Syrenka została oblana żółtą farbą

Wyrok dla aktywistek Ostatniego Pokolenia, które oblały farbą pomnik Syrenki

Źródło: TVN24Aktywistki Ostatniego Pokolenia, które oblały farbą pomnik Syreny w Warszawie, zostały uznane przez sąd za winne uszkodzenia monumentu. Działaczki zostały skazane na prace społeczne, muszą też zapłacić nawiązki.

Dwie aktywistki Ostatniego Pokolenia były oskarżone o to, że w marcu 2024 roku wspólnie i w porozumieniu dokonały uszkodzeń Syreny, niecki fontanny i kamiennego cokołu poprzez oblanie pomnika dużą ilością farby. Pomnik jest wpisany do rejestru zabytków województwa mazowieckiego, powstał w 1938 roku.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał w piątek obie kobiety na karę pół roku prac społecznych w wymiarze 30 godzin miesięcznie. Mają też zapłacić po trzy tysiące złotych nawiązki na Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków oraz po 30 tysięcy złotych nawiązki o charakterze odszkodowawczym za uszkodzenia pomnika.

Koszty naprawy Syreny poniosło miasto, szacowano je na około 360 tysięcy złotych.

Syrenka została oblana farbą

Syrenka została oblana farbą

Źródło: Artur Węgrzynowicz/tvnwarszawa.pl

Sąd: przyzwalanie prowadziłoby do anarchii

Aktywistki od początku broniły się tym, że ich zdaniem nie było to akt wandalizmu, a swoim działaniem chciały zwrócić uwagę na kryzys klimatyczny. Sąd zwrócił uwagę, że oblanie farbą pomnika spotkało się z bardzo negatywnym odbiorem społecznym. Stwierdził, że nawet jeśli pobudki działaczek Ostatniego Pokolenia były szlachetne, to nie uzasadniają one niszczenia zabytku.

Sąd: przyzwalanie na oblewanie farbą zabytków prowadziłoby do anarchii

Źródło: TVN24

W ustnym uzasadnieniu sędzia Marcin Kowal podkreślił, że oskarżone wyczerpały ustawowe znamiona przestępstwa. Zwrócił też uwagę na szczególny aspekt związany z zabytkami i ich ochroną. – Mają wartość symboliczną i przekazują wartości historyczne – mówił sędzia.

– Jeżeli dopuścimy do tego rodzaju zachowań, będziemy wykazywać przyzwolenie na tego rodzaju zachowania, to krzyk tych zabytków będzie jednorazowy, krótkotrwały, coraz mniej słyszalny, aż w końcu prawdopodobnie całkowicie ustanie – uzasadniał wyrok sędzia.

Zaznaczył, że w przypadku aktywistek mamy do czynienia z uszkodzeniem zabytku i pogorszeniem jego stanu wskutek oblania farbą. Dodał, że miasto podejmowało próby oczyszczenia pomnika tradycyjnymi metodami, ale nie przyniosły one efektów. Dopiero opracowanie programu konserwatorskiego pozwoliło na usunięcie zabrudzeń, które powstały. – Pomnik Syreny jest zabytkiem i symbolem Warszawy. (…) Jest elementem kształtowania świadomości i dumą Warszawiaków – podkreślił sędzia.

– Sąd rozważał kwestię dotyczącą wolności słowa, wolności wyrażania poglądów. Nie mam absolutnie żadnej wątpliwości co do tego, że jest mnóstwo bardzo wzniosłych idei, jednak przyzwalanie na tego rodzaju zachowania prowadziłoby z całą pewnością do anarchii, do pewnego rozkładu dyskursu publicznego w społeczeństwie demokratycznym, wobec czego z całą pewnością nie może być na tego rodzaju zachowania przyzwolenia – mówił sędzia Marcin Kowal.

Prokuratura domagała się surowszej kary. Prokurator żądał, by czyn aktywistek uznano za wybryk chuligański i aby zostały one skazane na kary więzienia.

Aktywistka: Syrenka może nieść wiele symboli

Na sali rozpraw pojawiła się w piątek jedna z oskarżonych. Uznała karę za niewspółmierną do czynu, podkreśliła, że go nie żałuje.

– Wyjaśnienie sądu było absurdalne, przede wszystkim dlatego, że odnosił się tylko i wyłącznie do tej materialnej części (…). To, że ten zabytek, ta Syrenka ma jakąś wartość, to właśnie pokazuje, że ona może nieść wiele innych symboli – tłumaczyła aktywistka. I zauważyła, że pomnik nie stracił wartości turystycznej.

Wyrok jest nieprawomocny. Obrońcy aktywistek zapowiedzieli apelację. – Nie zgadzamy się z treścią tego wyroku. Postaramy się przekonać sąd drugiej instancji do tego, by rozstrzygnięcie to zmienił – powiedział mec. Radosław Baszuk.