
Kiedyś ogródek w restauracji był dodatkiem, dziś według wielu gości to właśnie on decyduje o wyborze miejsca. Wiosną Trójmiasto przenosi się na zewnątrz: na tarasy, dziedzińce i zielone przestrzenie, w których śniadanie staje się czymś więcej niż tylko posiłkiem. Trend „garden cafes” rośnie w siłę i zmienia sposób, w jaki zaczynamy dzień.
Restauracja jako doświadczenie
wybieram głównie miejsca, które oferują możliwość jedzenia na zewnątrz
27%
to miły dodatek, ale kluczowa pozostaje dla mnie jakość jedzenia i obsługa
64%
otoczenie i wystrój nie mają dla mnie znaczenia przy wyborze miejsca na posiłek
9%
Jeszcze niedawno najważniejsze było to, co na talerzu. Dziś równie istotne staje się to, co wokół niego. Restauracje coraz częściej projektowane są jak kompletne doświadczenie z myślą o tym, jak gość będzie się w nich czuł, jak długo zostanie i czy będzie chciał wrócić.
Ogródki przestają być dodatkiem na sezon. Stają się integralną częścią konceptu. Pojawiają się przestrzenie przypominające miejskie ogrody, oranżerie, dziedzińce z zielenią i naturalnymi materiałami. Projektuje się nie tylko estetykę, ale też rytm przebywania w takim miejscu, by można było usiąść na dłużej, bez poczucia rotacji i pośpiechu.
– W Całym Gawle od lat traktujemy ogród jako integralną część naszego miejsca, a nie dodatek na sezon. Inwestujemy w roślinność, bo wiemy, że to ona buduje atmosferę – daje cień, prywatność i poczucie bycia „trochę obok” miejskiego zgiełku, mimo że jesteśmy w samym sercu Sopotu. Cały projekt nazwaliśmy niegdyś „Miejską Dżunglą”, bo pierwsze rośliny zostawiali u nas mieszkańcy Trójmiasta i większość z nich towarzyszy nam po dziś dzień – mówi Gaweł Czajka, właściciel restauracji Cały Gaweł.
W wielu nowych konceptach ogródek czy taras nie jest już dodatkiem do wnętrza, ale jego przedłużeniem, a czasem wręcz głównym powodem, dla którego goście wybierają dane miejsce. To właśnie tam toczy się życie lokalu, szczególnie wiosną i latem.
– Dziś zieleń nie jest już dodatkiem – to fundament całego konceptu. W Olivia Garden to właśnie ona buduje charakter miejsca i wpływa na sposób, w jaki goście odbierają przestrzeń. Naturalne otoczenie wprowadza spokój, ale też tworzy wyjątkowy klimat, który wyróżnia lokal na tle innych – mówi Krzysztof Dembek, Joint-CEO Olivia Star Top.

Mikroucieczka w mieście
Popularność tzw. garden cafes nie wynika wyłącznie z estetyki. To odpowiedź na zmęczenie tempem życia i nadmiarem bodźców. Współczesny dzień zaczyna się często od telefonu, powiadomień i pośpiechu… a kończy podobnie. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób szuka momentów, które pozwolą ten rytm choć na chwilę przerwać.
Śniadanie w ogrodzie działa jak mikroucieczka. Nie wymaga planowania ani wyjazdu. To dostępna na co dzień forma oddechu, godzina spędzona w ciszy, wśród zieleni, z naturalnym światłem zamiast sztucznego oświetlenia i ekranów.
– Co ciekawe, ten zielony kontekst bardzo wpływa też na sposób, w jaki goście spędzają czas – śniadania naturalnie się wydłużają, spotkania stają się niespieszne. Mam wrażenie, że dziś przyjazna restauracja to już nie tylko jedzenie, ale całe doświadczenie: zespół, korespondujące wnętrze i kontakt z naturą stają się jej integralną częścią – zauważa Gaweł Czajka.
Kontakt z naturą, nawet w tak miejskiej wersji, ma realny wpływ na nasze samopoczucie. Obniża poziom napięcia, poprawia koncentrację i pozwala lepiej zacząć dzień. Dlatego dla wielu osób wybór miejsca na poranek przestaje być przypadkowy. To już nie tylko „gdzie zjeść śniadanie”, ale „gdzie poczuć się dobrze”.
– Zwłaszcza wiosną, gdy tylko pierwsze, ciepłe promienie słońca pojawiają się na ul. Abrahama, ludzie chętniej spotykają się rano na kawę na naszej ulicy. Ulica Abrahama w Gdyni, położona jest trochę na uboczu, stanowiąc cudowną przestrzeń na złapanie chwili oddechu od miejskiego zgiełku. Atutem na pewno jest też kwiatowy wystrój naszego lokalu. Staramy się zmieniać go sezonowo, by dać klientom radość i poczucie spokoju. Jesteśmy szczęśliwi, że tak wiele osób odwiedza nas, by napić się pysznej fiołkowej kawy z fiołków prosto z Tuluzy – mówi Marta Modrzejewska-Ptak z Floral Design Gdynia.
Śniadanie jako rytuał
Zmienia się także moment, w którym wychodzimy do restauracji. Wieczorne kolacje wciąż mają swoje miejsce, ale coraz większą rolę odgrywają poranki. Śniadanie przestaje być szybkim posiłkiem, lecz zaczyna pełnić funkcję rytuału.
To czas, który można zaplanować dla siebie. Spotkanie z przyjaciółką, spokojny start dnia przed obowiązkami, praca przy kawie albo chwila offline bez telefonu. Poranki w restauracjach mają zupełnie inną energię niż wieczory, są lżejsze i mniej formalne.

