ZKS Stal Rzeszów praktycznie od początku spotkania prowadziła z H.Skrzydlewska Orłem Łódź i wydawało się, że bezproblemowo zgarnie dwa punkty na inaugurację Metalkas 2. Ekstraligi. Gospodarze w pewnym momencie prowadzili 12 „oczkami”, a po 12 gonitwach mieli aż o 10 punktów więcej do przeciwników. Ostatecznie przyjezdni, ku zaskoczeniu miejscowych fanów, doprowadzili do remisu.

– Wynik jest imponujący, tym bardziej, jak na inaugurację na obcym terenie. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby juniorzy Orła jeszcze dołożyli kilka „oczek”. Pozostaje pogratulować Witoldowi Skrzydlewskiemu. Ten rezultat można interpretować jako zwycięski remis. Jeżeli ci młodzieżowcy zdobędą jeszcze więcej punktów, Łodzianie będą mogli mieć powody do dumy – mówi w rozmowie z WP SportoweFakty Marta Półtorak.

ZOBACZ WIDEO: Cisza po pytaniu długa jak u Lewandowskiego. Reakcja Buczkowskiego mówi wszystko

Na przeciwnym biegunie byli w sobotę juniorzy Stali. Franciszek Majewski oraz Maksym Borowiak wywalczyli łącznie 12 „oczek” i dorzucili do tego cztery bonusy. To oznacza, że piątka seniorów zainkasowała tylko 33 punkty. Najlepsi z nich – Mateusz Szczepaniak i Oskar Fajfer zapisali obok swoich nazwisk po dziewięć „oczek”. – Młodzieżowcy zrobili swoje. Reszta chyba się nie popisała i nie stanęła na wysokości zadania – podkreśla nasza rozmówczyni.

– Jeśli młodzież utrzyma ten poziom, będzie dobrze. Rzeszowski klub w przeszłości miał szczęście do młodzieżowców. Posiadaliśmy świetnych wychowanków oraz bardzo dobrą rękę do juniorów z zewnątrz. W tym momencie została utrzymana. Przynajmniej na razie tak to wygląda. Jeśli seniorzy bardziej się postarają, nie powinno być szczególnie źle. Teraz trzeba szybko zapomnieć o tym spotkaniu – dodaje.

Wydaje się, że pewnym problemem Stali jest jej domowy obiekt. Już w zeszłym sezonie wygrała ona pięć z ośmiu potyczek na nim. Teraz na inaugurację znów nie udało się zdobyć pełnej puli punktów. Co gorsza dla zespołu, tryumf został mu wyrwany z rąk w samej końcówce.

– Kiedyś ten owal potrafił być atutem. Pamiętam sezony, gdy był twierdzą nie do zdobycia. Obecnie przy betonowych torach, w Rzeszowie liczy się moc silnika, ponieważ jest on długi i szeroki. Oczywiście trzeba się wykazać umiejętnościami, lecz na pewno nie jest on techniczny – zwraca uwagę była prezeska Stali.

Wiele osób mogło być także zdziwionych, gdy zobaczyli kevlary rzeszowskiej ekipy. Tak naprawdę były one różne, a niektórzy nie posiadali nawet klubowych kombinezonów, co wyglądało dziwnie jak na obecne standardy w polskich rozgrywkach.

– Z tego, co mi wiadomo, do końca liczono, że będzie sponsor tytularny. Jest z nim problem, aczkolwiek zarząd zapewnia, że o budżet do końca nie należy się martwić. Mimo wszystko takie zawirowania przed początkiem sezonu bez wątpienia nie służą dobrej organizacji. Na pewno tutaj jest jeszcze sporo do zrobienia – zaznacza Półtorak.

W ostatnim czasie na temat klubu można usłyszeć różne wiadomości. Niektóre z nich są pesymistyczne. Przypomnijmy, że w Stali doszło do sporych zmian. Z funkcji prezesa zrezygnował Michał Drymajło. Menadżerem nie jest już za to Paweł Piskorz. W Rzeszowie w poprzednich latach zrobiono wiele, aby ośrodek żużlowy wyszedł na prostą po czasach, gdy w ogromne długi wpakował klub Ireneusz Nawrocki.

– Czasami ludzie potrafią wyrządzić wielką krzywdę. Klub miał naprawdę duże problemy, żeby podnieść się z tego całego zamieszania. Potem przyszły stabilniejsze czasy i wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę. Chciałabym, aby na południu żużel miał się dobrze. Na szczęście Wilki świetnie sobą radzą i wszyscy myślą o walce o PGE Ekstraligę. Stali życzę, aby suchą stopą przeszła przez ten sezon. Mam nadzieję, że uda się to jakoś posklejać. Jeden mecz o niczym jeszcze nie świadczy. Trzeba teraz wyciągnąć wnioski – podsumowuje ekspertka.