Na temat jego kontrowersyjnej kariery dyskutują w książce „Mistrzowie gry. Historia NBA w 75 opowieściach o legendarnych zawodnikach” Phil Jackson, były trener Chicago Bulls i Los Angeles Lakers, oraz doświadczony dziennikarz, Sam Smith. Oto jej fragment.
Chyba żaden inny zawodnik w historii NBA nie oddaje tak dobrze koncepcji dysonansu poznawczego jak Isiah Thomas. Ma na koncie równie wiele heroicznych wyczynów na koszykarskich parkietach, co oburzających zachowań i wpadek. Zdobył 16 punktów w 94 sekundy w ostatnim meczu serii play-off w 1984 roku, doprowadzając do dogrywki. 25 punktów w jednej kwarcie w finałach 1988 roku, w dodatku z mocno skręconą kostką, co niemal dało jego Pistons pierwszy tytuł mistrzowski. Z drugiej strony pamiętamy złe podanie w finałach konferencji 1987 roku, przechwycone przez Larry’ego Birda — jedna z najczęściej powtarzanych w telewizji akcji z całej historii NBA. Był liderem owianych złą sławą Bad Boys, którzy dwukrotnie z rzędu zdobyli tytuł mistrzów NBA. Z drugiej strony poprowadził Pistons do szatni przed końcem meczu numer 4, gdy Bulls pokonali ich do zera w finałach Konferencji Wschodniej w 1991 roku. W 1992 roku nie dostał się Dream Teamu — będącego w zasadzie reklamą ligi z jej najwspanialszymi postaciami w składzie — bo w NBA panowała powszechna niechęć do niego. Thomas zaciekle bronił wypowiadającego się niezwykle emocjonalnie po zakończeniu dramatycznej serii play-off w 1987 roku debiutanta ze swojej drużyny, Dennisa Rodmana. Zgodził się z nim, że Larry Bird nie byłby tak powszechnie wychwalany, gdyby był czarny. NBA zmusiła Thomasa do wystosowania w trakcie finałów oficjalnych przeprosin w stronę Birda. Thomas prawdopodobnie uczynił dla swojego rodzinnego Chicago więcej niż jakikolwiek inny sportowiec. Inwestował w biedne społeczności, stworzył koszykarską ligę dla młodzieży z trudnych środowisk, maszerował ramię w ramię z religijnymi autorytetami, sprzeciwiając się tym samym przemocy z użyciem broni. A jednak często jest obrażany przez chicagowskich kibiców ze względu na to, jak jego drużyna walczyła z uwielbianym liderem Chicago Bulls, Michaelem Jordanem, który nie utrzymuje żadnych związków z miastem. To na Thomasa spadła wina za rzekome chłodne potraktowanie Jordana w trakcie pierwszego Meczu Gwiazd Michaela, co zapoczątkowało sławną rywalizację między tymi dwoma graczami oraz ich drużynami.
Thomas przetrwał dzieciństwo w piekielnie niebezpiecznym chicagowskim West Side, w którym po zamieszkach z końca lat 60. na patrole jeździły czołgi. Posiłki serwowali mu członkowie Czarnych Panter. Był najmłodszym z dziewięciorga rodzeństwa, z których kilkoro zmarło w wyniku AIDS lub uzależnienia od używek. W serialu telewizyjnym opowiadającym o rodzinie Thomasów i wyprodukowanym przez członka Galerii Sław, Cheta Walkera, pojawia się sławna scena, w której jego matka musi z bronią w ręku odstraszać członków okolicznych gangów, chcących zwerbować jej najmłodszego syna. Może to właśnie dlatego ktoś, kto w najlepszym wypadku mierzył 185 centymetrów, odniósł tak wielki sukces w zdominowanej przez wielkich facetów zawodowej koszykówce. Isiah był złotym dzieckiem. Zarabiał pieniądze dla rodziny, już w młodości biorąc udział w meczach, które cieszyły się wielkim zainteresowaniem obstawiających. By unikać gangów, uczył się w liceum na zachodnich przedmieściach Chicago, do którego dojeżdżał 90 minut. A potem zdobył mistrzostwo z dowodzoną przez Bobby’ego Knighta ekipą Indiana University, popisując się znakomitą grą indywidualną, co było zaprzeczeniem filozofii drużyn prowadzonych przez tego trenera.
