nim uśmiechnięty, wzruszony i chyba szczęśliwy, co jeszcze rano wydawało się niemożliwe.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Jestem potwornie zmęczony. To nie są opary, jestem pusty fizycznie i mentalnie — to z kolei słowa Kamila z sobotniego poranka. Pozdrawiał kibiców, uśmiechał się, machał, ale było widać, że nie ma siły. Z jednej strony próbował zakładać maski, a z drugiej wprost opowiadał o tym, jak bardzo ma dość.

— Tylko jakaś nabyta wola walki i ambicja trzyma mnie w pionie — przyznawał Stoch. Było wczesne popołudnie, a Kamil wiedział, że w sobotę czeka go także spotkanie z kibicami w centrum Kranjskiej Gory. Odebrał masę prezentów, podpisał dziesiątki flag i koszulek, ale całe to wydarzenie na szczęście chyba dodało mu sił.

Tłumy kibiców

Tłumy kibicówprywatne

Swoją drogą, nie ma drugiego tak ważnego dla polskich skoków miejsca na świecie. No, oprócz Zakopanego. W tym maleńkim miasteczku w Alpach Julijskich, wciśniętym tuż obok granicy Słowenii z Włochami i Austrią pisze się historia. Piętnaście lat temu ze skokami żegnał się tu Adam Małysz. Teraz nadszedł czas na Stocha. Dwóch arcymistrzów i gigantów skoków, którzy nigdy nie lubili porównań. I żegnają się też różnie. Obu łączy to, że przyjechały dla nich tłumy.

„Powinniście wołać: Kamil, Kamil!”

Małysz również pojawił się oczywiście w Słowenii, ale Kamila żegnał na scenie inny wielki mistrz. Peter Prevc — legenda skoków, a dziś przewodniczący Komitetu Organizacyjnego zawodów Pucharu Świata w Planicy. Wchodząc na scenę, ukłonił się przed Stochem, a gdy publiczność zaczęła skandować „Pero”, natychmiast zareagował: „Powinniście wołać: Kamil, Kamil!” — rzucił do tłumu, który właściwie dopiero co skończył skandować imię naszego mistrza.

Wzruszające słowa padły także w krótkim przemówieniu pani burmistrz Kranjskiej Gory. — Kamil, wiemy, że to dla ciebie ważne miejsce. Wiele razy tu zwyciężałeś, ale wygrałeś też to najważniejsze — serce swojej żony — to usłyszeliśmy.

Co ciekawe, podczas spotkania okazało się, że Planica to nie tylko miejsce, w którym połączyły się ścieżki Kamila i jego żony Ewy. Stoch zdradził, że to właśnie tutaj, na placyku w centrum, oświadczył się swojej ukochanej.

Kamil Stoch i współprowadzący spotkanie Igor Błachut

Kamil Stoch i współprowadzący spotkanie Igor Błachutprywatne

Kartka, którą do dziś wozi ze sobą Stoch

Wieczorem wspomniany placyk pękał w szwach. Wszyscy przyjechali tu dla Kamila. Nie tylko z Polski, bo pytania zadawała też fanka z Węgier. Z kolei kibicka ze Śląska zapytała o ważne słowa, które usłyszał w życiu.

— Pamiętam sytuację, gdy wracałem po nieudanym Turnieju Czterech Skoczni, z którego się wycofałem w trakcie. W samolocie byłem smutny, podeszła pani, dała bez słowa karteczkę i poszła. Tam były takie słowa… „Nieważne, co się wydarzy, i tak cię kochamy”. Ta kartka jeździ ze mną do tej pory. Dzisiaj z kolei usłyszałem miłe słowa od Karla Geigera. Powiedział, że mimo osiągnięć sprzed lat, to za postawę w tym sezonie bylem jego inspiracją, bo widział, z czym się zmagam i stawia mnie za wzór. To mnie zbudowało — opowiadał Kamil.

Jedno z pytań jako fanka, zadała mu nawet żona Ewa.

— Czy pojawisz się tu za rok na zawodach Pucharu Świata?

— Jeżeli moja małżonka będzie mi w tym towarzyszyć, to z przyjemnością — odpowiedział, śmiejąc się, Stoch.

Bywały pytania prozaiczne, jak to o… ulubiony smak lodów. — Stracciatella — rzucił bez zastanowienia Stoch i przy okazji polecił jedną z lodziarni w Kranjskiej Gorze. Ale też poważniejsze. Jedna z fanek zapytała o najważniejsze wartości, jakimi kieruje się w życiu.

— Cały życie zastanawiam się, co jest najważniejsze. Myślę, że na pierwszym miejscu zawsze powinien być Bóg, bo co by się nie działo, Bóg zawsze jest. Na drugim miejscu jest rodzina i najbliższe osoby. Zawsze powinniśmy pielęgnować kontakt z najbliższymi i mieć dla nich czas. Dalej wiadomo — przyjaciele i cała reszta. Bardzo cenię sobie też to, co zbudowaliśmy wspólnie, czyli więź pomiędzy mną, a wami, kibicami. To, że tu dziś ze mną jesteście, to, że chcieliście tu przyjechać taki kawał drogi… — odpowiedział.

Specjalna ścianka z podziękowaniami dla Stocha od kibiców

Specjalna ścianka z podziękowaniami dla Stocha od kibicówprywatne

„Postaram się w niedzielę złapać każdą chwilę”

Przed Kamilem jeszcze jedne zawody, później ostatnia runda po strefie rozmów z dziennikarzami. — Nie umiem sobie tego wyobrazić. Będzie wzruszająco — mówił Dawid Kubacki w sobotę po zawodach. A Kamil? Spytaliśmy go o siłę do skakania w niedzielę.

— Mam ochotę skakać w niedzielę, ale nie mam na to kompletnie siły. Wola walki domaga się tego, żebym zapiął narty. Dzień będzie długi, wieczór też, mam trochę rzeczy do zrobienia. Na ile starczy mi sił, to się okaże — przyznał szczerze. O tę szczerość też zresztą pytaliśmy.

— Mówię szczerze, jak się czuje, bo na tyle, na ile mogę, zawsze starałem się być szczery z mediami, kibicami i samym sobą. Nie o wszystkim mogę mówić z wielu względów, natomiast to chyba widać po mnie, że są ambicje, ale nie ma energii tak czysto po ludzku. Postaram się w niedzielę złapać każdą chwilę, zapamiętać ją i zostawić, żeby była ze mną na zawsze — powiedział.