Dokąd na wczesne śniadanie w Gdańsku? 10 sprawdzonych adresów
– Patio żyje w okresie wiosenno-letnim. Obserwujemy wtedy, jak przestrzeń ta zmienia zwykły posiłek w małe doświadczenie. Zamiast zamkniętej przestrzeni – oddech, światło, przyjemna muzyka i kontakt z otoczeniem, który automatycznie poprawia nastrój. Nawet prosta kawa czy lunch na świeżym powietrzu smakują intensywniej, kiedy towarzyszy im zieleń, słońce i dobre towarzystwo. Rozmowy są spokojniejsze, mniej formalne, a całość nabiera bardziej wakacyjnego charakteru – nawet w środku tygodnia. Spotkania są mniej oficjalne, bardziej „tu i teraz”, a atmosfera sprzyja dłuższemu zostaniu przy stole – bez pośpiechu i presji – zauważa Jakub Jakubowski z Bistro Oliwa.
Widać to także w menu. Pojawiają się sezonowe produkty, lekkie kompozycje, większy nacisk na jakość składników. Specialty coffee, matcha, świeże wypieki, dania roślinne i to wszystko podporządkowane temu, by dzień zacząć dobrze, a nie szybko.

Dokąd na wczesne śniadanie w Gdyni? 5 sprawdzonych adresów
Estetyka, która działa na zmysły
Nie bez znaczenia pozostaje także warstwa wizualna. Zielone przestrzenie, naturalne światło i dopracowane detale sprawiają, że ogródki restauracyjne działają na więcej niż jeden zmysł. To miejsca, które są spokojniejsze wizualnie. Zieleń łagodzi przestrzeń, światło dzienne zmienia jej odbiór w ciągu dnia, a naturalne materiały – drewno, len, kamień – wprowadzają poczucie harmonii. W czasach, gdy wiele wnętrz jest intensywnych wizualnie i pełnych bodźców, ogród daje coś odwrotnego – oddech.
Trójmiasto ma do tego trendu naturalne predyspozycje. Bliskość morza, terenów zielonych i sezonowość sprawiają, że życie bardzo szybko przenosi się na zewnątrz. Wiosna nie jest tu tylko zmianą pogody. To zmiana stylu funkcjonowania miasta.
– Patio to naturalne przedłużenie restauracji, ale z zupełnie inną energią. Zamiast czterech ścian – otwarta przestrzeń, która daje poczucie swobody i luzu, w której łatwiej się zrelaksować, wyciszyć i naprawdę pobyć z ludźmi, albo samemu/samej ze sobą. Na patio czas płynie wolniej, obserwujemy, że klienci zostają dłużej, potrafią celebrować jedzenie i cieszyć się chwilą. To wybór dla tych, którzy szukają nie tylko dobrej kuchni, ale też przyjemności bycia, rozmowy i odrobiny oddechu w ciągu dnia – dodaje Jakub Jakubowski.
Restauracje coraz lepiej to rozumieją. Tarasy, ogródki, dziedzińce, przestrzenie półotwarte, wszystko to zaczyna być projektowane jako integralna część lokalu. Często to właśnie one przyciągają gości bardziej niż samo menu.
Dla mieszkańców i turystów to naturalna forma korzystania z miasta. Śniadanie w ogrodzie, kawa na tarasie, lunch na świeżym powietrzu to styl życia, który w Trójmieście po prostu działa.
– Postrzegamy to jako trwałą zmianę, a nie chwilowy trend. Styl życia gości się zmienia – coraz większą wartością jest jakość czasu, nie tylko jego „efektywność”. „Zielone” miejsca odpowiadają na tę potrzebę, łącząc naturę, gastronomię i doświadczenia społeczne w jednym. Właśnie dlatego rozwijamy Olivia Garden nie tylko jako restaurację, ale jako przestrzeń do spędzania wolnego czasu – z różnorodnym programem wydarzeń i ofertą, która daje powód, żeby wracać – dodaje Krzysztof Dembek.