Thomas, nieustraszony, dysponujący szybkością, świetnym panowaniem nad piłką, pewnym rzutem i dobrym oglądem parkietu, dołączył do sprawnej ofensywnej machiny Pistons, która brała udział w meczu z największą liczbą punktów w historii NBA. Sam zdobył w nim 47 oczek. Gdy jednak obserwował graczy, którzy wygrywali mistrzostwa — jak bliskiego przyjaciela Magica Johnsona czy Larry’ego Birda — zdał sobie sprawę z tego, że to nie on, a jego koledzy muszą dawać z siebie więcej na parkiecie. Jack McCloskey zbudował zespół złożony ze specjalistów od obrony i Pistons sterroryzowali ligę, wygrywając dwa kolejne tytuły w latach 1989 i 1990. Średnia punktowa Thomasa spadła w tym czasie poniżej 19 na mecz. Bad Boys stali się marketingowym strzałem w dziesiątkę, lecz wkrótce ich boiskowa brutalność zaczęła wymykać się spod kontroli. Pistons wypadli w końcu z ligowej czołówki, a Thomas zakończył karierę w wieku 32 lat po doznaniu w 1994 roku poważnej kontuzji ścięgna Achillesa. Nic nie wyszło z jego planów przejścia do managementu drużyny. Wyruszył w inną zawodową podróż. Był wiceprezydentem Toronto Raptors, właścicielem ligi Continental Basketball Association, trenerem Indiana Pacers, prezydentem Knicks, miał liczne biznesy, pojawiał się także w telewizji jako koszykarski ekspert. Niewiele jest w historii NBA postaci, które osiągnęły tak wiele, a jednak są odbierane równie ambiwalentnie. Thomas ma na koncie tytuł MVP finałów, dwie nagrody MVP Meczu Gwiazd, w którym wystąpił 12 razy i pokazywał się jako jeden z największych showmanów tego wydarzenia, tytuł lidera klasyfikacji asyst i miejsce w pierwszej dziesiątce wszech czasów najlepiej podających.
Isiah Thomas, człowiek utytułowany, lecz w NBA nielubiany
PJ: Lubiłem go. Zauważyłem go od razu, gdy jeszcze był debiutantem. Grałem wtedy w Nets. Poszedłem do niego do szatni, życzyłem powodzenia i, mając na uwadze jego karierę w rozgrywkach akademickich, powiedziałem: „Ciekawie będzie oglądać cię w tej lidze”. Był przyjazny, tak jak Magic lubił stawać przed kamerą. Zawsze mieliśmy dobre relacje, choć musiałem czasem być twardy, gdy pracowałem w Nowym Jorku.
Sam: Żadnych zaszłości z czasów tych brzydkich meczów przeciwko Pistons? Nawet Billa Cartwrighta sprowokował wtedy do wyprowadzenia ciosu. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Potrafił być naprawdę wkurzający.
PJ: Podchodził do tych wszystkich opowieści o tamtych czasach na luzie. Spotkaliśmy się, gdy pracował w Knicks jako prezydent klubu. Chciał mnie zatrudnić, gdy postanowiłem wrócić do trenowania. Spędziliśmy razem dzień w Beverly Hills. Sprawa rozbiła się o graczy, których zamierzał sprowadzić. Jednym z nich był ten środkowy z Chicago, którego wraz z rodziną napadnięto z bronią w ręku i okradziono w jego własnym domu, Eddy Curry. Drugim gościem, którego chciał ściągnąć i dać za niego 27 milionów, był środkowy z Seattle, Jerome James. Mówię mu, że ten gość to jakaś porażka. Wygląda dobrze, bo walczy o nowy kontrakt. Nie mogliśmy się dogadać w sprawach osobowych, a potem jeszcze doszły kwestie wizerunkowe. Mówił: „Wszyscy muszą nosić marynarki i krawaty”. Ja stwierdziłem, że to bez sensu. Mój sztab się tak nie ubiera. Przychodzimy na treningi, ma nam być wygodnie. Widziałem, że będzie się przy tym upierał. To nie dla mnie. Ostatecznie zatrudnił Larry’ego Browna i miał z Larrym niełatwe życie.
Sam: Wiem, że Isiah nie był przesadnie lubiany, ale ta sprawa z zejściem z parkietu to trochę jak z tym ignorowaniem Jordana w trakcie Meczu Gwiazd — raczej miejska legenda.
