Manchester zobaczył nie tylko kolejne zwycięstwo jednego z najciekawszych prospektów wagi ciężkiej, ale też pojedynek, który momentami zmuszał Mosesa Itaumę (14-0, 12 KO) do wyjścia ze strefy komfortu. Jermaine Franklin (24-3, 15 KO), choć ostatecznie przegrał przez techniczny nokaut w 5. rundzie, postawił młodemu Brytyjczykowi znacznie trudniejsze warunki niż mogło się wydawać przed pierwszym gongiem.
Od początku walki Itauma próbował narzucić swój rytm. Ustawiał pojedynek lewym prostym, kontrolował dystans i konsekwentnie pracował kombinacjami na korpus i głowę. Franklin nie był jednak bierny – przyjął bardziej zachowawczą taktykę, szczelnie się bronił i czekał na momenty, w których będzie mógł skrócić dystans. Pierwsze rundy należały do Itaumy, ale nie była to dominacja bez odpowiedzi.
#dziejesiewsporcie: Zrobiła to jak Messi. Cudowna bramka w kobiecych rozgrywkach
Przełom nastąpił w trzeciej odsłonie. Itauma podkręcił tempo i w końcu znalazł drogę do szczelnej gardy rywala. Po jednej z akcji Franklin był na deskach, co mogło sugerować szybkie zakończenie walki. Amerykanin pokazał jednak swoją największą broń – odporność. Wstał, przetrwał napór i nie pozwolił rywalowi zamknąć pojedynku w tej rundzie.
Ten moment miał znaczenie dla dalszego przebiegu walki. W czwartej rundzie Franklin wyglądał najlepiej – zaczął częściej odpowiadać, wchodził w półdystans i starał się narzucić bardziej fizyczny styl. Itauma musiał zwolnić, uspokoić walkę i poszukać nowych rozwiązań, zamiast iść na siłowe rozstrzygnięcie.
Decydująca okazała się piąta runda. Itauma wrócił do swojej dynamiki, zwiększył aktywność i zaczął systematycznie przełamywać defensywę rywala. Kluczowy moment przyszedł po mocnym, czysto trafionym ciosie, po którym Franklin wyraźnie stracił równowagę i kontrolę nad sytuacją. Brytyjczyk nie zawahał się ani na moment – ruszył z serią uderzeń, zmuszając sędziego do przerwania walki.
To zwycięstwo mówi o Itaumie więcej niż jego wcześniejsze szybkie nokauty. Po raz pierwszy musiał zmierzyć się z rywalem, który potrafił przetrwać kryzys i wrócić do walki. Franklin nie tylko wytrzymał jego siłę ciosu, ale też na moment zmusił go do zmiany tempa i stylu.
Dla młodego Brytyjczyka to ważny krok w rozwoju. Pokazał, że potrafi nie tylko dominować, ale też reagować na trudniejsze momenty w ringu. A to właśnie takie walki budują przyszłych pretendentów do mistrzowskich pasów.