W londyńskiej O2 Arenie kibice otrzymali dokładnie to, czego można było oczekiwać po starciu Derecka Chisory (36-14, 23 KO) z Deontay’em Wilderem (45-4-1, 43 KO) – twardą, bezkompromisową walkę dwóch zawodników, którzy przez lata budowali swoją markę w wadze ciężkiej. Od pierwszego gongu tempo było wysokie. Chisora ruszył do przodu, próbując zamknąć Amerykanina na linach i narzucić fizyczne warunki, z których słynie. Wilder z kolei starał się utrzymywać dystans, polując na swoje firmowe, pojedyncze, ale niezwykle groźne ciosy z prawej ręki.

Pierwsze rundy były wyrównane, choć optycznie to Brytyjczyk wywierał większą presję. Chisora trafiał seriami, pracował na korpusie i szukał momentów w półdystansie. Wilder długo pozostawał cierpliwy, momentami wręcz pasywny, ale konsekwentnie czyhał na swoją okazję. Z każdą kolejną rundą zaczynał jednak coraz lepiej odnajdywać timing, a jego ciosy stawały się coraz bardziej odczuwalne dla rywala.

Gwiazdor poza KSW. Znamy kulisy rozmów

Kluczowy moment walki przyszedł w 8. rundzie, gdy Wilder w końcu „odpalił” swoją najgroźniejszą broń. Jedno czyste trafienie całkowicie zmieniło obraz pojedynku. Chisora znalazł się w poważnych tarapatach, a Amerykanin natychmiast ruszył do ataku, chcąc zakończyć walkę przed czasem. Brytyjczyk, jak wielokrotnie w swojej karierze, pokazał ogromny charakter i przetrwał kryzys, ale od tego momentu to Wilder miał wyraźną przewagę.

W kolejnych rundach Amerykanin kontrolował już przebieg walki. Trafiał rzadziej niż Chisora, ale znacznie czyściej i przede wszystkim mocniej. Każdy jego cios niósł realne zagrożenie nokautem, co stopniowo odbierało Brytyjczykowi pewność siebie. Ostatecznie to właśnie siła uderzenia i większa precyzja w ciosach przesądziły o wyniku tego starcia. Sędziowie przyznali byłemu mistrzowi świata niejednogłośne zwycięstwo – 115:111, 115:113 i 112:115.

Dla Wildera to zwycięstwo ma ogromne znaczenie. Nie tylko wraca na zwycięską ścieżkę, ale też ponownie zaznacza swoją obecność w czołówce wagi ciężkiej. Amerykanin udowodnił, że mimo upływu czasu wciąż dysponuje jednym z najgroźniejszych ciosów w boksie i nadal może być poważnym graczem w rozmowach o największych walkach.

Dla Chisory to kolejny rozdział w karierze, która od lat opiera się na twardości i widowiskowości. Niezależnie od ostatecznych decyzji dotyczących przyszłości, jego występ w Londynie był kolejnym dowodem na to, że nawet w starciach z najmocniej bijącymi rywalami potrafi zostawić w ringu absolutnie wszystko.