PJ: Laimbeer, Rodman i Isiah. Ci trzej na pewno. Oni po prostu zeszli.
Sam: Pewnie nie wiedziałeś, jak Michael przejechał się po nich w mediach przed czwartym meczem: Pistons nie zasłużyli na tytuł, bo grają nieczysto; okrywają koszykówkę złą sławą. Michael poszedł z nimi w mentalne gierki. Mistrzów trzeba szanować. Ale nie w tym przypadku. Na tym jednak także polegają wielkie rywalizacje i dlatego obecnie takich nie mamy. Meczu numer 4, wygrana w serii do zera. Cztery minuty do końca i oba zespoły ściągają pierwsze piątki. Gracze Pistons ściskają się, owacja na stojąco od ich kibiców, nikt się nie wścieka. Chuck i Isiah wyglądają, jakby żartowali ze sobą. Scott Hastings oddaje rzut za rzutem, ostatni z nich ma 24 sekundy przed końcem, więc Bulls mają piłkę, żeby doczekać do ostatniej syreny, jak to się obecnie dzieje w każdym meczu. Mecz odbywa się w Palace, a tak, jak pamiętamy, zejście do szatni dla gospodarzy i gości było po tej samej stronie parkietu, przy ławce gości. Na jakieś 10 sekund przed końcem zawodnicy Pistons zaczynają powoli zmierzać w tamtym kierunku. Może nawet się koło was zatrzymają, w każdym razie czekają. Na 7,9 sekundy przed końcem następuje przerwa na żądanie. Po co? No to idą dalej. Sztab chciał tej przerwy? Michael? I wszyscy odbierają to jako niesportową postawę, bo zeszli do szatni przed końcem. I do widzenia Dream Teamie.
PJ: Sławny Mecz Gwiazd z Magikiem w Orlando, w 1992 roku. Wsiadałem z zawodnikami do autokaru, Isiah odciągnął mnie na bok i spytał, czy przekonałbym do czegoś Michaela. Coś związanego ze stowarzyszeniem zawodników. Isiah był przewodniczącym, ale nie chciał rozmawiać z nim osobiście. Powiedziałem mu, że nie ma wyjścia, jeśli chce coś załatwić. Chyba ostatecznie do takiej rozmowy nie doszło.
Sam: Wówczas latem odbywało się sporo różnych turniejów i meczów. Magic Johnson organizował sławne zawody, coś w rodzaju wielkiego spotkania ludzi po tym, jak przestali robić mecze imienia Stokesa. Początkowo Michael nie chciał brać w tym udziału ze względu na tę historię z ignorowaniem go przy okazji jego pierwszego Meczu Gwiazd. Potem jednak pogodzili się z Magikiem i nawet pojawił się ten temat meczu jeden na jednego w systemie pay-per-view w 1990 roku pod hasłem „Król parkietu”. Ostatecznie sprawa upadła, bo musiało się na to zgodzić stowarzyszenie zawodników. Tak, to którego przewodniczącym był wówczas Isiah. Szefom ligi też się ten pomysł nie spodobał, ale ostatecznie wydarzeniu łeb ukręciło stowarzyszenie. Michael stwierdził, że Isiah jest zwyczajnie zazdrosny i gdyby to tamten miał brać w tym udział, nikt by tego nie obejrzał.
PJ: Magic i Isiah byli ze sobą blisko. Z Michaelem Magic nie miał aż tak bliskich relacji do mniej więcej tamtego momentu. Z kolei oddalił się wtedy od Thomasa. Można było odnieść wrażenie, że Magic nieźle wyczuwał kierunek wiatru i takie tam. To był czas Dream Teamu. Chuck pewnie też wiedział, że pominięcie Thomasa było słuszną decyzją. Przedyskutowali sprawę, poszli z tym do Michaela, a ten mówi: „Nie mam zamiaru się w to mieszać”. To taki gość, który nie chce się jednoznacznie opowiadać po żadnej ze stron. Nie chciał zajmować stanowiska. Jednak nawet bez opinii Michaela wiedzieli, co będzie najlepsze dla drużyny.
Tłumaczenie: Jakub Michalski
Partner Wydawnictwo SQN
[Okładka książki „Mistrzowie gry. Historia NBA w 75 opowieściach o legendarnych zawodnikach”
[REKLAMA]