
Chłodna głowa to atrybut, o którym w szale emocji zakupowych wielu z nas zapomina. I choć Wielkanoc to mniej komercyjne święta niż Boże Narodzenie, to i tak dyskonty i markety zalewają nas promocjami. Choć wydają się coraz bardziej prymitywne, to jednak coraz bardziej nas wciągają.
to czysta manipulacja i celowe wprowadzanie klienta w błąd, dlatego staram się je całkowicie ignorować
48%
czasami z nich korzystam, ale przyznaję, że przez to zdarza mi się kupować rzeczy, których w ogóle nie planowałe(a)m
25%
to świetna okazja do oszczędności i chętnie poluję na najlepsze oferty
27%
Wzmożony ruch w sklepach, kolejki, przedświąteczny szał zakupów. Jak zawsze o tej porze dzieje się w sklepach sporo, bo chociaż to Wielkanoc, a nie Gwiazdka, to i tak kupić więcej trzeba – szczególnie artykułów spożywczych. Przypomnijmy, że sklepy w Wielką sobotę mogą być czynne tylko do 14 (część zamyka się wcześniej), a później w niedzielę i poniedziałek pozostają zamknięte.UOKiK skontrolował dyskonty
W związku z tym zwłaszcza dyskonty i markety robią wszystko, by ściągnąć klientów, zachęcając promocjami. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdził ostatnio, czy sposób prezentowania rabatów na ekranach kas samoobsługowych, tradycyjnych i na paragonach w dwóch największych sieciach dyskontowych jest wystarczająco przejrzysty dla klientów. Stało się to po skargach kupujących.

Restauracje otwarte w Wielkanoc. Dokąd na śniadania, bufety i obiadokolacje?
Mały druczek kluczowy na etykietach
Ostatnio przeprowadziłem mały eksperyment w jednej, wcale nie największej sieci dyskontów, sprawdzając promocyjne etykiety. Przypomnijmy, że sklepy są zobowiązane do umieszczania obok aktualnej ceny informacji o najniższej cenie, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki.
Jest ona najczęściej pisana drobnym druczkiem, więc trzeba się mocno przyjrzeć. I co się okazało? Promocja polegała na obniżeniu ceny o… jeden grosz. Niby nic, ale dla wzrokowców sygnał był jasny – dany produkt jest w cenie promocyjnej. Z kolei dla słabo widzących poprzednia cena jest właściwie nie do sprawdzenia. Wszystko niby jest legalne, ale czy do końca uczciwe?

Gdzie pójść z dzieckiem w święta?
Inna sprawa to czas trwania promocji, który również jest opisany drobnym druczkiem. Bez sprawdzenia bardzo łatwo się „naciąć”, ponieważ często jest tak, że nawet po czasie dana cena zostaje na etykiecie na regale. Sęk w tym, że przy kasie jest już zupełnie inna. Skoro nie zwróciliśmy uwagi na ten fakt podczas zakupów, to są na to małe szanse także podczas sprawdzania paragonu.
Czy decyzja UOKiK powstrzyma sieci przed nie do końca uczciwą zabawą w kotka i myszkę? Nie sądzę. Po prostu znajdą się inne sposoby. Niestety w obecnych czasach bez zachowania chłodnej głowy coraz trudniej robić zakupy.
Przestawienie wajchy na zakupach na zadaniowość
Na zakupach staram się przestawić na zadaniowość. Chcę kupić to, po co przyszedłem, ale nie zawsze się udaje. Kolory, etykiety, miła muzyka, no i promocje w stylu „Kup 12, zapłać za 6” potrafią zawrócić w głowie. Wiele razy wychodzę z większą liczbą zakupów, niż planowałem, i nie jestem z tego powodu zadowolony. To denerwujące uczucie, podobne do złamania postanowienia związanego z regularną aktywnością fizyczną czy odłożeniem smartfona po powrocie z pracy do domu.

6 szybkich przepisów na Wielkanoc. Minimum pracy, maksimum efektu
Łowcy promocji kontra marketingowcy
Większość z nas twierdzi, że jesteśmy odporni na promocje. Tylko dlaczego w takim razie sieci tak bardzo próbują nas nimi zainteresować, a hasło „promka” weszło do potocznego języka? Wiem, że wielu z nas kreuje się na „łowców promocji”, udowadniając, że potrafi „oszukać system” i zrobić w taki sposób zakupy, żeby wyjść „na swoje”. Znam takich, co jeżdżą po różnych sieciach, szukając artykułów promocyjnych cenach.
Mam jednak wrażenie, że próba przechytrzenia sieci jest jak gra w kasynie, które – jak wiemy – zawsze wygrywa. Tyle że do kasyna nie trzeba chodzić, a na zakupy już tak. Warto więc postarać się przed przekroczeniem progu sklepu o schłodzenie głowy.