Kolejna edycja Red Bull Skoki w Punkt na Wielkiej Krokwi przyciągnęła do Zakopanego tłmy kibiców. Mieli oni okazję zobaczyć w akcji nie tylko skoczków, ale też gwiazdę sportów wyścigowych. Robert Kubica, bo o nim mowa, był nie tylko gwiazdą wydarzenia, ale odegrał też swoją rolę.
Zwycięzca ubiegłorocznego wyścigu 24h Le Mans został zaangażowany jako ambasador i zarządzający „jokerami”. Jego obecność przyniosła świeżość i zainteresowanie, które dodatkowo uatrakcyjniły wydarzenie.
ZOBACZ WIDEO: „Dzięki, Kamil!”. Ludzie polskiego sportu oddają hołd Stochowi
Podczas zawodów tylko drużyna Martina Schmitta zdołała osiągnąć dokładnie 1000 metrów, co dało jej zwycięstwo. Kubica, zarządzając „jokerami”, mógł wpływać na wyniki, pomagając skoczkom przy dokonaniu ewentualnych korekt wyników. Kapitan drużyny, wykorzystując jokera, mógł bowiem dodać lub odjąć trzy metry z wyniku swojej ekipy.
Z takiej opcji skorzystał m.in. Schmitt. Kubicy dwukrotnie próbował skłonić do użycia jokera Janne Ahonena, ale bez skutku. Legendarny Fin wierzył w siłę swojej drużyny i mimo zachęty do zmiany wyników, dwukrotnie odmówił korekty. Jego zespół zajął ostatecznie 5. miejsce, a do osiągnięcia granicy 1000 metrów zabrakło mu 3,5 m.
Kubica w rozmowie ze Sport.pl przyznał, że skoki stanowią istotną część jego wspomnień z dzieciństwa. – Byłem młodym chłopakiem, który uwielbiał skoki. Wtedy w zimie oglądanie skoków to był jeden z elementów mojej codzienności i życia. Jeszcze przed tymi największymi sukcesami Adama Małysza – zdradził.
Porównania skoków narciarskich do Formuły 1 stały się tematem rozmów w Zakopanem. Kubica zauważył, że chociaż różnią się techniką, precyzja i odwaga potrzebne w obu sportach są niezwykle podobne. To właśnie te cechy łączą skoczków i kierowców na całym świecie.