Za kadencji selekcjonera Jana Urbana reprezentacja Polski staje się zespołem wielu liderów. Kadrowicze w trudnych momentach już nie tylko patrzą, co zrobią Robert Lewandowski z Piotrem Zielińskim, lecz także biorą odpowiedzialność na siebie, a na pierwszy plan wysunęły się przede wszystkim dwie postaci — Jakub Kamiński oraz Sebastian Szymański. Przeciwko Albanii (2:1) na Narodowym ten drugi okazał się najlepszym zawodnikiem na boisku, i to nie tylko dzięki dwóm asystom.
Mocny w obronie
Szymański w czwartek drugi raz w tych eliminacjach został ustawiony nie jako jeden z dwóch ofensywnych piłkarzy za plecami Roberta Lewandowskiego, a w duecie środkowych pomocników z Piotrem Zielińskim, więc z większymi obowiązkami w obronie. Pierwsza próba z Holandią na Narodowym (1:1) zakończyła się już po 13 minutach z powodu kontuzji 26-latka. Druga wypadła zdecydowanie bardziej okazale.
— Sebastian w tym spotkaniu stoczył najwięcej pojedynków w defensywie z całej polskiej drużyny — na 14 wygrał aż 10. To pokazuje, jak intensywnie pracował w obronie, przy czym to nie powinno być zaskoczeniem, w końcu nieprzypadkowo w Fenerbahce zachwycał się nim Jose Mourinho i nie chciał wydać zgody na transfer. Szymański ma bardzo dobry skok pressingowy, jest nieprzyjemny dla przeciwników, bo mimo że filigranowy, to silny. Stoi twardo na nogach — wylicza Marek Marciniak, trener, który przeprowadzał analizy m.in. dla reprezentacji Belgii i Szwecji w trakcie mistrzostw świata w Rosji, Realu Madryt czy kadry narodowej Brazylii podczas igrzysk olimpijskich w Tokio.
Do tego można dodać sześć odzyskanych piłek i cztery udane odbiory na pięć podjętych prób. Słowem, gracz Stade Rennais imponował aktywnością w destrukcji.
— Lubię pracować w defensywie i z Albanią to było kluczowe, bo należało przerywać kontrataki rywali — przyznał skromnie zaraz po muczu.
Choć nie wszystko funkcjonowało, jak należy.
Marcin Karczewski / newspix.pl
Sebastian Szymański
— Kiedy stosowaliśmy wysoki oraz średni pressing i Zieliński z Szymańskim wychodzili wyżej do pomocników Albanii, tworzyła się duża dziura w środku pola. Między naszą drugą linią a obroną czasem było nawet 20 metrów wolnej przestrzeni. Przeciwnicy kilkukrotnie z tego korzystali i wykonywali przeszywające podania w tę strefę. Ale nie tyle ze względu na błędy Zielińskiego czy Szymańskiego, a problemy na poziomie systemowym. Żaden z nich nie jest typowym defensywnym pomocnikiem w stylu Bartosza Slisza, który dałby balans i zabezpieczył ten sektor — wyjaśnia Marciniak.
I dodaje, że choć Szymański daje radę w obronie, jeszcze więcej gwarantuje w ofensywie.
— W czwartkowym meczu był architektem ataków naszej reprezentacji — mówi współautor książki „Przywilej korzyści. O analizie w grywalizacji”.
Jeszcze lepszy w ataku
Przede wszystkim świadczą o tym dwie asysty Szymańskiego.
— Pierwsza to idealne dośrodkowanie na dalszy słupek. Bardzo podobne do tego, po którym zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego z Litwą. Druga to świadoma zmiana ciężaru gry. W ataku pozycyjnym po wymianie podań między nim a Karolem Świderskim i Oskarem Pietuszewskim nie pchał akcji na siłę na wolne pole, tylko dobrze wypatrzył świetnie ustawionego Zielińskiego, który oddał kapitalne uderzenie — analizuje Marciniak.
Marcin Karczewski / newspix.pl
Sebastian Szymański
I podkreśla, że Szymański jednak większy wpływ na grę zespołu ma jako ofensywny pomocnik, tzw. dziesiątka.
— Widać to po progresie, który zanotował po przenosinach z Fenerbahce do Stade Rennais. W Turcji także był rzucany po pozycjach, występował również jako środkowy pomocnik, „ósemka”, a we Francji gra bliżej ataku. I tak w ubiegłym sezonie w ekipie ze Stambułu notował skuteczność podań w pole karne na poziomie 55 proc., a w nowym zespole ma 64 proc. A jeszcze większy postęp widać w skuteczności dryblingów, z 43 aż do 63 proc. To pokazuje, że najlepiej sprawdzałby się jako zawodnik bardziej ofensywny, taki rozgrywający łącznik między pomocą a atakiem. Bo to piłkarz, który umie znaleźć sobie miejsce między liniami i jednocześnie wbiegać za plecy przeciwników do prostopadłych podań — przekonuje Marciniak.
Wspomniane przez szkoleniowca spotkanie z Litwą w Kownie (2:0) było pierwszym występem w trwających kwalifikacjach, którego bezsprzecznym bohaterem został Szymański, bo poza trafieniem zaliczył również asystę, i pierwszym od dłuższego czasu, w którym ten pomocnik wcielił się w rolę jednego z liderów Biało-Czerwonych. Oczekiwania wobec niego były duże od dawna, w końcu w pierwszej reprezentacji zadebiutował krótko po 20. urodzinach, ale tak blisko ich spełnienia jak w ostatnich miesiącach za kadencji obecnego selekcjonera jeszcze nie był.
— To taki stempel jakości Urbana, który wprowadził stabilizację w zespole i zdecydowanie postawił na konkretnych zawodników już od swojego debiutu na stanowisku z Holandią. Szymański wystąpił w Rotterdamie jako „dziesiątka”, wykonał tytaniczną pracę, utrzymał miejsce w wyjściowej jedenastce, a dzięki zaufaniu od trenera rośnie z meczu na mecz i daje coraz więcej i więcej kadrze. To ogromna zasługa selekcjonera — kończy Marciniak.