Do zdarzenia doszło w środę tuż przed godziną 23:00 na pętli Salwator. Motorniczy, rozpoczynając swój ostatni kurs, zwrócił uwagę na starszego mężczyznę, który miał wyraźne problemy z wejściem do tramwaju. Pomagał mu młody pasażer, co wzbudziło czujność prowadzącego pojazd.
Motorniczy Tomek postanowił upewnić się, dokąd chce dotrzeć senior, aby móc pomóc mu również przy wysiadaniu. W trakcie rozmowy szybko okazało się, że sytuacja jest znacznie poważniejsza, niż mogło się wydawać. Starszy mężczyzna miał poważną ranę nogi i pilnie potrzebował pomocy medycznej. Motorniczy natychmiast zareagował. Wezwał pogotowie ratunkowe, a następnie pobiegł do kabiny po apteczkę. Wspólnie z młodym pasażerem rozpoczął udzielanie pierwszej pomocy. Udało im się zatamować krwawienie poprzez założenie opatrunku, jednak stan poszkodowanego wciąż budził niepokój — mężczyzna tracił przytomność z powodu utraty krwi. Po przyjeździe karetki działania przejęli ratownicy medyczni, którzy udzielili seniorowi specjalistycznej pomocy.
Tak całą sytuację motorniczy zrelacjonował w swoich mediach społecznościowych:
Ostatni kurs przed godziną 23 to już jest, w środku tygodnia, najczęściej pustak. To znaczy, że poza powietrzem osób pasażerskich i innych za wiele nie mamy na pokładzie.
(…) W ostatni kurs zabrał się ze mną młody chłopak, a w ostatnim momencie przed odjazdem, do tramwaju doczłapał starszy mężczyzna. Przy drzwiach zrobiło się małe zamieszanie, bo nowo oddana pętla na Salwatorze jest niezbyt dobrze przystosowana do… wsiadania ludzi do pociągów tramwajowych i młodzieniec pomagał wejść panu starszemu na pokład mojego pojazdu. Szło opornie ale się udało.
Coś mnie wtedy tchnęło i postanowiłem dowiedzieć się gdzie pasażer mający problemy z wsiadaniem chce dojechać, żeby po osiągnięciu celu pomóc mu opuścić tramwaj. Taki empatyk we mnie się czasami budzi, co zrobić?
I kiedy tak próbowałem temat ogarnąć, a nie było to łatwe, bo dziadzia był na lekkim rauszu, stojący obok nas młody pasażer zbladł i powiedział patrząc na podłogę:
— On krwawi.
Spojrzałem i ja. Najpierw pojawiło się kilka kropel, a za moment z buta chlusnął strumień ludzkiej juchy jakby nastąpiło otwarcie stygmatów z tętnicy w okolicy stopy, jeśli tam taka jest. Plama na podłodze zaczęła szybko się powiększać.
— Panie! Co panu? Pan mocno krwawi! — zapytałem, ale odpowiedzi nie było. Był niezrozumiały bełkot. — Proszę go potrzymać, wezwę karetkę — zadysponowałem młodzieńcem i pobiegłem do kabiny.
Wybrałem 112 i opisałem sytuację na pokładzie, podając adres mojego postoju, jednocześnie wysłałem sygnał do GDR, żeby po chwili rozmawiając przez telefon i radio informować co u mnie słychać. A za ciekawie nie było.
Kiedy wróciłem, kałuża krwi była już na kilkanaście centymetrów a z buta chlupało obficie.
— Siadaj pan. Powoli — posadziłem rannego a jedynego zdrowego pasażera poinstruowałem — Idę po apteczkę, będę potrzebował twojej pomocy. Zostań tu.
Po kilku sekundach byłem z powrotem. Po raz pierwszy w życiu w swojej tramwajarskiej przygodzie rozpakowałem apteczkę i jednocześnie informowałem dyspozytora ze 112 jaka jest sytuacja. Kiedy już miałem się babrać w ludzkiej krwi, usłyszałem przytomne:
— Rękawiczki. Lepiej ubrać rękawiczki — i już młodzieżowiec podawał mi gumową ochronę, żeby jednak zminimalizować ewentualne kłopoty.
W zamian podałem mu swój telefon i kazałem dać na głośnomówiący i stać w pobliżu akcji, samemu biorąc się za poszukiwanie miejsca z którego tak ochoczo sikała krew. Pociągnąłem chłopu nogawkę, ściągnąłem buta i skarpetkę, wszystko ociekające krwią i nie zauważyłem żadnej rany która mogła powodować tak obfite krwawienie. Nic, poza malutkim pęknięciem na przedniej części nogi od strony piszczela. To stamtąd coś mogło wyciekać, ale sekundy wcześniej założony pasek drugiego pasażera na udzie rannego działał już jak opaska uciskowa.
A może rana była na łydce? Już nie szukałem, bandażowałem. Mój rozmówca spod numeru 112 zasugerował pęknięcie żylaka lub coś w tym stylu, co mogło powodować tak duży krwotok. Bandaże pomogły. Krwawienie ustało, za to ranny zbladł, i zaczął „odpływać”. Karetka jechała już od kilku dobrych minut i nie mogła dojechać. Za to dojechał inspektor ruchu MPK i kolejna trzynastka, której motorniczy przybiegł z pomocą.
W końcu nadjechała też karetka. Spokój ratowników po ocenie rannego uspokoił sytuację. Pomoc poszkodowanemu została oceniona bardzo pozytywnie. Ilość krwi która opuściła Stygmę Poranionego oceniono na około 300 mililitrów plus to co było w bucie.
Po pięciu minutach pomogłem poszkodowanego przełożyć na nosze, podziękowałem współtowarzyszom za pomoc, ogarnąłem resztki apteczki, wyszorowałem w punkcie socjalnym ręce i ruszyłem na zajezdnię. (…)
MPK Kraków w swoim komunikacie podkreśliło, że postawa motorniczego oraz pomoc młodego pasażera zasługują na szczególne uznanie. Szybka reakcja i zaangażowanie obu mężczyzn mogły zapobiec tragedii.
To kolejny przykład, że czujność i gotowość do niesienia pomocy w codziennych sytuacjach mogą mieć ogromne znaczenie i realnie wpływać na ludzkie życie.